Hiena

W dawnych czasach, takich jak ty nazywano szabrownikami, my mówimy po prostu Hieny. Łazicie po polach bitwy, albo za oddziałami Posterunku, jak sępy krążące nad samotnym wędrowcem na pustyni. Patrzycie tymi swoimi kaprawymi oczkami i czekacie na trupy. Tak, z tego żyjesz, prawda? Obrabiasz ciała poległych żołnierzy i rozpieprzone maszynki Molocha. Wszystko ci jedno czy łup, który zakosiłeś należał do młodego rekruta, który zginął w walce za twój pieprzony tyłek, czy zaćpanego gangera, który rozdupczył się pędząc po autostradzie na cracku. Masz to gdzieś. Liczą się gamble. A można się dorobić na tym interesie, co? Bitwy na północy często wybuchają gwałtownie, często nie ma czasu pochować poległych, ani pozbierać sprzętu, bo trzeba pędzić pomóc otoczonym kumplom. Wtedy wkraczacie wy, Hieny. To wasz żywioł, co? Krążycie po zbryzganym krwią i smarem gruncie wyłuskując co smaczniejsze kąski. Jezu, założę się, że Moloch nienawidzi was tak samo jak my. Założę się też, że nie masz najmniejszych wyrzutów sumienia, zero skrupułów. Nie ruszają cię wywalone flaki, nie robisz sobie wiele z jęków konających. Bez mrugnięcia okiem ściągasz z nich buty, pasy z amunicją i podziurawione kurtki. Uwalony po łokcie smarem, wyrywasz procesory, hydraulikę i sensory. Nie ma w tobie nawet strachu, że maszynka, którą wybebeszasz może być napchana jakimś toksycznym ścierwem, które wybuchnie i skazi całą okolicę. Nie, nie przejmujesz się tym, bo wiesz gdzie rwać, szarpać i wykręcać. O tak. Zebrałeś pewnie już sporo doświadczenia w tej materii, co? Nie jeden skoper mógłby się od ciebie uczyć, ale który by chciał? Mówisz, ze Posterunek korzysta z waszych usług? To niestety prawda. Znacie ścieżki i przejścia, których nie wyczaili nawet nasi zwiadowcy. Potraficie jak szczury znaleźć dziurę, by wypłynąć, kiedy statek idzie na dno. O tak, w takich sytuacjach ludzie korzystają z waszej plugawej wiedzy. Ale nie za darmo, nie? Niczego nie zrobiłbyś z poczucia patriotycznego uniesienia, albo przynajmniej z czystej ludzkiej przyzwoitości. Tak, to wszystko prawda, ale nie znam sierżanta, który nie kopnąłby Hieny zdrowo w tyłek na do widzenia. Dla zasady. Mówisz, że żyjemy w ciężkich czasach, trzeba sobie radzić jak się da. Jasne. Zabierz się więc za uprawianie buraków.

Cechy (wybierz jedną z nich):

To mu się już nie przyda

Pamiętam, jak zaczynałem służyć na Posterunku. Najbardziej pamiętam moją pierwszą akcję, pierwszą bitwę. Nieważne co to było, jakaś obrona mostu czy innego zakrętu. To nigdy nie ma znaczenia. To, co wryło mi się w pamięć, to ciała. Całe masy trupów moich kumpli. Rekrutów takich jak ja, którzy po prostu mieli mniej szczęścia. Wnętrzności walały się po całej okolicy, rozczłonkowane korpusy splątane z wyjącymi z bólu, na wpół już martwymi chłopakami i ten wszechobecny, metaliczny zapach. Zapach krwi. Pamiętam, ze byłem blady jak ściana i chciało mi się rzygać, ale jakoś się trzymałem. Nagle zobaczyłem człowieka, który prowadził nas między okolicznymi wąwozami. Przechadzał się między trupami ze wzrokiem wbitym w ziemię. Nagle pochylił się i nożem wielkim jak szabla rozciął kawał ludzkiego uda, odrzucił kikut i rozsupłał splątane jelita i ciała żołnierzy. Grzebał i grzebał coraz bardziej uwalany we krwi, aż w końcu podniósł się i schował coś do torby. Patrzyłem na niego z niemym przerażeniem i obrzydzeniem. Gdy zobaczył mój wzrok wzruszył tylko ramionami i rzekł „ no co, to mu się już nie przyda”. Wtedy się porzygałem.
Nie musisz rzucać testów na strach, morale i tym podobne widząc największą nawet rzeźnię. Jesteś przyzwyczajony. Możesz spokojnie zjeść śniadanie na bezgłowym korpusie, albo pogwizydywać przy goleniu w rytm jęczących rannych. Nic cię nie rusza.

Instynkt szczura

Przypomniało mi się co to była za bitwa. Chodziło o wysadzenie jakiejś fabryki w przejętym przez Molocha miasteczku. Prowadził nas ten dupek od grzebania w zwłokach, choć wtedy jeszcze tego o nim nie wiedziałem. Naprawdę byłem pod wrażeniem jak poprowadził nas najpierw plątaniną wąwozów, kotlin, pagórków i zagajników. Gdy dotarliśmy do ruin miasta przemykaliśmy tuż pod nosem wszechobecnych maszyn. Facet jakby szóstym zmysłem wiedział kiedy się zatrzymać, a kiedy sprintem zrobić prostą. Po kanalizacji poruszał się jak po własnej kuchni. Doszliśmy pod samą fabrykę ani razu nie zauważeni. Niestety tam mu podziękowaliśmy i wleźliśmy prosto na czujki. No i zaczęła się rzeź.
Gdy poruszasz się po polu bitwy, albo zmierzasz w jego kierunku w ukryciu zwiększ swoją Percepcję o 2. Dotyczy to wszystkich testów, skradania, ukrywania czy orientacji. Po prostu włącza ci się szczurzy instynkt przetrwania i zysku. Taka anty-adrenalina.

Nie chcą, ale muszą

Po spękanym asfalcie kroczył powoli człowiek w starej, wytartej kamizelce wojskowej. Zza zgarbionych pleców wystawała lufa niespotykanego i wyglądającego na samoróbkę sztucera. Twarz miał częściowo schowaną za goglami o oliwkowych szkłach. Dookoła głowy powiewały rzadkie kosmyki długich, szarych włosów, choć czaszkę miał prawie łysą. W rękach trzymał przewiązany w pasie kabel, na końcu którego zgrzytała i brzęczała sterta ciągniętych po ziemi i związanych ze sobą elektronicznych części, zdobytych na maszynach Molocha. Szedł powoli, krok po kroku, w stronę lśniącej w oddali osady. Słyszał niesione z wiatrem, niewyraźne odgłosy żyjącego miasteczka, pracujących i bawiących się mieszkańców. W promieniach zachodzącego słońca spostrzegł w końcu dużego osobnika o potężnych ramionach, okutego w stalowy pancerz, który zdaje się czekał na niego. Gdy spotkali się kilkadziesiąt kroków od osady, wędrowiec puścił kabel ze swoim dobytkiem i wyciągnął rękę na powitanie. Dłoń opancerzonego zacisnęła się na jego prawicy z siłą stali.
Możesz wydać dodatkowe 150 gambli na znajomości. Będą to ludzie, którzy kupują od ciebie sprzęt i informacje, ewentualnie korzystają z twoich umiejętności i wiedzy. Dobrze wiedzą, czym się zajmujesz i odpowiednio do tego będą się odnosić. Biznes jest biznes jak mówią, ale przyzwoitość ludzka to druga spraw. Nie możesz wykupić żadnej ze znajomości jako przyjaciela. Będą załatwiać z tobą tylko interesy.

Anatomia mechanica

Muszę jeszcze raz wspomnieć tamtą bitwę. I tego gościa. Kiedy skończył oprawiać ludzi, zabrał się za maszynki. Otwierał opancerzone korpusy jakimś krzywym śrubokrętem, bez żadnego sprzętu wymontowywał układy scalone i sensory. Targał bez krępacji przewody a jak coś ciężko szło, pomagał sobie łopatą. I wiesz co? Nic. Pieprzone nic. Nie raz już widziałem jak dobry skoper tracił ręce, bo wujek Moloch schował w swoim pupilku jakąś niespodziankę. A temu dupkowi zupełnie nic się nie stało, żadnej bombki, gazu czy szalonego miksera. Dopiero kiedy ktoś się zorientował, co ten kolo wyprawia, że mimo wszystko za którymś razem łopata mu się obsunie i wszyscy wylecimy w powietrze, i wtedy go przegoniliśmy.
Grzebałeś już w tylu maszynkach, że instynktownie unikasz dotykania części, które mogą zrobić ci krzywdę. Potrafisz też wyłuskać bez większych uszkodzeń poszczególne części. No i wiesz które mają jakaś konkretną wartość, a które to złom. Przy wybebeszaniu maszyn rzucasz na Zwinne Dłonie, a nie mechanikę. Twoje chamskie wyrywanie drutów to nie rzemiosło skopera.

Dodaj komentarz