Tajemnice Strefy 51

Bezkresny mrok spowijał okolicę, zakradając się we wszystkie zakamarki kompleksu. Od kilku lat nie było tu nikogo, ani w zawalonej wieży kontroli lotów, ani w rażących pustką terminalach lotniczych. Legenda złego miejsca, lęk przed zarazą, promieniowaniem, maszynami, czy też po prostu wszystko na raz trzymało ludzi z daleka. Aż zjawił się nieproszony gość, który rozświetlił potężnymi halogenami pickupa jeden z pasów startowych i teraz wpatrywał się w niebo. Choć zza nisko zawieszonych chmur jeszcze nic nie było widać, cisza została przerwana niewyraźnym pomrukiem silników. I wtedy pojawił się na niebie jasny punkt. I zmieniło się wszystko.

***

Słyszałeś o testach ponaddźwiękowych myśliwców? A o Strefie 51? A może, chociaż o UFO? Świetnie! No to widzisz, jest na pustyni Nevada taka baza wojskowa. Przedwojenna. A właściwie była. Choć w sumie jest. A cholera, od początku. No więc tak. Przed wojną było to najtajniejsze i najbardziej strzeżone miejsce w Stanach, poza samym tyłkiem prezydenta. Było tak tajne, że nie znajdziesz go na żadnej mapie. Mimo że są tam drogi i budynki to wszyscy w rządzie utrzymywali, że to miejsce nie istnieje. Dlaczego, pytasz? A to, dlatego, że testowali tam jakieś kosmiczne maszyny wojenne, łapali ufoludki i robili na nich testy. Nie wierzysz. Ja w sumie też nie wierzę, ale masy zapaleńców odbywało tam pielgrzymi żeby podglądać, co też Wujek Sam szykuje wrogom Stanów. I coś tam musiało być, bo mniej więcej w odległości 200 kilometrów od Vegas kończą się wszelkie mapy. Biała plama. Za to zaczynają się tabliczki. Masę tabliczek z tekstami „ wstęp wzbroniony”, „grozi śmiercią lub kalectwem”, „strzelamy bez ostrzeżenia” i takie tam. Czyli coś było na rzeczy. Gadałem raz z gościem, który twierdził, że był jednym z tych zapaleńców przed wojną. Wybrał się autostradą 303, wraz z kumplem, na wzgórze Freedom. To niedaleko tej strefy, ale poza tabliczkami. Siedzieli tam przez tydzień i obserwowali teren przez lornetkę. Drugiego dnia, mówił ten facet, zobaczyli jak przez pustynie lezie jakiś dzieciak z plecakiem, jakimiś antenami, teleskopami i w ogóle dziwnym sprzętem. Dzieciak idzie i idzie, a oni go obserwują. Nagle zza wydm wyjeżdża biały Grand Cherookee i pędzi prosto na szczeniaka. Ten zaczął uciekać. Widać to był błąd, bo dostał dwie kulki. Czujesz? Przed wojną! W okresie prawa, spokoju i ładu! Żołnierze, bo to byli wojskowi jak nic, w mundurach i wszystkim, ale bez żadnych oznaczeń, strzelają do obywatela Stanów Zjednoczonych w biały dzień! Facet mówi dalej, że mieli niezłego pietra, ale postanowili zejść tam i zobaczyć, o co biega, albo, spróbować sfotografować tych kolesi z dżipa. Mieli więcej szczęścia. Zaraz za granicą tabliczek ten sam Cherookee zatrzymał ich, goście w maskujących mundurach i uzbrojeni po zęby kazali im oddać aparaty i zapłacić kilka tysięcy dolarów grzywny. I tak było przed wojną. Zastanów się, co oni tam musieli trzymać! Ja się zastanowiłem i wyszło mi, że cholernie dużo zajebistego sprzętu, który aż prosi się o wzięcie. No, więc wybrałem się tam z paroma kumplami. Zapakowaliśmy samochód, sprzęt, żarcie, leki, broń. Sam wiesz, porządna wyprawa po gamble. Pojechaliśmy tą 303 i rzeczywiście dotarliśmy do pagórka, na którym tabliczka głosiła dumną nazwę Freedom. Zjechaliśmy głębiej na pustynie. Przez kilka kilometrów nie widzieliśmy nic. Tylko piach wokoło. Ale droga była niezła. Jak nowa. Przejechaliśmy w sumie jakieś dwadzieścia kilometrów, kiedy nagle jak nie huknęło! Myślałem, że niebo nam się na głowy zawaliło, albo ktoś wywalił granat w samochodzie, ale to było z góry! Patrzymy. A nad nami śmignęło coś wielkiego, czarnego i cholernie szybkiego! No nie patrz tak na mnie. Mówię jak było. Nie mam pojęcia, co to, czy kosmici, czy odrzutowiec, czy jak to się tam nazywa, ale pierwszy raz w życiu widziałem i słyszałem takie coś. Zatrzymaliśmy się na jakiejś wydmie i Ricky, mój kumpel wysiadł, żeby obejrzeć okolicę przez lornetkę. Odszedł tylko parę kroku, kiedy dostał strzał w głowę. Zanim upadł my już spieprzaliśmy przed białym dżipem Grand Cherookee. Siedziała w nim czwórka umundurowanych kolesi. Pruli do nas z jakiejś armaty. Zgubiliśmy ich dopiero przy autostradzie i to tylko dlatego, że sami odpuścili. Przeżyłem tylko ja i kierowca. Nie, nie próbowaliśmy tam wracać. Życie mi jeszcze miłe.

***

Ryk silników mieszał się z szalejącym wiatrem, który rozwiewał piasek i gruz osiadły na betonowej płycie, podnosił papiery i śmieci rozrzucając je na boki jakby przygotowując miejsce dla dwóch gigantycznych maszyn lądujących pionowo w światłach reflektorów wozu. Za stającym przy pickupie mężczyzną zatrzymało się kilka białych dżipów, z których wysypała się grupa ubranych w mundury bez żadnych oznaczeń mężczyzn. Huk wirujących skrzydeł śmigłowców jeszcze nie ustał, gdy otwierały się potężne włazy. Mężczyźni z białych dżipów podbiegli pomóc wyładowywać wyjeżdżające z ładowni maszyn wielkie platformy przykryte maskującymi plandekami. Od lat panująca cisza i mrok tego miejsca właśnie utraciły swe panowanie.

***

15 Kwietnia 2047 roku.
Wzgórze Freedom.
Kopia Listu nr 5

Nazywam się Nathaniel Joshua Burns. Od dziesięciu lat zajmuję się sprawą Strefy 51. To, co przeczytasz dalej to suma moich domysłów, legend oraz faktów, jakie udało mi się zebrać w czasie moich poszukiwań i badań. Postaram się wyłuszczyć wszystko najzwięźlej i najdokładniej jak tylko potrafię. Ufam, że czytając to wyciągniesz należyte wnioski o tym miejscu. O potencjale, ale przede wszystkim zagrożeniu, jakie z niego wynika.

Strefa 51 mieści się na terenie pustyni Nevada, na dnie wyschniętego jeziora Groom Lake, mającego powierzchnię 10000 km kw. Oficjalne mapy Stanów Zjednoczony kończą się w odległości 190 km na północny zachód od miasta Las Vegas. Znajduje się tam baza wojskowa, system hangarów i koszar, pasy startowe (w tym najdłuższy na świecie mierzący 9,2 km), oraz wieże kontroli lotów. Ponadto nieokreślona liczba poziomów pod ziemią.
Przed wojną testowano tam najnowocześniejszą broń i sprzęt wojskowy między innymi SR-92 AURORA oraz jej następczynię SRX-207 MIRAGE. Przedwojenne legendy mówią o schwytanych istotach pozaziemskich, szklanych pojemnikach, w których zamykano dziwne organizmy. Żadne moje badanie nie potwierdziły tego, jednak możliwe, iż chodziło o badania nad mutantami, lub bardziej prawdopodobne hibernatusami.
Miejsce zostało objęte klauzulą ścisłej tajemnicy najwyższego stopnia. Stacjonujący tam żołnierze mieli rozkaz strzelać bez ostrzeżenia do każdego intruza. Jest to fakt potwierdzony przez kilka doniesień prasowych, które udało mi się zdobyć. Między innymi numer miesięcznika „Alien Hunters” z grudnia 2015 roku, trzeci tom „Encyklopedii badacza tajemnic” wydanej w 2009 roku i broszury „Sekrety Strefy 51” o nieznanej mi dacie publikacji. Mimo iż są to źródła o wątpliwej wiarygodności, ich liczba wpływa na moje przekonanie o częściowej choćby prawdziwości ich treści.
[Wszelkie zebrane przez mnie materiały pochodzące z przedwojennych pism ulokowałem w antykwariacie „PaperBooks” należącym do Timothy’ego Crobsa w Las Vegas. W wymienionym wyżej czasopiśmie „Alien Hunters” na stronie 13 w lewym dolnym rogu strony zapisałem trzy nazwiska mężczyzn, którzy pracowali przed wojną w Strefie. Nigdy nie udało mi się ich odnaleźć.]
Rozmiar Strefy, oraz dokładne jej zagospodarowanie nigdy nie było znane. Dostępne szerokiej opinii publicznej mapy satelitarne tamtego miejsca są najprawdopodobniej cenzurowane i w znacznym stopniu modyfikowane. Amatorskie zdjęcia, rzadko przedstawiają więcej niż smugi na nocnym niebie, czy dalekie sylwetki dżipów Grand Cherookee na pustyni.
[Zdjęcia i mapy przechowuje właściciel Wesołego Miasteczka, pan Kovalsky w Las Vegas. Jeśli byś chciał czytelniku się z nimi zapoznać nie uda ci się to inaczej jak po okazaniu tego oto listu.]

W trakcie moich badań udało mi się zdobyć pewne informacje o stanie Strefy po ataku z 5 Września pamiętnego roku. Najprawdopodobniej na samą bazę zrzucono jedynie kilka bomb, które poczyniły niezbyt wiele poważnych uszkodzeń. Największe żniwo zebrały broń chemiczna i biologiczna, które, mimo (co oczywiste) przygotowania miejsca i ludzi do odparcia takiego ataku, zdołały wyludnić całą okolicę. Wydaje się, iż Moloch poświęcił naprawdę dużo energii i dostępnego potencjału militarnego by „oczyścić” to miejsce, bez uszkadzania jego wartości strategicznej. Fakt ten może nasuwać wniosek, iż Maszyny już wtedy planowały przejęcie i wykorzystanie Strefy dla swoich celów. Z doniesień pewnego Zabójcy Maszyn, oraz plemienia Indian z pustyni Nevada dowiedziałem się jedynie, iż w okolicach tego miejsca Maszyny zdarzają się raczej rzadko, nie częściej niż w innych okolicach tak odległych od frontu. Jednak sama nieobecność Molocha, nie wyklucza jego działalności. Przynajmniej do czasu, kiedy baza nie została przejęta na powrót przez ludzi.

Żeby naprawdę zrozumieć wagę faktu powtórnego zamieszkania ludzi w Strefie 51 trzeba by najpierw zdać sobie sprawę, iż stoją za tym takie siły jak Politycy, nazywani również Radą, czy Mędrcami. Mędrcy to grupa ludzi (najprawdopodobniej przynajmniej głównie ludzi, nie mogę wykluczyć faktu, a sam wysuwam przypuszczenie, że w skład tej nieformalnej organizacji wchodzi jakaś sztuczna inteligencja, czyli komputer), o nieprawdopodobnych wpływach i wiedzy. Jest to tak tajemnicza i legendarna grupa, że nawet legendy o nich są swego rodzaju mitami. Przez dziesięć lat poszukiwań udało mi się zidentyfikować jednego człowieka, który według wszelkich przesłanek miałby być osobą posiadającą wystarczającą wiedzę przypisaną Politykom. Nie zdradzę jednak ani jego nazwiska, ani miejsca bytności, gdyż najważniejsze w całym problemie jest zadanie sobie takich pytań, jak: Dlaczego? W jaki sposób? W jakim Celu? A nie, Kto? Skrócenie tej długiej i uciążliwej drogi poznania owocowałoby jedynie zupełnym utraceniem rzeczywistego obrazu rzeczy. Gdyż jak mówił starożytny poeta „Widok wierzchołka góry zachwyci głupca, jednak mędrzec sam wejdzie na szczyt by zrozumieć jej naturę” Każdy, kto będzie chciał poświęcić się badaniami i zdobyciu tej wiedzy i podąży moimi krokami przez te lata poszukiwań, na pewno dojdzie przynajmniej tej prawdy, którą ja odkryłem. Aby jednak nie pozostawiać cię z niczym drogi czytelniku przypomnę, iż Mędrcy według wszelkich przesłanek zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa wybuchu wojny już wcześniej, zanim ta nastąpiła.
[Pewne wskazówki, co do kierunku poszukiwań posiada wspomniany już Kovalsky, jednak nie wiem, jaka jest cena ich pozyskania i czy w ogóle jest to możliwe.]

Richard Benett. Zapamiętaj to nazwisko, jeśli chcesz tropić współczesne poczynania ludzi związane ze Strefą. Mężczyzna ten jest bezpośrednio zaangażowany w ponowne otwarcie bazy. Z całkowita pewnością mogę to stwierdzić gdyż potwierdziłem, co najmniej kilka transakcji na naprawdę dużą skalę, wszystkie dotyczyły bajecznie drogiego i specjalistycznego sprzętu wojskowego. Przy każdej z nich pojawiało się to nazwisko. Nie będę pisał, do jakich sposobów musiałem się czasami uciekać by zdobywać kolejne ochłapy informacji, bo jeszcze dziś wstyd mnie ogarnia. W transakcje zaplątane były takie organizacje jak Posterunek, rząd Nowego Jorku czy Doktor Alluwach. Nikt chyba jeszcze nie wypowiedział tych nazw w jednym zdaniu. Sam mogę tylko domyślać się ich powiązań, ale nie wykluczam, iż Benett działał w każdym miejscu niezależnie od pozostałych. O dziwo mężczyzna ten wziął się z nikąd. Nigdzie nie udało mi się ustalić jego wcześniejszych powiązań. Nie muszę tłumaczyć, iż większość możnych i potężnych tego świata jest dziś dobrze znana orientującym się osobom. Jedyna informacja pochodzi z lat siedemdziesiątych poprzedniego wieku. W tamtych latach generał armii Stanów Zjednoczonych niejaki Richard Benett przeszedł na emeryturę. Czy to możliwe by chodziło o tę samą osobę? Czy już wtedy znana była technologia hibernacji? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Możliwe, iż jest to tylko przypadkowa zbieżność nazwisk, jednak pracując przez tyle lat nad tą sprawą przestałem wierzyć w przypadek, a najbardziej nieprawdopodobne wyjaśnianie już mnie nie dziwią. Muszę jednak zaznaczyć, iż żaden stopień wojskowy, czy naukowy nie pojawił się nigdy wraz z nazwiskiem Benett i transakcjami. Więcej informacji na ten temat miałem otrzymać od niejakiego Poula Monteque. Na umówionym spotkaniu w Vegas nie stawił się. Moi informatorzy donieśli, iż widziano go w miasteczku Greenhill, 50 kilometrów na południowy wschód od Vegas, jednak czas nie pozwolił mi na sprawdzenie tych wieści.

Skąd jednak wiem o powrocie ludzi do Strefy. Odpowiedź jest banalnie prosta. Powiadomił mnie o tym mój znajomy Indianin Czarne Myśli, członek plemienia Navaho, największego zgromadzenia tamtych okolic. Jego bracia zaobserwowali jeżdżące po pustyni białe dżipy, raz dwa potężne śmigłowce i raz niezidentyfikowany obiekt latający z wielką prędkością. Możliwe, iż był to któryś z testowanych tam myśliwców, jednak opis, jaki otrzymałem był na tyle nie jasny iż mogła to być również rakieta dalekiego zasięgu. Informacje te są jednak pewnym dowodem wznowienia prac w Strefie.

Jeśli zdecydujesz się odkryć tajemnicę Strefy 51 pozostawione przeze mnie wskazówki naprowadzą cię na właściwe tory. Odszukaj te osoby, o których pisałem, zbierz informacje, dokumenty, dowody. Może nawet starczy ci sił na dotarcie do Miami gdzie u jednego z bossów, niejakiego, Woodsa, znajduje się Barry Guntom, hibernatus, członek personelu Strefy 51 sprzed wojny. Mnie się nie udało, a jest to z pewnością potężna gałąź wiedzy na temat tego miejsca.

Nic więcej napisać nie mogę. Wyruszam do Strefy by zbadać ją osobiście. Jeśli przeżyję i uda mi się wrócić, świat pozna sekrety tego miejsca. Jeśli nie, to pokładam wiarę w opatrzność, iż ktoś, kto znajdzie moje listy podąży obraną przeze mnie ścieżką i dokończy dzieła. Ludzkość nie może pozostać w nieświadomości, co dzieje się wśród piasków pustyni Nevada.

Jest to piąta kopia listu, cztery pozostałe umieściłem w innych miejscach by szanse odnalezienia przez ludzi, którzy szukają były większe. Ci, którzy nie szukają przez przypadek nie powinni na to trafić. Jeśli jednak czytasz ten list i nie chcesz odkrywać sekretów, jakich ja poszukiwałem proszę nie niszcz, ani nie wyrzucaj tej kopii. Pozostaw ją w miejscu znalezienia, lub, jeśli taka twoja wola, oddaj go w ręce Kovalskiego. Z pewnością wypłaci on sowitą nagrodę każdemu, kto odda ten dokument. Taka jest moja ostatnia wola. Mój Testament.

Nathaniel Joshua Burns
Poszukiwacz prawdy

***

Mężczyzna wpatrując się w monitor przebiegał palcami po klawiaturze niczym wirtuoz grający na pianinie swój życiowy koncert. Nie oderwał się od pracy, kiedy nerwowe pukanie do drzwi gabinetu powtórzyło się. Nie podniósł wzroku, kiedy ciężkie wojskowe trepy zastukały o podłogę zbliżając się do biurka. Nie zwolnił szaleńczego tańca na klawiszach maszyny, gdy kilka pogiętych kartek wylądowało obok biurowej lampki. Pochłonięty swym zajęciem nie usłyszał wypowiadanych słow. Dopiero, gdy rozwiązał nurtujący go problem zwrócił wzrok na wyprostowanego w pozycji na baczność umundurowanego mężczyznę.
– Sir. Za pozwoleniem – zwrócił się służbowym tonem żołnierz – znaleźliśmy to przy jego zwłokach.
Mężczyzna przebiegł wzrokiem po kartach papieru zapisanych drobnym starannym pismem. Poprawił okulary na nosie i cichym głosem odpowiedział.
– Chcę mieć pozostałe kopie i wszystkie wymienione dokumenty. Zajmijcie się tym. Osobiście.
– Tak jest sir. – strzelił obcasami i wyszedł. Mężczyzna odwrócił się do monitora swojego komputera. Chwilę trwał w milczeniu, z rękoma uniesionymi nad klawiaturą jakby wahając się. W końcu stukot klawiszy na powrót wypełnił podziemne pomieszczenie.

Dodaj komentarz