Sklepik Burneya

Zapraszam, zapraszam. Witam u Burneya. Tak, Burney to ja, a to moja mała kolekcja gratów, które na zawsze odmienią twoje życie i nigdy już nie będziesz się mógł bez nich obejść. Jak więc Burney może ci pomóc? Że co? Za często powtarzam swoje nazwisko? Może i tak. Widzisz są dwa powody. Po pierwsze, lubię jego brzmienie, a po drugie, kiedy stąd wyjdziesz, będziesz chciał wszystkim opowiedzieć, jaki to zajebisty kramik, więc lepiej zapamiętaj jego nazwę. U Burney a. Pamiętasz? No to świetnie.

Jak mówiłem, czym mogę służyć? Wybierasz się łapać UFO, czy po Tornado, jeśli to nie tajemnica? Tajemnica, tak? Czyli po Tornado. Spokojnie, zjadłem zęby, sprzedając sprzęt takim jak ty. Wiem dokładnie, czego ci potrzeba. Zacznijmy od tego, dokąd się wybierasz? Ho, ho to też tajemnica tak? Spokojnie, nie polecę za tobą podkradać ci żniwo. Jak widzisz, jestem przykuty do tego krzesła. Niech nie zwiodą cię te kółka, niestety nadają się tylko do jazdy miejskiej, jakoś w piachu grzęzną i ani rusz. No dobra, pewnie będziesz chciał wybrać się trzysta trójką dumnie nazywaną autostradą. Nie gorączkuj się, każdy zaczyna od tej trasy. I większość gubi się zaraz za granicą miasta. Niestety, droga trochę się pozmieniała przez te trzydzieści lat. Ale nie bój. Mam tu nie przypadkowo nowiutką mapę tamtej okolicy. Sam zaznaczyłem kilka punktów orientacyjnych i takie drobiazgi jak brak asfaltu, wodopój, czy strefy większego promieniowania. Ta bezcenna wiedza może być twoja za jedyne 50 gambli. To uczciwa cena, nie? Też tak sądzę. Zaraz ci ją skseruję, he, he. Nie żartuje, mam gotowe kilka kopii. Aha, wspomniałem o promieniowaniu?

No tak, licznik już masz, to nieważne. Ale jak by się nie sprawdził, u mnie zawsze znajdziesz najlepszy towar. Skoro już mowa o towarze to pomyślałeś pewnie w czym będziesz trzymał swój urobek? Nieee? No proszę. To się idealnie składa, bo mam całkiem sporo różnych pojemników. Czego ci potrzeba, wędrowcze? Wybierasz się tam rowerem? Proszę bardzo! Łatwe do przytroczenia na rower czy motor juki, hermetycznie zamykane. Będą trzymać świeżość do końca świata i jeden dzień dłużej. Dodatkowo działają jak termos. Wiesz, wkładasz ciepłą kawkę, a po siedmiu godzinach bezsensownego snucia się po piachu wyciągasz sobie cieplutką i aromatyczną ciecz. Sama radość!

Jak nie lubisz kawy, to wrzucasz lodowatą mineralną i działa tak samo. Nie, kret… znaczy, nie, nie wyjmujesz jej ciepłej. Trzyma zimno. Eh, cholera, na czym to ja. aha! Jak wrzucisz tam Tornado, to długo zachowa świeżość i właściwości. Nie wiem, co z witaminami, ale na bank nie wywietrzeje nawet najgorszy żużel. Marne 30 gambli za pięciolitrowy tobołek i jesteś ustawionym farciarzem. Aha, nie jedziesz rowerem. To może TIRem? Bardzo rozsądnie. Detal jest dla daltonistów. Nieważne. Na ciężarówkę zapakujesz sto, albo tysiąc razy więcej towaru niż na bicykl, więc potrzebujesz czegoś dużego na duży towar. Na zapleczu trzymam, widać specjalnie dla ciebie, kilka beczek, których przed wojną używali do transportowania radioaktywnych substancji. Wiesz, co to znaczy? Nie, do najświętszej i najjaśniejszej! Te nie były używane. Znaczy to, że jak wciepiesz tam choćby i sto kilko żużlu, to nie uronisz nawet grama, choćbyś zakopał je w ogródku i hodował na lepsze czasy. Czyli do usranego nigdy! Odpalę ci je za równiutkie 100 gambli i do każdej upchniesz równiutkie sto litrów dowolnego gówna, które ci się ubzdura. Aha TIRa też nie masz, tak? Wiesz co? Weź i rozejrzyj się sam. Jak ci się coś spodoba, po prostu daj znać. Ja jadę sobie naoliwić szprychy, he, he… Rozumiesz? Szprychy! Eee, nieważne.

„U Burneya” to sklepik położony na wylotówce z Las Vegas, w stronę autostrady 303. Mieści się w przedwojennym MiniMaxie. Szyba wystawowa została zastąpiona przez pancerną płytę, na której artystycznie wymalowano fosforyzujący szyld. Wejście oświetlają lampki choinkowe i gigantyczna neonowa strzałka wskazująca drzwi. Po wejściu od razu klientów wita sam Burney. Mężczyzna przeszło pięćdziesięcioletni, przykuty do wózka inwalidzkiego. Burney ma niesamowitą umiejętność gadania bez przerwy na oddech i rzucania nie zawsze zrozumiałych dowcipów, ale mimo powierzchowności bazarowego sprzedawcy ryb jest uczciwym handlarzem z potężną wiedzą i bogatym asortymentem sprzętu.

Zanim nie stał się kaleką, sam ścigał Tornado po pustyni Nevada, więc może być nieocenionym źródłem wiedzy i informacji, które jednak będą kosztować. Jeśli jednak klient mu się spodoba i oczywiście wyda określoną ilość gambli, w jego sklepiku podrzuci kilka rad „gratis”. Za częścią sklepową, gdzie walają się rozmaite graty i gadżety nieznanego przeznaczenia, mieści się magazyn, w którym Burney trzyma większe i cenniejsze sprzęty. Siedzi tam też zwykle dwóch ochroniarzy obserwujących sytuację w sklepie przez ukryte wizjery. Ich pozorna nieobecność dobrze wpływa na klientów, jak sądzi właściciel, jednak właśnie ta pozorna bezbronność Burney a przysporzyła mu już kilka przykrych sytuacji. Na szczęście ochroniarze to zawodowcy, więc próba obrabowania sklepu pojedynczemu frustratowi na pewno się nie powiedzie. Najczęściej stłuką pechowca na kwaśne jabłko i wywalą do rynsztoka. Rzadko zabijają. Nie wpływałoby to dobrze na reputację sklepu. Oto kilka pozycji z listy towarów „U Burneya”. Ceny są oczywiście negocjowalne, ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby Burney stracił na swoim interesie. Bardziej egzotyczne towary, albo niedostępne w danym momencie mogą zostać sprowadzone. Za odpowiednią cenę oczywiście.

Mapa trzysta trójki,
Szczelne juki,
Pojemniki hermetyczne,
Beczki „biohazard”,
Kombinezon chemiczny,
Aparatura meteorologiczna,
Frytkownica,
Parownica.

Autor: Tomasz „Trip” Polak
tekst pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat (nr 24)

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.