Moje Tornado

Kiedy zostałem poproszony o napisanie paru słów do nowego numeru GP, które dotyczyłyby Tornado, tego dziwnego narkotyku obecnego w świecie Neuroshimy, pomyślałem sobie: „Hej, przecież u mnie na sesjach nie pojawiło się Tornado! Czemu!?”. I zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią.

Prawda jest taka, że faktycznie, na moich sesjach nie pojawia się Tornado, a przynajmniej nie w takim sensie, że gracze je zażywają, padają ofiarą czarnej chmury i przenoszą się w świat przeszłości. Oczywiście same tabletki, czy nierafinowany narkotyk, są obecne, ale służą raczej jako środek płatniczy niż odskocznia od rzeczywistości albo część scenariusza.

Jakiś czas temu napisałem opowiadanie, w którym głównym motywem było Tornado i „wycieczka” w czasy, gdy wszystko było lepsze („Kawałki Raju”, Gwiezdny Pirat #12). Powstało ono zainspirowane podręcznikiem podstawowym i samą ideą narkotyku, który daje takie możliwości. To wehikuł czasu zamknięty w małej, czarnej pastylce. Nie odważyłem się go jednak wykorzystać podczas sesji.

Przyczyna jest prozaiczna – znam swoich graczy i wiem, czego oczekują po grze, a Tornado niestety nie znajduje się na tej liście. Żeby było śmieszniej, inne narkotyki, poczynając od zwyczajnej trawki, są obecne (oczywiście używają sobie tylko postacie graczy). Mam graczy, którzy zachowują się tak, jakby w całości byli już zrobieni z chromu i taki właśnie styl preferują. Może to właśnie dlatego w moich opowiadaniach, których akcja ma miejsce w świecie NS, staram się unikać Chromu, a nawet Stali i preferuję dwa pozostałe kolory. W związku z tym nawet nie próbuję wprowadzać tego elementu na sesje. Chociaż nie zaprzeczam, że gdzieś głęboko w tle, na samych peryferiach Tornado majaczy się i kto wie, może kiedyś jednak dotrze do moich graczy. Mam nawet na to kilka pomysłów, ale o tym nieco dalej.

Gdybym kiedykolwiek chciał wprowadzić Tornado na moje sesje, musiałbym uciec się chyba do drastycznych metod, jak choćby niespodziewany atak czarnej chmury gdzieś na środku pustyni. Innego sposobu na zmuszenie moich graczy do zażycia narkotyku nie widzę (chyba, że spróbuję zmienić drużynę, he, he). Jak do tej pory prowadziłem bardziej „przyziemne” przygody, bez żadnych dramatycznych udziwnień (nawet mutanci rzadko się w nich pojawiali). Ja i moi gracze jesteśmy wielkimi fanami filmu „Mad Max: Road Warrior” i w takim właśnie stylu lubimy grać.

Jak wspomniałem wcześniej, Tornado nie pojawiło się na żadnej sesji bezpośrednio, nikt nie przenosił się w przeszłość, nikt nie doznawał wizji ostatniego dnia normalnego świata, a jednak Tornado było. Było w tle i służyło jako zmyła dla graczy i ich postaci. Kiedyś moi gracze włóczyli się gdzieś w okolicach Teksasu, a tam jak wiadomo – zdrowa okolica, nieskażone mięsko, itd. No i właśnie tam natknęli się na stadko krów, które zachowywały się co najmniej dziwnie. Zwierzęta były ospałe, nie reagowały na żadne czynniki zewnętrzne. Oczywiście pierwsza myśl graczy była taka, że zwierzęta są na pewno chore i że lepiej trzymać się od nich z daleka, a na wszelki wypadek również od tych, którzy się nimi opiekowali. A tymczasem zwierzęta były pod wpływem narkotyku w czystej, nieczyszczonej postaci.

Lubię wprowadzać takie zmyłki dla graczy, żeby poczuli się trochę jak w czeskim filmie – nikt nic nie wie, ale jest zabawa.

Innym patentem, jaki ostatnio chodzi mi po głowie, jest wykorzystanie hibernatusa. Zastanawiałem się, jak Tornado zadziałałoby na kogoś, kto pamięta świat przed powstaniem Molocha? I doszedłem do wniosku, że taka osoba powinna w jakiś inny sposób reagować na narkotyk. Zwyczajny zjadacz chleba (czy czegokolwiek innego, co akurat jest pod ręką) z roku 2055, kiedy znajduje się pod wpływem Tornado, przenosi się w czasie do dnia, kiedy to wszystko się zaczęło. Wciela się wówczas w najróżniejsze osoby – księdza, policjanta, polityka, żebraka – do wyboru do koloru. Tymczasem hibernatus, kiedy zażyje Tornado, również ma wizje dnia zagłady, ale on jest sobą – zawsze tą samą osobą, tyle że może się zdarzyć, że pojawia się w różnych miejscach.

Tornado jest niewątpliwie jednym z ciekawszych i bardziej oryginalnych pomysłów, jakie pojawiają się w NS. Myślę sobie, że muszę się mu bliżej przyjrzeć i zacząć go częściej wykorzystywać podczas sesji.

Autor: Piotr Orliński
tekst pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat (nr 24)

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.