Nowe potęgi południa (część trzecia)

Na północy Zasranych Stanów Ameryki dzieje się wiele – Nowy Jork prowadzi swoją krucjatę przeciwko Tornado, ruszyła kolej, w Detroit szaleje zaraza. Ale w porównaniu z tym, co można zaobserwować na południu, to w okolicach Wielkich Jezior i Appalachów jest spokojnie jak u mamy: Nic dziwnego skoro mieszkają tam zwyczajne mięczaki, którzy nie dorastają do pięt twardzielom z Południowej Hegemonii i okolic. Tutaj życie jest naprawdę ciężkie, zwłaszcza teraz, kiedy zarówno z północy jak i południa napierają maszyny tatusia Molocha, a do tego pełno wszędzie ludzi z Posterunku (niektórzy podejrzewają nawet, że Wędrowne Miasto przeniosło się gdzieś w okolice Neodżungli i tam zamierza pozostać przez jakiś czas, dopóki nie zdobędzie więcej informacji na temat Smarta). Wszyscy tutaj wymachują bronią i są ostatnio strasznie nerwowi.

Może trochę przesadziłem z tymi wszystkimi, bo nie można zapominać o różnego rodzaju gangach, którzy wszystko i wszystkich mają centralnie w dupie i dalej robią to, co robili do tej pory czyli jeżdżą na swoich motorach, napadają na nieostrożnych podróżnych, śpją i ćpają, jakby tylko to się liczyło w życiu. Prawdziwymi mistrzami zaś w tym rzemiośle są młodzi narwańcy z zachodniego wybrzeża, którzy określają się jako Narco-Juniors.

Narco-Juniors

Kiedyś, w dawnych, dobrych czasach, kiedy życie może nie było prostsze, ale przynajmniej dłuższe, ludzie w Stanach również mieli swoje problemy. Zwłaszcza tutaj na południu, gdzie znaczna część społeczeństwa mówiła po hiszpańsku i wyglądała jak banda pokurczów zza południowej granicy. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, a jeśli już, to raczej na gorsze. Wszędzie tutaj pełno było handlarzy narkotykami i bronią, toczących ze sobą nieustanne wojny karteli i zorganizowanych grup przestępczych. Większość z nich przestała istnieć wraz z dużą częścią ludzkości, ale niektóre pozostały Inne zaś, jak właśnie Narco-Juniors odrodzili się na nowo, po upadku.

Narco-Juniors są kontynuatorami tradycji jednego z większych i chyba najgroźniejszych gangów, jakie działały na zachodnim wybrzeżu Stanów w korytarzu Tijuana – San Diego. W dawnych dniach, Narco-Juniors stanowili zbrojne ramię kartelu narkotykowego z Tijuana. Była to grupa bezwzględnych, młodocianych zabójców, a raczej egzekutorów, którzy na zlecenie kartelu wykonywali wyroki śmierci – podkładali bomby rozstrzeliwali, a nawet dochodziło do ćwiartowania ofiar. Na kilka lat przed wybuchem wojny i powstaniem Molocha, Narco-Juniors usamodzielnili się i rozpoczęli działania na własną rękę. Gang osiągnął już wówczas znaczną liczebność i wciąż się rozrastał. Wstępowali do niego głównie młodzi zwabieni łatwą kasą i tym, że zawsze mogli liczyć na ochronę ze strony innych członków gangu. Wszystko to sprawiało, że gang cieszył się złą sławą, a jego członków uważano za bandę szaleńców, którzy nie wahali się przed najbardziej zwariowanymi akcjami, których żaden inny gang o wyższej średniej wieku nigdy by się nie podjął.

Obecnie Narco-Juniors działają na podobnej zasadzie, chociaż nieco zmieniły się okoliczności. Już nie ma władz centralnych ani żadnych służb porządkowych, które próbowałyby przeszkadzać gangsterom. Młodzi gangerzy są samodzielni i z każdym dniem, z każdą przeprowadzoną akcją rosną w potęgę, z którą już teraz większość bossów z południa musi się liczyć. Ich głównym atutem jest młodzieńcza fantazja i brawura, która popycha ich do tego, o czym żaden inny gang nawet nie śmiałby pomyśleć. Głównym polem działania gangu jest handel bronią i narkotykami, a także wprowadzanie ich nowych odmian, o czym opowiem za chwilę. Większość towaru jakim dysponują Narco-Juniors, jest przeznaczona na rynek Las Vegas, chociaż ostatnio krążą słuchy że również ludzie z Południowej Hegemonii zaangażowali się w handel z młodocianym gangiem.

Jednak Narco-Juniors to nie zwykli handlarze, ani tym bardziej zadymiarze, którym w głowie jedynie zabawa i szaleństwa młodości. Pewnie, że to chyba najbardziej rozrywkowy gang, jeśli nie w całych Stanach, to przynajmniej tutaj na południu, ale znają oni swoje możliwości i jeśli tylko wymagają tego okoliczności, potrafią zachowywać się poważnie i tak też chcą być odbierani.

Przywódcy

Narco-Juniors nie mają jednego przywódcy, który dzierżyłby władzę absolutną, wydawał polecenia i narzucał swoje pomysły i wizję innym. To bardzo anarchiczna grupa, ale nie do końca. Gangiem kieruje kilku osób – młodych, ambitnych i najbardziej brutalnych. To sadyści i niemal wiecznie naćpani wariaci, którzy stają na czele każdej wyprawy na tereny Molocha. Z tego też powodu rotacja pośród grupy rządzącej jest znaczna i niemal po każdej wyprawie na północ zmienia się skład osobowy:

Od początków gangu tylko dwie osoby wciąż pozostają przy życiu, ale jedna z nich nie bierze już czynnego udziału w akcjach Narco-Juniors. To Vicente Fox, ponad czterdziestoletni mężczyzna, raczej niskiego wzrostu, ale potężnej budowy ciała. Ciała pokrytego siatką okropnych blizn i nie do końca zagojonych ran, które najlepiej świadczą o burzliwej przeszłości gangera. Teraz jest tylko legendą przykutą do wózka inwalidzkiego, ale wciąż wzbudza respekt i wszyscy członkowie gangu zwracają się do niego z szacunkiem, kiedy tylko mają jakieś problemy czy spory do rozstrzygnięcia. Vicente posiada wiedzę wynikającą z przeżytych lat i wszystkiego, co do tej pory widział i czego doświadczył. Wiedzy i doświadczenia brakuje natomiast większości pozostałych przywódców gangu, są jeszcze zbyt młodzi i niedoświadczeni, a życie jakie prowadzą nie wróży aby ten stan rzeczy miał się zmienić. Dlatego też, siedzący w Tijuanie Vicente Fox może być spokojny o swoją przyszłość i pozycję w strukturach gangu.

Drugą osobą, która pamięta początki działalności Narco-Juniors, jest Catharina Osiel Cardenas. Kobieta jest zaledwie kilka lat młodsza od Foxa, nadal pozostaje niezwykle atrakcyjną brunetką o ognistym temperamencie i nieustannej chęci do zabawy w czym nie ustępuje (a czasem nawet przewyższa) młodszemu pokoleniu Narco-Juniors. Zajmuje jedną z czołowych pozycji w strukturach gangu i cieszy się zasłużonym szacunkiem. Wciąż bierze czynny udział w wyprawach organizowanych przez Narco-Juniors, może nie zawsze w tych na terytorium Molocha, ale kiedy gangerzy ruszają gdzieś na wschód w stronę Vegas, albo na inne tereny: wówczas ona jest pośród nich. Catharina ma długie (naprawdę długie) czarne włosy i ciemne, błyszczące oczy: Jest chyba jedyną osobą w całym gangu, która nigdy nie używała i nadal nie używa narkotyków. Handluje nimi, sprowadza, a niektórzy mówią, że nawet produkuje, ale nigdy nie zażywała. Może dlatego zachowała doskonałą kondycję, choć i jej nie oszczędził los. Cathrina cierpi na szaleństwo bostońskie i niestety zbyt często zapomina o regularnym zażywaniu leków. Krótko mówiąc, Catharina jest zdrowo stuknięta, bardzo wybuchowa i łatwo ją zirytować, a wtedy lepiej być w zupełnie innym miejscu (najlepiej na drugim krańcu kontynentu). Kiedy kobieta odstawia na jakiś czas leki, dostaje się wszystkim bez wyjątku, chociaż oczywiście wrogowie mają najgorzej, ale los najbliższych współpracowników przywódczyni również jest nie do pozazdroszczenia.

Pozostali przywódcy: którzy pełnią tę funkcję jedynie czasowo, nie są w żaden sposób wybierani. Po prostu, kiedy nadchodzi czas kolejnej wyprawy: kolejnego rajdu, zwykle na czele gangu (a przynajmniej jego części) staje ten, kto wpadł na pomysł i skrzyknął ludzi. Wydaje się to trochę dziwne dla obserwatora z zewnątrz, który nie poznał jeszcze wszystkich zwyczajów panujących w gangu, ale sprawdza się i jak do tej pory nikt jeszcze nie narzekał na niesprawiedliwość i uzurpowanie sobie władzy – wręcz przeciwnie. Często zdarza się, że nie mam nikogo, kto chciałby stanąć na czele jednej z grup dokonujących rajdu na tereny Molocha z tej prostej przyczyny: że jest to wypad właśnie na tereny Blaszaka, a to nigdy nie jest bezpieczne. Jest to jedną z podstawowych przyczyn, dla których narkotyki są tak popularne wśród członków tego gangu, pozwalają wyzbyć się wszelkich lęków i sprawiają, że zażywający je czują się niezwyciężeni i zdolni przenosić całe góry (głównie złomu).

Skarbiec Molocha

Można by zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie Moloch, to Narco-Juniors pewnie nigdy nie doszliby do takiej pozycji, jaką mają teraz. To dzięki niemu i jego wynalazkom wciąż utrzymują się na powierzchni, a nawet zaczynają się wybijać ponad zwykłe gangi motocyklowe, których jedyną ambicją jest rozbijanie siebie i innych po autostradach. Narco-Juniors są niczym pasożyt na zdrowej tkance Blaszaka – nie dają nic w zmian, a sami biorą ile tylko się da, co zwykle wyznaczone jest pojemnością ładowni ich łodzi i stateczków.

Nie wiadomo, kto pierwszy wpadł na pomysł, aby zdobywać wszelkie niezbędne gadżety na terenach zajętych przez zbuntowane maszyny Faktem jest jednak, że (choć zajęcie niesie ze sobą śmiertelne ryzyko) jest to cholernie dochodowy interes. Wszędzie wciąż pełno chętnych na nową broń, a zwłaszcza amunicję, która zabija, a nie eksploduje w lufie zanim jeszcze z niej wyleci. A powszechnie wiadomo, że Moloch jest najdoskonalszym inżynierem współczesnych czasów i nie ogranicza się do drobnych ilości, ale produkuje masowo (więcej nawet niż produkowano dla armii Chin, kiedy te jeszcze istniały).

Wyprawy na tereny Molocha, czyli północne stany które zupełnie już zniknęły pod warstwą stali, hałdami z wyrobisk i całym tym złomem, który pracuje w niezliczonych fabrykach, są zwykle organizowane kilka razy w roku (były tylko cztery przypadki kilkunastu wypraw w ciągu dwunastu miesięcy). Wynika to przede wszystkim z tego, że Tijuanę dzieli jednak kawałek drogi od Molocha. Poza tym wymagania, jakie stają przed członkami gangu zanim wyruszą na północ, są bardzo wysokie. Trzeba przygotować odpowiednią ilość łodzi, które nie mogą być ani zbyt małe (w końcu gdzieś trzeba załadować zdobyty towar), ani też zbyt wolne (w końcu Moloch nie lubi być okradany zwłaszcza, że czasami łupem padają rzeczy, które znajdują się jeszcze w fazie prototypów i mają być niespodzianką dla ludzi walczących z Bestią, a spieprzać w łódce wiosłowej nikomu się nie uśmiecha). Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zapasy żywności i pitnej wody w ilościach, które zapewnią znośną podróż w obie strony – to nie jest jakaś wyprawa samobójcza, jak to robią ci nawiedzeni paladyni, którzy ruszają na Molocha po to, aby zginąć.

Wszystkie te lata wypraw na tereny zajęte przez Bestię zaowocowały nie tylko sprzętem i wzrostem reputacji gangu, ale również (a może przede wszystkim) doświadczeniem. Gangerzy którzy odbyli kilka, czasem nawet kilkanaście (jeśli mieli szczęście) rajdów po gamble, są prawdziwą skarbnicą wiedzy o Molochu i wszelkich jego sztuczkach, słabościach i sposobach walki z intruzami. Ludzie tacy zawsze są chętnie widziani tam, gdzie szykuje się jakaś potyczka z siłami Molocha, gdzie trzeba kogoś, kto pokierowałby obroną oblężonego przez maszyny miasteczka, czy stanąłby na czele jakiegoś „prywatnego” rajdu (zdarza się to jednak niezwykle rzadko, gdyż Narco-Juniors niezbyt chętnie narażają się na niepotrzebne i niepewne wyprawy, a jeśli już, to cenią swoje usługi naprawdę wysoko).

Twierdza Tijuana

Główna siedziba Narco-Juniors znajduje się w Tijuanie. Miasto niewiele się zmieniło od wybuchu wojny i buntu maszyn, bo też po prawdzie nigdy nie wyglądało ono specjalnie dobrze, oczywiście w porównaniu do innych miast na zachodnim wybrzeżu. Jedyną zauważalną zmianą jest masywna budowla, którą gangerzy nazywają Twierdzą, a która jest kwaterą główną gangu.

Twierdza powstała na terenie dawnej Wieży Aqua Caliente stojącej przy jednej z głównych arterii miasta. Teraz budynek nie przypomina tego sprzed wojny i mimo, że nie został ani uszkodzony wybuchającymi bombami, ani innym kataklizmem, to w większości został zdewastowany przez rabunki i zamieszki, jakich doświadczyła Tijuana w ciągu kilku pierwszych miesięcy po powstaniu Molocha. Górne piętra przypominają raczej szkielet jakiegoś giganta, lub masywne rusztowania. Wszystko jest tam wypalone, pełno potłuczonego szkła i gruzu. W jako takim stanie są niższe piętra, tak mniej więcej do czternastego, gdzie znajdują się kwatery gangu, jego magazyny i warsztaty: Również w całkiem przyzwoitym stanie jest podziemny kilkupoziomowy parking, gdzie gangerzy trzymają sprzętjeżdżący Cały budynek otoczonyjest pustym placem. W promieniu mniej więcej stu metrów nie ma dosłownie nic. Stojące tutaj kiedyś budynki zostały zrównanie z ziemią, a z gruzu pobudowano mury i zapory otaczające Wieżę. Nic nie jest w stanie przedostać się w pobliże budowli niezauważone, nawet nocą – teren oświetlają halogeny znacznej mocy. W środku znajduje się mnóstwo stanowisk ckm-ów, nawet jeśli większość z nich pozostaje niewidoczna, to lepiej jest założyć, że tam są i celują w każdego kto zbliża się do Twierdzy.

Innym, należącym do gangu, silnie chronionym miejscem jest port (a raczej jego pozostałości), gdzie stoi zacumowany cały pływający sprzęt gangerów. To stąd wyruszają oni zapolować na skarby Molocha.

Narco-Juniors i Wędrowne Miasto

To, że Narco-Juniors nawiązali współpracę z banditos z Hegemonii, nie powinno dziwić, chociaż mówi się o tym raczej jeszcze nieśmiało i na pewno nie otwarcie. Ale jeszcze większą tajemnicą, o której mówi się już tylko wśród zaufanych ludzi, jest to, że Narco-Juniors nawiązali kontakty z Posterunkiem. Nie wiadomo do końca, kto zainicjował współpracę, ale znany jest powód takiego posunięcia. Wszyscy doskonale wiedzą skąd Narco-Juniors biorą niemal nieskończone zapasy broni, nawet tej najnowszej, a czasem nawet takiej, o jakiej nikt do tej pory nie słyszał oraz amunicję i narkotyki (głównie bojowe i wspomagające). Źródłem bogactwa gangu jest sam Moloch. Wiadomo nie od dzisiaj, że Narco-Juniors organizują rajdy wzdłuż zachodniego wybrzeża na północ i docierają do samego Molocha. Tam robią wielkie zamieszanie, wielu z nich ginie, wielu zostaje porwanych, ale ci którzy przeżyją wracają na południe do Tijuany łodziami motorowymi i małymi, ale szybkimi stateczkami, po brzegi wypełnionymi sprzętem wyprodukowanym przez samą Bestię.

Szychy z Posterunku, które mają teraz wiele roboty na południu, dostrzegły w tym swoją szansę. Same nie mogą sobie pozwolić na takie szafowanie ludzkim życiem. Dla nich każdy wyszkolony z wielkim trudem żołnierz jest na wagę złota, ale jednocześnie kusi ich wiedza jaką mogą posiąść analizując konstrukcje Molocha. Wiadomo, że aby skutecznie walczyć, trzeba najpierw poznać przeciwnika, a tylko w ten sposób mogą tego dokonać. Dodatkowo wiadomo, że sprzęt wyprodukowany w fabrykach Bestii jest doskonałej jakości w przeciwieństwie do tego, którym często dysponują walczący z nim ludzie.

Narco-Juniors doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują to. Ich liczebność, pomimo dotkliwych strat podczas każdej takiej wyprawy, wciąż jest wysoka, a nawet rośnie. Wraz ze wzrostem liczebności gangu rosną jego potrzeby i konieczność nawiązywania współpracy z najróżniejszymi organizacjami. Gdyby jednak przyszło komuś do głowy otwarcie zapytać o to, czy Posterunek współpracuje z Narco-Juniors, pewnie zostałby wyśmiany, a co bardziej prawdopodobne, dostałby kulkę w głowę.

Tankowiec

Wszyscy o nim słyszeli, ale tylko nieliczni mieli okazję zobaczyć go na własne oczy Tankowiec jest dumą Narco-Juniors i ich pływającym schronem. Pływa gdzieś pomiędzy Tijuaną a ruinami San Francisco w takiej odległości od brzegu, że jest zupełnie niewidoczny, nawet dla kogoś z lunetą stojącego na brzegu. Jeszcze nie było przypadku, żeby tankowiec zbliżył się do wybrzeża tak. Zawsze jest gdzieś tam, za horyzontem, bezpieczny przed wścibskimi spojrzeniami.

Przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta – Tankowiec to pływający skarbiec Narco-Juniors. Gangerzy trzymają tam swoje najcenniejsze gamble, a także zakonserwowaną żywność i zapasy na ciężkie dni (nikt nie wie kiedy takie nadejdą, ale lepiej być przygotowanym). Jeszcze nie zdarzyło się, żeby gangerzy sięgnęli po zgromadzone tutaj zapasy, ale wolą być gotowi, gdyby taka konieczność się pojawiła.

Na pokładzie jednostki przebywają głównie spece od napraw i konserwacji sprzętu, a także trochę ludzi przeszkolonych do walki (chociaż wśród Narco-Juniors nie ma chyba osoby, która nie potrafiłaby strzelać, lub po prostu sklepać komuś maskę). Tankowiec jest na chodzie i wszystko na nim pracuje bez zarzutu, bez względu czy chodzi o napęd, elektronikę, czy broń. Większość części, które posłużyły do uruchomienia na nowo tego kolosa oraz utrzymania go na chodzie, została wykradziona Molochowi bezpośrednio z jego fabryk lub po prostu wymontowana z pokonanych w walce maszyn.

W najbliższej okolicy Tankowca, jak również nieco dalej od niego, krążą nieustannie mniejsze i szybsze jednostki pływające, których zadaniem jest pilnowanie, czy do statku nie zbliża się jakiś nieproszony gość. A za takiego uważa się nie tylko obcych, ale również jednostki Narco-Juniors, które nie są uwzględnione w planie wizyt i nie powinny się znaleźć w pobliżu Tankowca. „Ochroniarze” statku zwykle puszczają serię ostrzegawczą z ckm-ów, a później rakietę, torpedę lub inny mocniejszy argument i po prostu pozbywają się delikwenta.

Autor: Piotr Orliński
tekst pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat (nr 23)

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.