Nowe potęgi południa (część druga)

Gdybyś powiedział komuś w Nowym Jorku, że daleko na południu, tam gdzie kiedyś był Meksyk, a teraz mamy Neodżunglę, wciąż żyją ludzie – i to nie jakieś pojedyncze sztuki, ale całe osady – popatrzyliby tylko na ciebie z politowaniem i może postawili piwo za ciekawą historyjkę. Ale my wiemy że to nie bajka i że tam naprawdę wciąż mieszkają ludzie, a co najważniejsze, mają się całkiem nieźle. Można by wręcz powiedzieć, że ich małe państewko znajduje się na etapie gwałtownego rozwoju i chociaż nigdy nie zobaczysz granic tego państwa, to możesz być pewny że gdybyś kiedykolwiek tam zawędrował, na pewno będziesz o tym wiedział.

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – po jaką cholerę pchałbyś swoje biedne, spalone przez słońce atomowych pustkowi dupsko w samo serce Neodżungli? Przecież dla takich jak ty nie ma tam niczego ciekawego (a może jesteś biologiem, który właśnie obudził się z hibernacji i fascynują cię te wszystkie nowe rośliny?). Jedyna pewna rzecz, jaką można tam znaleźć, to śmierć -jeśli będziesz miał szczęście, nie nastąpi ona natychmiast i będzie szybka.

Są jednak tacy, którzy podejmują ryzyko i wyprawiają się na tereny Neodżungli, tam gdzie swoje wody toczy Rio Grande, i gdzie kiedyś była granica pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem. Teraz jest to niemal samo serce dżungli, która tutaj jestjuż czymś więcej niż tylko tropikalnym lasem z dziwnymi roślinami i zwierzętami niespotykanymi nigdzie indziej; czuje się tutaj, że to żywy organizm, który ma własną wolę i nie lubi, gdy ktoś mu się sprzeciwia. Kiedy człowiek tam zawędruje, nie odstępuje go uczucie, że jest przez cały czas uważnie obserwowany, że każdy jego krok jest rejestrowany.

Czemu więc ludzie wybierają się w tamte okolice, w miejsce gdzie z wilgotnego, miękkiego gruntu wciąż sterczy metalowa tablica informacyjna z napisem Laredo, Teksas? Odpowiedź jest prosta – narkotyki.

Na tych terenach, które z każdym miesiącem rozrastają się, coraz prężniej działa nowy gang o nazwie Mara Salvatrucha. Ich wpływy sięgają coraz dalej i coraz częściej mówi się, że obok Południowej Hegemonii oraz Zetas, to oni wkrótce będą walczyli o władzę na południu.

Mara Salvatrucha

Podstawowa różnica pomiędzy Mara Salvatrucha a innymi wielkimi gangami południa jest taka, że tak naprawdę jest to gang stosunkowo niewielki. Skąd zatem bierze się jego siła i ekspansywność? Odpowiedź na te pytania można znaleźć w miejscu, gdzie przyszło im się rozwinąć do obecnego stanu, czyli w Neodżungli. To jest ich dom, to ona ich ukształtowała i popchnęła do tego, że zaczęli myśleć o czymś więcej niż tylko o dusznym, parnym, zielonym piekle, w którym nawet goście z Miami nie daliby sobie rady.

Mara Salvatrucha istnieją zaledwie od kilku lat, ale mają już na swoim koncie wiele spektakularnych przedsięwzięć, o których wiedza dotarła nawet w tak odległe miejsca, jak na przykład Salt Lake City Jednak sam gang pozostaje owiany aurą tajemniczości i niejasnych spekulacji. Nie znane są jego początki, ale przypuszcza się, że przynajmniej część z jego członków to renegaci z Południowej Hegemonii, którzy w ten czy inny sposób narazili się swoim ziomkom i mieli wystarczająco dużo szczęścia i umiejętności, a także wytrwałości, żeby ocalić swoje tyłki i przedrzeć się w głąb Neodżungli. To było chyba jedyne miejsce, gdzie na pewno nie ruszyłby za nimi pościg. Przetrwali pierwsze miesiące, znaleźli ruiny Laredo i utworzyli gang. Taka jest najbardziej znana i chyba najbliższa prawdy wersja „genesis” Mara Salvatrucha.

Renegaci z Hegemonii odkryli wkrótce, że nie są jedynymi ludźmi, którzy znaleźli schronienie w Neodżungli. Poza nimi dżungla pełna jest maleńkich osad, często oddalonych od siebie o wiele mil, w których żyją grupki kilku, kilkunastu osób. Nie jest to łatwe życie, ale jakoś dają sobie radę. Teraz jednak, kiedy Mara Salvatrucha urośli w siłę mogącą zagrozić nawet Hegemonii, wszystkie te grupki, do których udało się dotrzeć i które zostały odkryte, są poddanymi gangu. Pracują dla niego, dostarczają żywność i narkotyki, a przede wszystkim nowych członków, nowych wojowników. W przeciwieństwie jednak do innych tego rodzaju organizacji, Mara Salvatrucha naprawdę opiekują się ludźmi, którzy mieszkają na ich terenie.

Gang tworzą wyłącznie mężczyźni, którzy udowodnili, że niestraszne im są ścieżki Neodżungli, jej największe sekrety które u innych wywołały by jedynie nocne koszmary To grupa (dość liczna) na poły mistycznych wojowników, którzy nie uznają broni palnej, a nawet prymitywne bronie dystansowe traktują z rezerwą. Ufają wyłącznie sile swoich mięśni i każdemu przeciwnikowi stawiają czoła w walce wręcz. Do perfekcji doprowadzili sztukę posługiwania się maczetami, które są nie tylko doskonałą bronią, ale jednocześnie niezwykle przydatnym narzędziem w dżungli.

Przez jakiś czas w ogóle nie przejawiali zainteresowania „wielką polityką” i tym, co działo się w innych częściach zniszczonych wojną Stanów. Wystarczyło im to, że uciekli swoim prześladowcą i mogli zacząć wszystko od nowa. Ale przeszłość nie dała o sobie zapomnieć.

Kilka miesięcy temu, do grupy dołączył niejaki Jose Luis Santiago Vasconcelos, który dzięki swojej charyzmie i wizjom, jakie roztaczał wśród członków gangu, szybko zyskał sobie taką popularność, że został wybrany (niemal jednogłośnie) szefem grupy Od tamtej pory Mara Salvatrucha zaczęli aktywniej uczestniczyć we wszystkich ważniejszych wydarzeniach na południu.

Początkowo nie był to nawet prawdziwy gang, a jedynie grupa wojowników, która walczyła każdego dnia z przeciwnościami losu i starała się po prostu przetrwać w nieprzyjaznym środowisku, co wcale nie było łatwe. Ale dzięki wytrwałości i pomysłowości, dostosowali się do otoczenia, zaczęli używać wytwarzanego własnymi siłami ekwipunku, a także zaadaptowali tradycyjne metody stosowane przez żyjące w Neodżungli grupy ludzi. Od nich też dowiedzieli się o niesamowitych narkotykach, jakie można uzyskać z roślin znajdujących się na terenie tego zielonego piekła.

Wkrótce gangerzy zaczęli szukać kontaktu z innymi grupami przestępczymi (głównie zależało im na Las Vegas), które były zainteresowane w tanim i świeżym źródle narkotyków. Jedyną przeszkodą byli Zetas i goście z Hegemonii, którzy mieli już wyrobioną markę i zazdrośnie strzegli swoich źródeł przychodów. To mogło doprowadzić tylko do jednego – otwartego konfliktu.

Picacho Avenue

Wszystko zaczęło się w tym właśnie miejscu, na moście nad Rio Grande, praktycznie na samej granicy Neodżungli. Tamtego letniego dnia upał był nie do zniesienia, ubrania lepiły się do ciał, pot zalewał oczy w powietrzu nieznośnie bzyczały moskity Typowy dzień w Neodżungli. Na moście Picacho Ave zebrały się dwie uzbrojone po zęby grupy aby dokonać transakcji – typowa wymiana towarów, czyli narkotyki, broń i lekarstwa. Po jednej stronie stanęli gangerzy z Południowej Hegemonii, którzy liczyli nie tylko na towary ale i na nawiązanie współpracy z przeciwną stroną, która do tej pory przysparzała im tylko kłopotów. Z drugiej strony pojawili się ludzie z Zetas ze swoimi skarbami i przynajmniej tymczasową ochotą do współpracy (chodziło im głównie o nawiązanie kontaktów z Vegas, a Hegemonia miała już na tym polu pewne doświadczenie).

Wszystko przebiegało bez problemów aż do momentu, kiedy na scenie pojawili się wymalowani na zielono goście. I to naprawdę wyglądało jakby pojawili się znikąd. Rozpętało się prawdziwe piekło. W powietrzu nie było już słychać moskitów, a jedynie wystrzały eksplozje, krzyki rannych i umierających gangerów. Doszło do prawdziwej masakry wszyscy strzelali do wszystkich, walczyli wręcz – goście z Hegemonii myśleli, że zostali zdradzeni i że zastawiono na nich pułapkę, Zetas wkurzyli się na wszystkich dookoła, bo nie tak to sobie wyobrażali. To była prawdziwa jatka.

Napastnikami byli oczywiście wojownicy Mara Salvatrucha, którzy dowiedzieli się o planowanej wymianie od jednego z gości z Południowej Hegemonii, którego musieli mocno przycisnąć (a może wypróbowali na nim jeden ze swoich niesamowitych narkotyków?). Pojawili się we właściwym miejscu o właściwym czasie, czego nie można powiedzieć o tych wszystkich nieszczęśnikach z pozostałych dwóch gangów, którzy skończyli jako padlina dla mięsożernych ryb na dnie Rio Grande. Cały łup dostał się w ręce Mara Salvatrucha. Wiadomość o masakrze szybko dotarła do Zetas oraz Hegemonii i wywołała spodziewaną reakcję. Szefowie obu organizacji wpadli w szał i przygotowali odwet. Zabrało im trochę czasu, zanim dowiedzieli się, kto stał za masakrą na moście Picacho Ave, ale w końcu mieli upatrzoną ofiarę.

Popełnili jednak kolejny błąd, nie doceniając przeciwnika i nieopatrznie wchodząc na jego terytorium, tam gdzie Mara Salvatrucha czuli się najlepiej, czyli w głąb Neodżungli. I tam zostali zmasakrowani po raz kolejny tym razem jednak nie wszyscy Kilkoro ocalałych puszczono wolno, aby mogli opowiedzieć innym o nowych władcach dżungli.

Neodżungla i narkotyki

Dostosowanie się do warunków, jakie dyktuje Neodżungla nie jest proste i wymaga wielkiego samozaparcia i hartu ducha. Na szczęście tego nigdy nie brakowało ludziom żyjącym w tych stronach. Z każdym dniem zdobywają coraz więcej informacji na temat roślin i zwierząt żyjących z dżungli, poznają warunki w jakich muszą mieszkać. Sami stali się częścią Neodżungli, jej nieodłącznym składnikiem. Rośliny przyzwyczaiły się do ich obecności i akceptują ją (oczywiście nie wszystkie, są takie gatunki, które zawsze są wrogo nastawione do wszystkich stworzeń). Dla Mara Salvatrucha Neo-dżungla i praktycznie wszystko co się w niej znajduje jest niewyczerpanym źródłem dochodów. Gangsterzy szybko zorientowali się o potencjale, jaki kryje się w niemal każdej roślinie rosnącej w dżungli. Kto powiedział, że narkotyki wyprodukowane ze sztucznych składników są lepsze od tych pochodzenia naturalnego? Zwłaszcza, że narkotyki wytwarzane z roślin z Neodżungli trudno uznać za „naturalne”. Plemiona Indian, które pierwsze znalazły się pod panowaniem lasu, opanowały sztukę pozyskiwania i wytwarzania narkotyków z wielu roślin, które można tutaj spotkać. Każda z nich posiada inne właściwości, a czasami nawet z jednej rośliny, jeśli przygotować ją w inny sposób, można otrzymać dwa (lub nawet więcej) różne w działaniu narkotyki. Kiedy Mara Salvatrucha urośli w siłę, która zaczęła rządzić znacznymi terenami Neodżungli, przejęli sposoby wytwarzania narkotyków i ich pozyskiwania, i stali się jednymi z największych producentów prochów na południu Stanów.

Santiago

Tak w skrócie mówi się na szefa gangu, który trzyma go w garści nie tyle żelaznym uchwytem twardziela, co raczej inteligencją i charyzmą. Gość odstaje od reszty członków gangu nie tylko swoim wyglądem, ale przede wszystkim poziomem umysłowym. Santiago jest doskonałym strategiem i akcje, które planuje, zawsze kończą się powodzeniem (straty w ludziach zależą głównie od tego, jacy wykonują dane zadanie), czego najlepszym dowodem jest zasadzka na moście Pichacho Ave.

Santiago jest mężczyzną w średnim wieku o niezbyt jasnej przeszłości, o której niechętnie opowiada. Wysoki i szczupły o długich, przetykanych siwizną włosach i ogorzałej od słońca cerze, przywodzi na myśl mądrego indiańskiego wodza. Nie ubiera się w sposób, który w jakikolwiek sposób wyróżniałby go spośród jego ludzi i otoczenia w jakim przyszło mu żyć. Nosi wojskowe ubranie w kolorze khaki i taki sam kapelusz, który zwykle ma opuszczony na plecy Przy pasie zawsze nosi maczetę i samopowtarzalną kuszę niewielkich rozmiarów, którą sam wykonał.

Szef gangu, podobnie jak jego ludzie, preferuje walkę z zasadzki i w bezpośrednim starciu, i mimo, że nie jest jakimś wielkim siłaczem, to jednak jest niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Wrodzony spryt i lata treningu w najtrudniejszych warunkach, jakie można sobie tylko wyobrazić, sprawiły, że niewielu jest w stanie dotrzymać mu pola.

Santiago to opanowany i trzeźwo myślący człowiek, który nie truje swojego organizmu narkotykami czy innymi używkami. Zawsze jest skoncentrowany i małomówny Wydaje krótkie i zdecydowane rozkazy, których nikt nie kwestionuje. Jedynymi momentami, kiedy można go usłyszeć mówiącego więcej niż zwykle, są te, gdy omawia i tłumaczy jakieś swoje plany Ale nawet wtedy nikt nie ośmiela się mu przerywać, czy wtrącać swoje własne uwagi, bo po prostu nie ma takiej potrzeby Niewiele wiadomo o jego życiu osobistym. Krążą plotki, jakoby gdzieś w Vegas miał kobietę, jego prawdziwą miłość, którą często odwiedza. Faktem jest, że czasami znika na kilka, kilkanaście dni, ale nikt nie ośmielił się go śledzić, aby zbadać prawdę. Każdy ma jednak jakąś tajemnicę i Santiago nie może być tutaj wyjątkiem. To tylko kwestia czasu, kiedy wszystko wyjdzie na jaw. A co się wówczas stanie, trudno przewidzieć.

Maczeta

Szeroki ostrze doskonale nadaje się do ścinania nie tylko pnączy zagradzających drogę, kiedy przedzierasz się przez nieprzyjazne ostępy Neodżungli, ale również do siekania przeciwników na drobne kawałeczki.

Reguły:

Broń 1-ręczna
Bonus do Zręczności: w ataku +1, w obronie +1
Obrażenia: L / C / K
Wymagana Budowa: 12

Zasady specjalne (tylko dla Mara Salvatrucha): w przypadku, kiedy to członkowie tego gangu posługują się maczetami, zmianie ulegają bonusy do Zręczności (+2/+2) oraz obrażenia, jakie zadaje broń (C / C / K).

Espina (hiszp. Cierń)

Z wyglądu przypomina zwyczajną włócznię lub oszczep. Jest jednak kilka istotnych różnic, które czynią tę broń wyjątkową i naprawdę niebezpieczną (oczywiście pod warunkiem, że wie się, jak jej używać). Po pierwsze grot espina nie jest osadzony na stałe na drzewcu, ale może zostać od niego oddzielony Połączony jest z drzewcem, długim na ok. 1,5m, mocną linką, wykonaną zwykle z pnączy Długość linki waha się od 2 do 3 metrów, choć zdarzają się egzemplarze posiadające nawet 5-metrowe linki. Dzięki temu espina działa na zasadzie harpuna, co jest niezwykle przydatne podczas polowań na wszelkiego rodzaju stworzenia żyjące w Neodżungli, zwłaszcza na wielkie nietoperze. Dodatkowo sam grot posiada rozkładające się niczym parasol ostrza, które uniemożliwiają wyciągnięcie go z ciała trafionej ofiary Ci, którzy tego próbowali, są już wspomnieniem.

Reguły:

Broń 2-ręczna
Bonus do Inicjatywy: +2 do Zręczności
Bonus do Zręczności: w ataku +1, w obronie 0 (tylko w starciu bezpośrednim)
Obrażenia: L / L / C
Punkty Przebicia Pancerza: 1
Wymagana Budowa: 12

Zasady specjalne: Kiedy ofiara otrzyma Lekką ranę zadaną tą bronią, jej Zręczność zostaje obniżona o -2 punkty, a ponadto traci wszelkie bonusy do walki, jakie miała do tej pory Jeśli postać próbuje wyciągnąć grot espina z ciała, automatycznie otrzymuje Lekką ranę.

Purpurowy lotos

Nowy narkotyk uzyskiwany z rosnącego w Neodżungli drzewa – roślina jest dość powszechna, ale niebezpieczna (potrafi się obronić przed intruzami). W celu obrony roślina, używając pnączy jak miotacza, posyła w kierunku ofiary chmurę lepkiego pyłu, który przylega do skóry, przenika przez nią do krwioobiegu i usypia, po czym stopniowo „rozmiękcza” ofiarę, a roślina pochłania ją w formie wysoko kalorycznych substancji odżywczych. Narkotyk produkowany z rośliny ma następujące właściwości:
– łagodzi ból (o połowę mniejsze utrudnienia wynikające z odniesionych ran)
– podnosi odporność na skażenia chemiczne (PT testu na skażenie chemiczne zmniejszony o jeden stopień)
– obniża koordynację ruchów i percepcję (Zręczność, Spryt i Percepcja obniżone o -2)
– przynosi barwne i przyjemne wizje

Łowcy tego narkotyku ubierają się w specjalne kombinezony i dają się spryskać pyłem rośliny, a następnie zbierają go z kombinezonów do pojemników. W takiej postaci jest transportowany do osad, w których przy użyciu odpowiedniego sprzętu i procesów kotyk, nadający się do użycia bez obawy o przedwczesne zejście.

Autor: Piotr Orliński
tekst pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat (nr 22)

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.