Latanie i samoloty

Ostatnio pisałem na temat „Orbital Gate” w Neuroshimie, czyli dość istotnego jak dla mnie problemu Orbitala i sensowności jego wprowadzenia do gry. Dziś chciałbym napisać kilka słów na temat kwestii wszelkiej maści samolotów i helikopterów w tym systemie RPG.

Cały problem sprowadza się do tego, że… w Neuroshimie samolotów jako takich… nie ma. Niby znalazła się w podręczniku głównym przygoda związana z rozbitym samolotem nadlatującym znad Kanady, ale jest to tylko jeden malutki wyjątek. Zresztą z drugiej strony, nie taki znowu wyjątek, bo maszyna owa, poza tym, że się rozbija to w zasadzie nie lata, a już na pewno nie polatają nią gracze.

Moje pytanie brzmi zatem, Dlaczego, u licha, w postapokaliptycznym świecie nie ma samolotów? I to zarówno w Neuroshimie, jak i w Falloucie! Sagę o Kryptach Vault i uciekinierach z nich zostawmy na boku, bo nie jest to przedmiotem tego rozważania. Skoncentrujmy się na systemie zrobionym przez chłopaków z wydawnictwa Portal.

Niestety nigdzie nie ma odpowiedzi, dlaczego w Neuroshimie się nie lata. W „Suplemencie” jest tyko stwierdzenie, że się nie lata, bo (jak się domyślam) takie było założenie gry. Zero wyjaśnień! Być może nawet Autorzy gry gdzieś, na jakimś forum internetowym czy w Gwiezdnym Piracie wyjaśnili dlaczego skasowali samoloty – ja jakoś nie dotarłem do tych informacji, mimo, że nie czuję się zupełnym laikiem w świecie Neuroshimy. W jednym z ostatnich „Piratów”, w storylinii, Neuroshimy, jest tylko informacja, że Moloch wyprodukował jakieś dziwne urządzenie, które lata. Nie rozwiązuje to nijak naszego problemu, tym bardziej, że ten rozdział storylinii ukazał się ponad rok od wyjścia oryginalnego, pierwszoedycyjnego podręcznika. Nadal też nie dano możliwości latania graczom!

Nie chcę tym artykułem zmieniać koncepcji świata i pisać „Jak klimatycznie byłoby dać graczom dwupłatowiec…” Jako mistrz gry mogę to zrobić i tak, bo kto mi zabroni? Nie napiszę, że Neuroshima z samolotami byłaby bardziej klimatyczna – bo to nie o to tutaj chodzi. Mnie zastanawia tylko powód usunięcia wszelkich tego typu maszyn ze świata. Ja rozumiem, że po tym, jak na świat spadły bomby, nie ma już ogromnych Boingów 777, bo lotniska z odpowiednią infrastrukturą zostały zniszczone. Ja rozumiem, że nie ma F-22 czy innych B-1 – bo to jest bardzo zaawansowana technologia, ale że nie można się przelecieć małą awionetką? Przecież takie maszyny potrzebuję około pół kilometra łąki aby wystartować, a naprawa i konserwacja silnika nie przekracza umiejętności mechanika samochodowego! Pal sześć GPS, ale nawigacja też nie jest trudna – w wysokościomierzu, prędkościomierzu nie ma żadnych elektronicznych części (mierzą prędkość przepływu powietrza i ciśnienie), a kierunek wskaże zwykły kompas. Nie zapominajmy, że zbudowanie od podstaw samolotu też nie jest szczególnie trudne. Na pewno mechanik z Detroit, który tak bardzo dba o swoją brykę, potrafiłby zbudować samolot. Nie mówię tu o cacku z kompozytów, ale coś z drewnianym ożebrowaniem pokrytym płótnem też by poleciało. Tak jak w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy to tak naprawdę zaczęła się era lotnictwa.

A śmigłowce? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że choć przetrwały czołgi to nie przetrwał jakiś choćby jeden Huey (na pewno wiecie o jaką maszynę chodzi – taki, jakim przewożono żołnierzy w czasie wojny w Wietnamie i widać go na niemal każdy amerykańskim filmie o tej wojnie). Konstrukcja niezbyt skomplikowana, a zasada działania to znowu mechanika – żadnych komputerów czy elektroniki! Czyżby posterunek nie dysponował naukowcami, którzy potrafiliby wyremontować stary śmigłowiec?

Zauważmy, o ile prostsza stanie się walka z molochem, czy wszelkiej innej maści tałatajstwem postapokaliptycznym, kiedy będzie można przeciwnika ostrzelać z powietrza, albo zrzucić bombę… Dlaczego nas, graczy Neuroshimy, tego pozbawiono? Zupełnie bez powodu jak na moje oko…

Ale to JA jestem mistrzem gry! I to ja dam moim graczom możliwość polatania na starej Cessnie. Tylko proszę Autorów gry, żeby jakoś umotywowali ten brak samolotów w ich systemie. Nie ma ani profesji pilot, ani sztuczek związanych z pilotażem… Nic. Martwa strefa. Tymczasem nie czekając na wyjaśnienia Trzewika i reszty zakrzyknę: Do Maszyn panowie! Skopmy metalowy tyłek Molochowi… Z powietrza!

Autor: Piotr A. Wasiak
tekst pierwotnie opublikowany w ezinie Avatarae (nr 39)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.