Gazy

Gazy inaczej zwane są pierdziawką, wiatrami czy jakkolwiek inaczej. Na pewno wiesz o co chodzi. Ty jednak masz gazy w wersji hardcore. Wydawać by się mogło, że to nic takiego i że do wszystkiego się można przyzwyczaić… Nic bardziej mylnego. Cichy i prosty bączek pod kołdrą to nic w porównaniu z tym co tobie się może zdarzyć, jeśli nie weźmiesz leków. Coś strasznego. Smród jest nie do opisania. Skradanie się do przeciwnika w twoim towarzystwie też do mądrych pomysłów nie należy, jeśli nie wziął proszków, bo wróg poczuje cię na kilometr. Od biedy można Cię użyć jako broni biologicznej…

Z leczeniem nie ma szczególnych problemów. Proszki są łatwo dostępne nawet w powojennym świecie.

Lekarstwo

Są to tabletki, które trzeba brać raz dziennie. Przedwojenne są dość trudno dostępne, natomiast powojenne – potrafi przyrządzić w zasadzie każdy chemik.

Przedwojenne: 5 procent szans na znalezienie

Powojenne: 75 procent szans.

Opakowanie to buteleczka z niewielkimi pastylkami. Taka buteleczka zawiera około 30 dawek leku.

Pierwsze objawy

Nic wielkiego. Puszczasz coraz częściej, bardzo śmierdzące bąki. Oczywiście możesz to powstrzymać, ale po chwili takiego wstrzymywania zaczyna cię boleć brzuch i pęczniejesz. Długo tak nie wytrzymasz. Pierwsze objawy występują po dwóch dniach od wzięcia ostatniej dawki. Jeśli będziesz się lekko odżywiać (np. chleb z masłem) to czas bezobjawowy bez lekarstwa wydłuży się do tygodnia.

Stan ostry

Właściwie nie potrafisz powstrzymać pierdzenia. Puszczasz w każdych warunkach i po prostu śmierdzisz. Twój charakter spada o 3 punkty. Z powodu bólu brzucha masz -1 do budowy. I Pierdzisz… pierdzisz cały czas.

Stan krytyczny

Objawy jak przy stanie ostrym, tylko bardziej nasilone. Masz dodatkowo -1 do budowy z powodu bólów brzucha. Poza tym silnie się pocisz. Po prostu nikt nie może przy tobie wytrzymać tak potwornie cuchniesz. Dlatego kolejny -1 do charakteru jest jak najbardziej usprawiedliwiony. Na tę chorobę się nie umiera. Stan krytyczny utrzymuje się do momentu podania lekarstwa.

Autor: Piotr A. Wasiak
tekst pierwotnie opublikowany w ezinie Avatarae (nr 37)

Dodaj komentarz