Speewie. Historia zjaranego Hurona

Dla Płomyka,
Bo on jest jednym
Prawdziwym Huronem
Który, podsunął mi pomysł.

Dzień 1

Nazywam się Speewie i dziadziuś opowiadał mi o takiej fajnej rzeczy, jaką jest pamiętnik. On sobie siada, zakłada bryle i czyta swoje zapiski sprzed lat. Ma niezły ubaw. Też pomyślałem, że fajnie będzie sobie kiedyś pacnąć w fotel i poczytać, co się robiło jak się było młodym i na panny miało z czym chodzić. Tylko nie wiem, czy się to opłaci – bo skąd mam wiedzieć, ile ja przeżyje?

Dzień 18

Całkowicie zapomniałem o tobie, pamiętniku. Ale dziś jest wyjątkowy dzień w moim życiu dostałem swoją M40-stkę. I paczki amunicji, no wypas, mówię ci. Od razu poszedłem na wybrzeże i postrzelałem do jakiś ptaszysk. Od teraz zabieram cię wszędzie, pamiętniku.

Dzień 19

Muszę przyznać, że ten mały Kędzior ma niektóre pomysły naprawdę fajne. Dorwał gdzieś z Łysym łódkę, która nawet nie przecieka. Podpłynęliśmy w stronę Windsoru i wpadłem na pomysł, że postrzelam sobie do sylwetek na horyzoncie. I tak samo ścierwo tam się wozi, odstrzelą je i tak. Ammo troszkę było szkoda, aż do momentu, jak strzeliłem i coś wybuchło, jakaś beczka chyba. Pieprznęło zdrowo, naprawdę. Ale po tym już się nam odechciało pływać i wróciliśmy do naszego Allen Parku. Zjadłem jakiegoś szczurka, podlałem gandzię i poszedłem spać. Właśnie zasypiam.

Dzień 23

Kolejne polowania stają się troszkę nudniejsze, powiedziałem Kędziorowi. Ten się podrapał po łysince i podał mi skręta z maryśką. Hmmm, no cóż jesteśmy na środku głębokiej wody, ale nuuudy jak w Wieży Reagana. Machnąłem sobie jednego czy dwa sztachy – dobry towar był, to od razu wzięło. Gdy pakowałem kule do Wyrzutków, czułem się jak w jakimś kisielu, wolno; ogarnęło mnie jakieś echo. Odpadłem po kilku strzałach. Zobaczyliśmy, że światła nas przywołują (a raczej oni zobaczyli, bo ja się za mocno wczułem) i wróciliśmy do domu. Dziadzia mówił, że coś się jutro szykuje. Zdenerwowany położyłem się spać. Dobranoc, pamiętniku.

Dzień 24

Starsi zwołali zebranko, bo ktoś podobno opanował hangary na nabrzeżu i podejrzewają o to ścierwo z Windsoru. Zgłosiłem się na snajpera, jako że dostałem dodatkową amunicję. A postrzelać do nich, no to już trochę mogę. Jutro mamy zacząć oblężenie. Na razie zjarałem się i leże, cholera, widzę jakieś wybuchy i postacie… raczej cienie! Kumpel opowiadał mi dzisiaj trochę więcej o Tornado, ale mnie zniechęcił. Nigdy nie wezmę tego gówna, chyba.

Dzień 25

Dziadzia odwalił manianę, że hej. Powiedziałem mu, co robiliśmy z chłopakami, że pływaliśmy sobie łódeczką i waliłem z emki do gości – nieźle mnie opieprzył. Wytłumaczył gościom, że jakieś choróbsko mnie dopadło i nie mogę iść na obławę. Nawet nie zajrzeli, czemu się nie dziwię. Pewno pomyśleli, że jeszcze się zarażą. Dziadziuś umie wciskać kit jak dobry szklarz. Dał mi jakieś książki o wartości życia ludzkiego. Skąd on ma takie tomiszcza, mnie się nie pytaj. Dobra, dzisiaj przeczytam i pójdę jutro sobie postrzelać.

Dzień 26

I co ja mam powiedzieć? Z tym strzelaniem to nieźle przesadziłem. Wiem, że tam to mieszkają same skubańce, no ale to jednak ludzie, cholera jasna, no. Dobra, przyrzeczenie sobie dałem, że nigdy bez powodu nikogo nie zastrzelę. No bo jak to? A jak gość sobie grzybki zbierał halucynki? Na pewno mojej kulki znaleźć nie chciał, a i nabojem 7.62 się tak nie zjara jak grzybkami. Ja już z nich wyrosłem, ale może oni nie mają tam drugów? Dobra, gdybym tak rozmyślał, to sam bym chyba coś napisał w postaci książki. Jutro idę pomóc w końcu chłopakom, bo jeszcze cała ta napierdzielanka mnie ominie.

Dzień 27, cholera

Nieźle się wnerwiłem. Dobrze, że oduczyłem się kląć, bo puściłbym wiązankę, że Schulztom by uszy poodpadały. Kiedyś to umiałem klnąc… Dobra, chodzi o to, że moi wspaniałomyślni przyjaciele sami sobie poradzili. Nic, nawet jednego naboju nie wystrzeliłem, totalny żal. Zjarałem się kapkę i popłynąłem na głębsze wody, by sam porozmyślać, co by tu jutro zrobić. Mam plan, ale jutro zobaczymy co inni powiedzą. A może im nie powiem?

Dzień 28

Oto mój plan – biorę łódencję i płynę na Windsor. Ale dobijam do brzegu i próbuje ich poobserwować. Oczywiście pozapisuje to wszystko, co będzie ważnego. Właśnie płynę do nich, a sam nie wiem co tam na mnie czeka. Nikt nie może wiedzieć – Windsor to jedna wielka niewiadoma. Dobra, już jestem na lądzie. Widzę parę samochodów, a raczej ich wraki. Ale ani jednej żywej osoby. Jakby wszyscy zapadli się pod ziemię. Rozbiłem mały obóz zamaskowany między drzewami. Nikt nie będzie się o mnie martwił. Przynajmniej ja bym się nie martwił.

Dzień 29

NIKOGO. NIKOGO, no ja nie mogę. Nikogo tu nie ma. To niemożliwe, przecież ludzie to nie jakieś, cholera, liście, że nagle sobie znikają czy tam gniją, jak mówi dziadzia. Dzisiaj sobie nawet zrobiłem dalszy wypad. Windsor wygląda jak opustoszała pustynia. No, tyle że jest trawa, drzewa, jakieś krzewy i woda. Cholera, czyli nie pustynia. Po prostu jest tu pusto jak na pustyni. Są jakieś ogniska, czy ślady ludzi, ale ich samych nie ma. Jakby nagle sobie gdzieś poszli. No ale gdzie można sobie jeszcze pójść? Przecież to Windsor cholera nie Stany, mało opcji do wyboru. Zresztą, może mają jakieś tunele, ja tu się nie znam. Postanowiłem jednak wrócić jutro do siebie.

Dzień 30

Ogień, kurwa. OGIEŃ na naszych terenach. Zapakowałem snajpę i do łódki, bo cholera, jak coś się dzieje, to mnie tam nie ma. Może jak pójdę sobie gdzieś, to w końcu coś się stanie fajnego? Dobra, nie ma czasu na takie rozważania. Jeszcze przekląłem, cholera. Zobaczymy, co mnie czeka na brzegu. Łysy leży na plaży w kałuży krwi. Jego bujne włosy zmieszały się z… nawet nie wiem z czym, co ja jestem, balwierz jakiś? Biegnę do dziadzi.

Dzień 33, chyba

Wiesz pamiętniku, jak pocinałem do dziadka, to dostałem jakimś cholerstwem. Nic wielkiego się stało, ale uśpiło mnie na kilka dni. Dowiedziałem się, że te skurczybyki Wyrzutki zrobiły sobie wpadkę do nas. Ten napad na hangar to tylko był zwiad. Dziadek leży koło mnie, dostał kulką w ramię. Chciałbym, żeby jak najszybciej z tego wyszedł. Mądry jest, przydałby się. Zresztą to mój dziadek. Tylko on mnie trzyma z przeszłością – bez niego nie wiem jaki bym był. Na pewno inny, ale nie wiem czy na plus czy nie. Ja już jutro idę postrzelać do tych skubańców. Emusia się niecierpliwi i dostałem dodatkowy przydział ammo.

Dzień 34

Moja miejscówka wieżyczka na rogu ze sklepem Siwego i jego panny. Już chciał go jeden obrobić – skończył z kulką w bebechach. Nieładny widok, ale dla nich nie ma litości. Dziadek stracił przytomność i troszkę mnie to podnerwiło – inaczej bym powiedział, ale nie klnę już. Walki już się kończą, ale jest jeszcze wiele do zrobienia. Cały czas muszę się gapić na mój rewir. Widziałem dziś Kędziora, on walczy trochę dalej. Zakłada pułapki na tych debili. Dobrze mu to wychodzi. Znalazłem teraz trochę czasu, to piszę. Niedługo to się skończy, oby.

Dzień 35

Nareszcie coś się ruszyło. Cały ‚front’ ruszył się do przodu i ciśniemy tych ZKSów ostro w tyłki. Dzisiaj aż czterech mi się udało ustrzelić i jednego chyba unieszkodliwiłem, bo jeszcze się ruszał i wczołgał się do środka wielkiego budynku. Jako człowieka, byłoby mi go szkoda, ale to Windsorczyk i to on mnie najechał, więc z litości co najwyżej mogę mu posłać granat, gdybym go jeszcze miał. A reszta jego kumpli zaczyna wracać do siebie, czyli uciekają. Nocą, cwaniaki. Nie mogę za dużo postrzelać, bo tracę ammo, a chce mieć trochę jeszcze na później.

Dzień 36

Nie chce mi się niedobitków dobijać, i poszedłem do dziadka. Obudził się i zaraz dostałem liścia w skroń, że gdzie ja byłem, że się szlajam i w ogóle jestem taki jakiś siakiś, owakiś… Ale zaraz zaczął się śmiać i uściskaliśmy się. Tęskniłem za nim, on za mną chyba też. Wyrzutki za dużo rozwałki nie zrobili, za mało zorganizowany atak. Troszkę mi reputacja podskoczyła wśród swoich ziomków. Mówią na mnie Speewie Celne Oko. Bajer, ale za długi. Nie napisałem, że na tych co wracają do siebie na Windsor czekają fajerwerki, cholera. Piękna była noc wybuchających ładunków. Teraz się zastanowią dwa razy niż najadą nas. Bo Speewie Celne Oko czuwa. Cholera, ale szpanerska ksywa.

Autor: Zioman
tekst pierwotnie opublikowany w ezinie Tawerna RPG (nr 77)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.