Jeźdźcy Apokalipsy, Strzykwa i Mapp

Wierzysz w Boga? W chrześcijańskiego Boga? Czy wierzysz, że to On, a nie kto inny, stworzył świat? Świat, który my – ludzie – później zabrudziliśmy atomówkami i Molochem. A znasz słowa świętej, chrześcijańskiej księgi – Biblii? Że nie umiesz czytać?! Ja tu sobie nie żartuję, to ważny eksperyment, więc bez jaj! Słuchaj, mnie też wkurzają ci z Salt Lake City. Wiem, że biadolą oni o tym, że Apokalipsa już była, a Moloch to nasz wybawca. Ha, ha. Niech przyjdą na front i zobaczą jego łaskę. Ale zbaczam z tematu, a ci jajogłowi patrzą na mnie jak na jakiegoś kosmitę. Słuchaj i staraj sobie przypomnieć tamto miejsce i tamtych gości, którzy ci to zrobili:

I ujrzałem
gdy Baranek otworzył pierwszą z siedmiu pieczęci,
usłyszałem pierwszą z czterech Istot żyjących, gdy mówiła:
„Przyjdź!”
I ujrzałem:
oto biały koń,
a siedzący na nim miał łuk.
I dano mu wieniec,
i wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać.
A gdy otworzył pieczęć drugą,
usłyszałem drugą Istotę żyjącą, gdy mówiła:
„Przyjdź!”
I wyszedł inny koń – barwy ognia,
a siedzącemu na nim dano odebrać ziemi pokój,
by się wzajemnie ludzie zabijali
i dano mu wielki miecz.
A gdy otworzył pieczęć trzecią,
usłyszałem trzecią Istotę żyjącą, gdy mówiła:
„Przyjdź!”
I ujrzałem:
a oto czarny koń,
a siedzący na nim miał w ręce wagę.
I usłyszałem jakby głos pośrodku czterech Istot żyjących, gdy mówił:
„Kwarta pszenicy za denara
i trzy kwarty jęczmienia za denara,
a nie krzywdź oliwy i wina!”
A gdy otworzył pieczęć czwartą,
usłyszałem głos czwartej Istoty żyjącej, gdy mówiła:
„Przyjdź!”
I ujrzałem:
oto koń trupio blady,
a imię siedzącego na nim Śmierć,
i Otchłań mu towarzyszyła.
I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi,
by zabijali mieczem i głodem, i mordem, i przez dzikie zwierzęta.

I co? Co się z Tobą dzieje! Kojarzysz to skądś? Powiedz coś!

Robin wraz z zespołem badawczym, cały czas bacznie obserwowali tego człowieka. Wrak człowieka. Skórę miał zasuszoną, oczy matowe, siwe włosy… choć miał niespełna 30 lat! Skóra w wielu miejscach poorana była ranami. Bardzo świeżymi.

Z dawnego ciała już nic nie pozostało. No może prócz ochoty do żartów (tyle, że kiedy patrzyło się na tę postać i słuchało kawałów to się chciało płakać z żalu).

Z każdym kolejnym wersetem Apokalipsy facet wyglądał na coraz bardziej ożywionego.

Przy części mówiącej o drugim jeźdźcu podniósł się nawet z łóżka (przy tym odsłaniając klatkę piersiową, kiedyś potężnie sklepioną, która teraz była jedynie suchą skórą opinającą kości). Przy trzecim z jeźdźców mężczyzna zaczął coś bełkotać – wyglądało to na modlitwę. CoB chciał przerwać eksperyment tych naukowców, ale wiedział, że jeśli to zrobi jedyna szansa na odnalezienie sprawców może zaginąć. Pod koniec tego tekstu mężczyźnie przewróciły się białka w oczach, przez co wyglądał upiornie. Nagle krzyknął:

– Już wiem, widzę to miejsce! To…

Rob przestał czytać i podbiegł do człowieka, kiedy zobaczył, że ten wije się w konwulsjach i nie umie wydusić z siebie żadnego słowa.

– Czemu nikt z Was, do cholery, nic nie robi! – wykrzyknął w stronę badaczy. Widać jednak było, że ci są zupełnie bezsilni.

Robin pochylił się nad mężczyzną. Objął go i zaczął mówić przez łzy:

– Stan, nic Ci nie będzie! Trzymaj się brachu!

Słowa wydały mu się takie puste… Nie miał racji. Stan umierał, ale był świadomy rozpaczy przyjaciela. Próbował podnieść rękę, by także go objąć, jednak nie miał ku temu sił. Chciał go pocieszyć… ale wiedział, że to już koniec definitywny. Drżącym głosem powiedział:

– Wi… wierzę. We wsz…sz…ystko wierzę. – głos mu się uspokoił i nawet się uśmiechnął. – Pozdrowię od Ciebie Boga, albo szatana, zależy skąd mnie wypierdolą najpierw. Ale skończ lepiej już z tą trawką, bo jeszcze za szybko się zobaczymy. Przekaż pozdrowienia CoB’iemu!

Robin poczuł, jak ciało jego przyjaciela staje się bezwładne w jego rękach. Jeszcze długo go tulił łkając. Badacze, udając, że wszystko spisują, przełykali łzy wzruszenia i gniewu, po czym całą trójką wyszli z namiotu.

Po rozpaczy przyszedł gniew.

– Stan pomszczę Ciebie! Przyrzekam! Przyrzekam na naszą przyjaźń! Dopadnę tych skurwieli, którzy Ci to zrobili i…

Po tym wybuchu złości, nastąpił kolejny wybuch – płaczu.

Następnego ranka CoB, który już o wszystkim się dowiedział, wraz z Robinem, obaj w złych humorach, wyruszyli na poszukiwanie sekty. Mieli ją tylko rozpoznać, lecz obaj pragnęli zemsty. Wieczorem przy postoju CoB wyciągnął dziennik Stana i zaczął go kartkować…

23 VII 2034

Dzień przeszedł spokojnie. Nic godnego uwagi nie napotkałem, ale nie ma się co dziwić – tak daleko na południu naprawdę ciężko trafić na zwiadowców. Wieczorem poruszałem się już po górzystym terenie, to chyba były już Góry Skaliste.

Późnym wieczorem na drodze spotkałem obwoźnego handlarza. Zdziwiło mnie, że mężczyzna podróżuje sam przed zmrokiem. Skoro już go spotkałem, zakupiłem trochę amunicji. Przy transakcji, wydawało mi się, że handlarz za wszelką cenę chce opchnąć swój towar.

Próbowałem się dowiedzieć, dlaczego mu się tak spieszy i dzięki temu dowiedziałem się, że kawałek dalej na zachód stąd leży mieścina, w której widziano roboty.

Informacja ta mnie bardzo zadziwiła i spodziewałem się po prostu jakiegoś gangu, który zdobył trochę sprzętu i wykorzystuje go do straszenia mieszkańców. Musiałem to zbadać. Zaryzykowałem i już w nocy wyruszyłem, by odnaleźć to miejsce. Wiadomo, taka moja praca.

24 VII 2034

Dotarłem do mieściny. Zbudowali ją zaprawieni w boju ludzie, chyba z dwanaście rodzin. Przyjęli mnie gościnnie. Opowiedziałem im coś o północy i o froncie, wypytałem o maszyny. Dowiedziałem się, że znaleziono w okolicy miasta dziwną maszynę, która w ogóle nie działała. Oczywiście pokazano mi ją także. Była dość prosta w konstrukcji – za prosta! Wyglądała jak szczęki, jednak pierwszy rzut oka przekonał mnie, że maszynka ta jest bardziej niebezpieczna. Miała jeden kolec oraz zbiornik, w którym zostały jeszcze resztki jakiejś czarnej cieczy. Nie byłem pewien co to, musiałem przeprowadzić badania. W międzyczasie część mieszkańców udała się na poszukiwanie maszynek tego typu wokół mieściny z wykrywaczami metalu.

25 VII 2034

Nadal pracuję nad rozpracowaniem tej substancji. Mieszkańcy jeszcze nie powrócili. Za to dowiedziałem się czegoś nowego o maszynce – jest bardzo prosta do złożenia. To zła wiadomość.

26 VII 2034

Część mieszkańców powróciła. Nic nie znaleźli. Za to ja odkryłem już czym jest ta substancja – to jakiś nowy rodzaj silnie działającego narkotyku. Trochę go spróbowałem, kiedy nic mi nie dała analiza i tym sposobem odleciałem. Skutki uboczne: brak.

27 VII 2034

Pozostali mieszkańcy nadal nie wracają. Sprawdzam stopień zaawansowania programu.

28 VII 2034

Program zawiera kilka błędów, czego nie spodziewałbym się po maszynach molocha. To dobrze. Oprócz normalnych ograniczeń, jakie posiadają szczęki, te roboty dodatkowo, mogą atakować kamienie, jak są zbyt nagrzane. Mieszkańcy nie wracają.

29 VII 2034

Tej nocy wrócili mieszkańcy. Mieli ze sobą dwie sztuki tych robotów, poza tym przynieśli jednego rannego. Widać było nakłucia, gość był nieźle naćpany. Jednak, z tego co się dowiedziałem był bardzo podatny na rozkazy z zewnątrz, przez co nikt nie musiał go nieść, a on się słuchał jak otępiały baranek.

31 VII 2034

Ostatnia grupa nie wracała już za długo. Zacząłem budować wraz z pozostałymi mieszkańcami barykady.

03 VIII 2034

Wrócili ostatni mieszkańcy. Byli dziwnie otępiali, coś mi nie pasowało w ich zachowaniu. Zaraz powiedzieli, że zagrożenia nie ma i rozebrali umocnienia, mimo moich zakazów. Mnie pobili.

W nocy leżąc związany usłyszałem hałas i rżenie koni. Później huk wystrzałów strzelb, a na koniec krzyki ludzi.

Do namiotu, który mi przydzielono wszedł jakiś żołnierz, pochylił się nade mną i uderzył mnie w skroń.

06 VIII 2034

Obudziłem się w jakimś bunkrze? Sam nie byłem pewien gdzie jestem. Jednak nie byłem sam – oprócz mnie leżeli tu powiązani mężczyźni z wioski. Z ich relacji wynikało, że jesteśmy tu już 3 dni i codziennie przychodzi nas doglądać felczer oraz kobiety z wioski, które przynoszą jedzenie. Dowiedziałem się także, o zgrozo, że wszystkie dzieci i starców zabito w czasie bitwy. Ocaleli tylko zdrowi i silni. Dzień spędziłem nad rozmyślaniem co to za organizacja. Smród był niemiłosierny, nie mogliśmy iść się załatwić.

10 VIII 2034

Jacyś zakapturzeni goście wnieśli nam wojskowe ciuchy w moro. Kazali się przebierać. Przysłali kobiety, by uwolniły nas z kajdanek. Kiedy wszyscy się przebraliśmy (z ulgą zdjąłem brudne i śmierdzące ciuchy), drzwi tego pomieszczenia rozsunęły się. Miałem rację byliśmy w bunkrze. Kiedy wszyscy już wyszliśmy, przed nami był cały kompleks bunkrów w jakimś kanionie. Sprowadzony nas ścieżką w dół, na jego dno. Widziałem wielu żołnierzy, którzy trenowali tam strzały, walkę wręcz i skradanie. Wszyscy byli osłonięci chustami. Wszyscy zachowywali się jak zombie. Przyszedł jakiś zakapturzony człowiek – chyba kapłan, bo miał naszywkę krzyża na tle biohazard. Powiedział:

– Teraz służycie w imię Apokalipsy. Zostaliście wybrani – to zaszczyt.

Nie wiem co mi było, ale mu przyklaskiwałem. I nie tylko ja, ale także wszyscy pojmani mieszkańcy. Po prostu w jakiś sposób wiedziałem, że on ma rację. Później czekały nas forsowne ćwiczenia. I trenowaliśmy wszystko, od strzelania, przez skradanie, po walkę wręcz.

13 VIII 2034

Minęło pięć dni od pierwszego spotkania z zakapturzonym człowiekiem. Codziennie trenowaliśmy. Zauważyłem, że ludzie nie chorowali, ja także, coś wstrzymywało rozwój wszystkich chorób! To musiało znajdować się w posiłku.

15 VIII 2034

Żeby się przekonać, czy to na co wpadłem jest prawdą nie jadłem przez dwa dni. Teraz już wiem, że w jedzeniu musi być ten sam narkotyk, który był w tych robotach – sprawiał, że słuchamy się rozkazów jak roboty, musiał coś blokować w umyśle. Dzisiaj na ćwiczeniach widziałem i poczułem co się z nami dzieje. Dlaczego wcześniej nie zauważyłem, że biją nas batami? Kiedy rozglądnąłem się po kotlinie zauważyłem, że można stąd uciec tylko przez jedno wąskie przejście. Zapewne było cały czas chronione, a sądząc po ilości bunkrów nie brakowało strażników.

16 VIII 2034

Dalej nie ruszam tego żarcia. Czuję jak mnie skręca, na szczęście woda nie jest chyba podtruta. Kilku wojowników zabrano z naszego oddziału. Gdzie, tego nie wiem. Wzięli tych, którzy najlepiej się skradali.

17 VIII 2034

Musiałem zjeść. Wybrałem tylko suche jabłka, nie wiem skąd je wzięli. Kapłan (?) pytał mnie o elektronikę. Na wszystkie pytania mu odpowiedziałem. Widać, jabłka też były podtrute.

21 VIII 2034

Wrócili wojownicy. Z ich relacji wynika, że zakradli się do jakiejś wioski 60 mil na zachód stąd i zatruli wodę pałeczkami coli. Kazał im to jeden z najwyższych kapłanów – z ich opowieści wynikało, że jest ich czterech.

Wieczorem zostałem wyniesiony ze swego „mieszkanka” i trafiłem do małej fabryczki w skale. Produkowano tam roboty. Co najdziwniejsze skądś czerpali prąd i to w takich ilościach, że musieli mieć elektrownię. Przyszedł ten dziwny kapłan i pokazał mi roboty. Kazał je składać.

26 VIII 2034

Co dwa dni jem, choć już czuję, że jestem uzależniony. Bardzo szybko tracę siły, jeśli nie spożywam tego narkotyku. Z tego co się dowiedziałem trafiłem do jakiejś sekty, która działa na podstawie chorej interpretacji Biblii. Ci u góry, twierdzą, że są jakimiś wojownikami apokalipsy, czy coś w tym stylu.

01 IX 2034

Odkryłem drogę ucieczki. Mogę przejść rurami, i zapewne dostanę się gdzieś do elektrowni.

05 IX 2034

Przez dwa dni żarłem jak świnia, później musiałem zrobić sobie dzień głodówki, by narkotyk przestał działać. i spakowałem trochę wody. Cichcem wczołgałem się do rury – inni robotnicy byli tak zajęci wykonywaniem rozkazów, że nawet tego nie zauważyli. Czołgałem się chyba dwie godziny i błądziłem korytarzami wzdłuż przewodów bardzo wysokiego napięcia. W pewnym momencie usłyszałem rozmowę. Przystanąłem. Wszystko spisałem:

Głos 1 – Słudzy Boży! Losujemy, dla kogo przypada ta mieścina.
Głos 2 – Zgadzam się!
Głos 3 i 4 – My także!
Głos 2 – Wygrałem – teraz sprowadzę nowych wojowników. Musimy zasiać niezgodę między ludzkością!
Głos 3 – Ja nie mam nic przeciwko. W tym miesiącu zdążyłem skazić trzy miasta.
Głos 1 – Ja także. Napuściłem w tym miesiącu już tyle szczurów! Ci ludzie pewnie pomarli już z głodu. Co za głupota, trzymać ziarno w spichrzu.
Głos 4 – Ale mi się to nie podoba. Dawno, ale to już dawno nikogo nie zabiliśmy. Może powinniśmy wyruszyć na małą wyprawę wojenną?
Głos 2 – Bóg pokazał nam losami co mamy zrobić… Teraz trzeba tylko przygotować wojowników do wyjścia.

Dalszej części rozmowy nie byłem już w stanie słuchać. To musiała być jakaś chora sekta, jeżeli jej przywódcom zależało na wytępieniu ludzkości. Mało jeszcze mamy Molocha i mutantów? Pełen niepokoju wyruszyłem dalej. W końcu wydostałem się w elektrowni, chyba z 10 mil dalej od tego miejsca. Musiałem złożyć raport na Posterunek, więc natychmiast wyruszyłem na północ.

07 IX 2034

W nocy nie umiałem spać i tak było od kiedy uciekłem. Wciąż miałem koszmary o czterech jeźdźcach… To chyba głód. Bo czułem jakby moje ciało coś spalało od wewnątrz.

09 IX 2034

Nie mam już sił dalej wędrować. Muszę coś wziąć.

10 IX 2034

Błąkam się jak szalony. Chyba oślepłem.

15 IX 2034

Myślałem, że już umarłem. Znalazł mnie jakiś Indianiec. Albo i nie. Ktoś lub coś mi pomagało iść dalej.

17 IX 2034

Nie jestem w stanie iść. Dyktuję to temu Indianinowi. Dam mu dziennik i możliwe namiary Posterunku. Musi ich odnaleźć.

CZĘŚĆ DLA MG

Nowy narkotyk – Mapp

Wygląd: Ciemna, gęsta substancja – bezwonna i bez smaku. Ewentualnie szary proszek o konsystencji mąki.

Wytwarzanie: Cały proces jeszcze nieznany. Jeden ze składników jest na pewno pochodzenia roślinnego. Możliwe, że pochodzi z neodżungli.

Działanie: Osoba, która spożyje dawkę tego narkotyku przez k20 godzin jest pod jego działaniem. Staje się podatna na wszystkie zewnętrzne rozkazy, nieważne czyje i otrzymuje premię – 10% do wszystkich testów. Przy tym następuje blokada wszystkich uczuć wyższych.

Po haju nie ma żadnych skutków ubocznych, osoba naćpana nie pamięta tylko co się działo, lub pamięta fragmentarycznie.

Mepp jest silnie uzależniający – po każdej dawce test niezłomności wzrasta o 15%. Jeśli osoba uzależniona nie spożywa narkotyku przez 3 dni, zdaje bardzo trudny test budowy. Każdy nieudany test powoduje karę +10% do wszystkich testów. Kary się sumują i pozostają aktywne przez 1 miesiąc. Jeśli osiągną 200% (u dobrych MG 250%) postać umiera z wycieńczenia. Jeśli w tym czasie zażyje narkotyk wszystkie kary cofają się o -15% dziennie. Jeśli gość przez miesiąc nie zażył prochów i jeszcze żyje, może zostać uznany za zdrowego. Teraz codziennie jego utrudnienia będą maleć o -10%.

Nowy robot – Strzykwa

Te maszyny działają na takiej samej zasadzie jak Szczęki. Ukrywają się pod piaskiem, po czym atakują. Jeżeli podłoże jest skalne są malowane farbą umożliwiającą maskowanie.

Nie są dziełem Molocha, jednak korzystają z programu napisanego przez niego. W budowie także występują małe różnice. Strzykwy zamiast szczęk mają zbiorniki, a od nich odprowadzane igły, którymi wstrzykują ofierze truciznę. Poza tym nie posiadają baterii słonecznych a jedynie zwykłe akumulatory, które rozładowują się już po 6 skokach.

Strzykwy nigdy nie są pojedynczo. Jeźdźcy Apokalipsy wykorzystują je albo do osłabienia ludzi za pomocą narkotyku, albo do zakażania ciężkimi chorobami.

REGUŁY:

Agresja: 18
Pierwsze spotkanie: bez testu
Ruch: 5m / segment (tylko skok lub zakopanie się)
Trafienie: Mały cel +80%, za ruch +60%
Słaby punkt: brak
Zręczność: 8
Percepcja: 6
Spryt: 12
Zaawansowanie programu: 1

Akcje:
Akcja za 1 sukces: skok i atak kolcem (draśnięcie)
Akcja za 2 sukcesy: skok i atak kolcem (draśniecie + wstrzyknięcie jadu)
Akcja za 2 segmenty: zakopanie się

Po wykonaniu skoku robot musi odczekać jedną turę nic nie robiąc.

Tryb berserkera: TAK
Wytrzymałość: 1 rana lekka
Redukcja ran: NIE
Pancerz: Redukcja 1
Ucieczka: Po 6 skokach zakopuje się (limit energii)
Kondycja: 20
Manewry: NIE

Zasadzka: Aby spróbować dostrzec robota wcześniej, zanim wejdzie się w zasięg jego ataku, należy wykonać otwarty test Wypatrywania. Przy mniej niż 3PS: Bohater nic nie zauważy, przy 3-5PS: odkryje go z odległości ok. 6m, przy 6-7PS z odległości ok. 10m, przy 8-9PS z 15m, przy większej il. PS z odległości 20m. W przeciwnym wypadku Strzykwa atakuje z zasadzki.

Zatrucie: Po udanym ataku strzykwy za 2 sukcesy ofiara zdaje trudny test budowy. Jeśli go nie zda, do jej krwiobiegu trafia narkotyk (Mapp) lub trucizna (np. zostaje skażony wirusem grypy).

Słabe punkty:
– Przy wysokich lub niskich temperaturach Strzykwa może nie wykryć celu.
– Istnieje szansa, że Strzykwa zareaguje na gorący obiekt, nie będący żywą istotą.
– Istnieje szansa, że igła uległa zniszczeniu pod wpływem piasku.
– Strzykwy, kiedy wyczerpią już całkowicie energię, wysyłają jednostajne sygnały, które pozwalają je zlokalizować.

Nowa sekta – Jeźdźcy Apokalipsy

Już zapewne nie raz słyszałeś i nie dwa razy widziałeś jakieś kulty psychopatów, których teraz w cholerę i jeszcze trochę… Z tych kultów i sekt większość opiera swoje prawa i nakazy na Apokalipsie św. Jana. Zwykle to niegroźni idioci lub psychopaci wielbiący Molocha i kochający mutki. Zwykle…

Ale nie w tym przypadku. Ci debile – Jeźdźcy Apokalipsy – posunęli się w wierzeniach jeszcze dalej niż inne świry sekciarskie. Uważają się oni (a dokładnie ich przywódcy) za zapowiadaną w Apokalipsie „Bożą Kawalerię”, która miała rozwalić ludzkość. I do cholery, żeby tylko Ci pojebani przywódcy we czwórkę czyścili ten świat, ktoś by ich szybko udupił. Ale zasrańcy utworzyli coś na wzór obozu wojskowego i jest ich 400! Każdy z dowódców uważa się za jednego z jeźdźców.

Pierwszy odpowiada za głód. Ten skurwiel, wraz ze swoją spec grupą albo niszczą ludziom spichlerze, albo napuszczają jakieś szkodniki – na dodatek te pierdolone szczury! Drugi poluje wraz ze swoimi żołnierzami na świeżą krew do sekty. Używa w tym celu narkotycznych specyfików i Strzykw, które wprowadzają te narkotyki w ludzi. Widziałeś kiedyś 10m x 10m, które sunie w twoją stronę z jednym celem – by wstrzyknąć Ci narkotyk? Trzeci niszczy już ludzi w bardziej wyrafinowany sposób. Prowadzi akcje dywersyjne, w których tworzy ogniska epidemii. Skurwiel nie ma co. Czwarty to już kurwa totalna. Wpada ze swoim oddziałem, rzezi i nie pozostawia nikogo żywego…

Nie wiadomo gdzie się chronią. Nie wiadomo jak wybierają kolejne cele. Nie wiadomo nic o przywódcach. Czy to mutanci, czy ludzie? Nie wiadomo jak uzyskali narkotyk Mapp. Tak naprawdę wiadomo tylko jedno – są cholernie niebezpieczni. Aha i jeszcze jedno – to skurwysyny.

Nazwa: Jeźdźcy Apokalipsy
Przywódcy: (wiadomo tylko, że jest ich 4)
Miejsce:
Liczba członków: ok. 400
Uzbrojenie: Dobre
Wyposażenie: Dobre
Wstęp: Sami wybierają
Sława: 1 (nie chcą być znani, nie pozostawiają śladów)

Autor: Children of Blooms
tekst pierwotnie opublikowany w ezinie Tawerna RPG (nr 77)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.