Bracia Gorki

Major Cliff Brown z niepokojem patrzył na północ. Nie było widać Molocha, ale Cliff wiedział, że on tam jest. Dzień chylił się ku zachodowi. On i jego oddział bronili małego miasteczka na przedpolu Molocha. Cliff nie pamiętał nawet jego nazwy. Ale nie nazwa była ważna, tylko fabryka znajdująca się w miasteczku. Co mogli, to rozmontowali. Major nie miał jednak zamiaru oddać Molochowi reszty. Wiedział, że to będzie trudne. Bestia nadejdzie pewnie tej nocy. pomyślał i odwrócił się do podwładnych:

– Chłopcy, spodziewamy się dzisiaj gościa, więc nie pić, nie ćpać, wyczyścić broń i pobrać amunicję. I ruszać się, do cholery! – ryknął, widząc jak żołnierze niechętnie wykonują jego polecenia. Żołnierze. To słowo dumnie brzmi. Wcale nie pasuje do tej bandy ćpunów i żebraków. Na dodatek to, co niedbale trzymają w dłoniach nie zasługuje na miano broni.

Od tych smutnych rozmyślań oderwał go warkot silników. Odwrócił się i ujrzał zbliżające się w tumanie kurzu pojazdy. Jednym był jasnoniebieski minibus, a drugim potężna ciężarówka z paką zasłoniętą zielonym brezentem.

Gdy samochody się zatrzymały, z minibusa wysiadł szczupły, chudy blondas. Miał na nosie okulary, a ubrany był w zużyty i zabrudzony niebieski kombinezon. Ruszył w stronę Cliffa. Gdy się spotkali, blondas z uśmiechem podał majorowi dłoń, po czym przemówił z wyraźnym, rosyjskim akcentem.

– Zdrastwuj Majorze. Czy się stęskniłeś za nami? – zagaił, następnie zawołał do żołnierzy – się macie, sołdaty!

Major odpowiedział z zadowoleniem.

– Tak , Borys, stęskniłem się za wami. Ciężko było się bez was utrzymać. A dziś – popatrzył z niepokojem na północ – będziecie nam chyba szczególnie potrzebni.

– Da, majorze. Ale nadal „co rozwalę, to moje”? – upewnił się.

– Tak, tak, nasza umowa ciągle obowiązuje – pospieszył z odpowiedzią Cliff. Nie chciał stracić tak dobrych zabójców maszyn, jakimi byli Bracia Gorki.

– Jesteście głodni? Spragnieni?

– Nie, musimy się przygotować – po czym zagwizdał na palcach.

Z ciężarówki wysiedli dwaj mężczyźni. Jednym był wysoki, wąsaty brunet w ciemnych okularach przeciwsłonecznych, odziany w szary płaszcz. Na nogach miał ciężkie buty żołnierskie, a przez ramie przewieszony profesjonalny futerał na karabin wyborowy. Drugim człowiekiem był młody chłopak w połatanych dżinsach i granatowej bluzie z kapturem. Podczas gdy pierwszy oparł się o minibusa i pociągnął z piersiówki, chłopak ruszył w stronę Borysa i majora. Gdy się zbliżył, natychmiast otrzymał rozkaz od Borysa.

– Rozmieść kamery, Jurij. Tylko się pospiesz. Aha, powiedz Igorowi żeby znalazł sobie miejsce, bo potem może nie być na to czasu.

Chłopak bez słowa odwrócił się i pospieszył wykonywać rozkazy. Gdy mijał bruneta, mruknął mu coś i zniknął za minibusem. Brunet leniwie przeciągnął się, wyciągnął z wozu koc i ruszył w stronę umocnień.

Cliff patrzył przez chwilę jak szuka sobie miejsca wśród żołnierzy.

– Dobra. Przygotujcie się, a jak będziecie mieli jakieś pytania, to będę w tamtych okopach – pokazał ręką stanowisko obronne, po czym oddalił się.

– Taa… – mruknął Borys i zapalił papierosa. – Szykują się dziś niezłe zbiory.

Zaczyna się pomyślał Igor. Na horyzoncie zaroiło się od mobsprzętu. Mimo, że było ciemno, widział doskonale dzięki noktowizorowi. Włożył do ucha bezprzewodową słuchawkę. Kosztowne cacko, ale dzięki niemu miał kontakt z Jurijem. Usłyszał szum w słuchawce, a potem głos brata.

– Igor, słyszysz mnie? – zapytał Jurij.

– Da. Głośno i wyraźnie – odpowiedział.

– Dobra. Przygotuj się. Na początek ten z podwójnym galtingiem na jedenastej. Widzisz?

– Da.

– Celuj w złączenie z korpusem. Powodzenia, bracie.

Karabiny maszynowe na podwoziach zaopatrzonych w koła lub gąsienice już niedługo będą w zasięgu. Jeszcze dwieście metrów… sto pięćdziesiąt… Igor odbezpieczył Dragunowa… sto… czterdzieści… dwadzieścia… namierzył już maszynę, o której mówił Jurij… dziesięć… JUŻ!

– Czas na żniwa – mruknął do siebie i pociągnął za spust.

Cztery godziny później było po wszystkim.

Cliff odzyskał przytomność. Leżał na ziemi, a skroń przeszywał mu okropny ból. Pomacał rękami swoją głowę. Gdy przejechał ręką po skroni, zobaczył na niej krew. Najwidoczniej pocisk zranił go w głowę, ale nie naruszył czaszki. Dlatego przeżył, ale stracił przytomność. Podniósł się na nogi. Zachwiał się, ale ustał. przycisnął rękę do skroni. Więc nie jest ze mną tak źle. pomyślał. Rozejrzał się dookoła.

Świtało. Po miasteczku i fabryce zostały zgliszcza. Dym unosił się nad pobojowiskiem. Wszędzie leżało pełno złomu i ludzkich trupów. Kilkunastu ludzi uwijało się po polu bitwy, szukając żywych.

Ale przynajmniej nie oddaliśmy Mu fabryki. pomyślał Cliff. Zawołał najbliższego człowieka. Gdy ten się zbliżył, Cliff rozpoznał Billa, sanitariusza.

– Tak się cieszę, że żyjesz, Bill – uśmiechnął się.

– Ja też, majorze. Ale nie wszystkim się udało – Bill popatrzył na kilkanaście nieruchomych ciał ułożonych rzędem pod jedyną ocalałą ścianą, która jeszcze wczoraj była południową ścianą poczty. Żołnierze co chwilę przynosili kolejnych. Obejrzał ranę majora.

– Ale teraz muszę jakoś pana połatać. Ma pan szczęście, że kula nie ruszyła czaszki. Niech się pan przez chwilę nie rusza.

Cliff usiadł na kamieniu i posłusznie poczekał, aż sanitariusz założył mu opatrunek, po czym zapytał.

– Co z Johnem?

– Nie żyje.

– A Robert?

– Niestety. – Bill pokręcił głową.

– Bobby, Carl, Luke?

– Bobby’ego próbowaliśmy ratować, ale nie daliśmy rady. Luke jest ranny, ale wyliże się. Carl nawet się nie zadrapał. Nie wiem jak on to robi.

Cliff zmarkotniał. Aż tylu? pomyślał. Byli tacy młodzi, tacy młodzi… choć takie ćpuny, ale jednak lubiłem ich. Bill zauważył pojedynczą łzę kręcącą się w oku dowódcy.

– Niech się pan nie martwi. Przecież ryzyko było wliczone w tę imprezę. A poza tym przeżyła ponad połowa chłopaków. Rudy, Albert, Max, Marcus, Lodziarz i reszta. I wie pan co? Kiedy Moloch znowu zawita w nasze strony, złoimy mu dupsko jak mało kto! – pocieszał, a jego słowa podniosły Cliffa na duchu. Otarł ukradkiem łzę i wstał.

– A co z Gorkimi?

Bill otarł rękawem czoło i odparł:

– Już coś majstrują przy tym dużym robocie. Przepraszam, szefie, ale mam jeszcze trochę roboty, więc jeśli nie ma pan…

– Tak, tak idź – odpowiedział Cliff i ruszył w stronę, którą wskazał mu Bill.

Bracia Gorki już się uwijali wokół wyjątkowo dużej maszyny. Była uzbrojona w dwa wielkie ostrza w kształcie piły. Były osadzone na kulistym korpusie, który wspierał się na sześciu pajęczych nogach. Cliff przypomniał sobie tę maszynę. Ona zabiła Reya i Długiego, a z Mickeya zrobiła puzzle. Zginęłoby jeszcze więcej ludzi, gdyby Igor jej nie unieszkodliwił. Zrobił to tuż przed tym, gdy Cliff stracił przytomność.

Obok pracujących Gorkich stał może dwunastoletni chłopiec. To był Alex, wychowanek Cliffa. Kilka lat temu znalazł Alexa na zniszczonym folwarku, teraz już wchłoniętym przez Molocha, i wziął ze sobą. Chłopiec musiał oczywiście zapracować na swoje utrzymanie: czyścił broń, przynosił wodę żołnierzom.

Gdy Cliff podszedł bliżej, zauważył, że Alex uważnie przyglądał się pracy Gorkich. Major przystanął kilka metrów za chłopcem i przysłuchiwał się jego rozmowie z Jurijem, który co chwila zawzięcie stukał palcami w klawiaturę i z napięciem patrzył w monitor.

– Po co wam to? – zapytał Alex.

Zapytany młodzieniec odwrócił się od ekranu laptopa, przy którym pracował i z roztargnionym uśmiechem odpowiedział chłopcu. Zerkał jednak co chwilę w stronę Igora, który męczył się z jedną z nóg robota.

– Rozkręcimy na części, zawieziemy do Vegas, skręcimy, naprawimy, zmienimy oprogramowanie i sprzedamy – nagle krzyknął do starszego brata, widząc jego wysiłki. – Igor, spróbuj przy tamtej śrubie, nie przy tej!

– A za ile? – zapytał znów chłopiec.

– Co „za ile”? – Jurij rozdzielał swoją uwagę na chłopca i na Igora, który wziął do ręki klucz francuski, podwinął rękawy i uśmiechał się złośliwie do niepokornego elementu robota.

– Za ile sprzedacie tego robota? – Alex był nieustępliwy.

– Aaa, robota… Igor, nie rób tego! – Jurij rzucił się powstrzymać Igora, który walił kluczem francuskim w nogę robota, sypiąc przy tym najbardziej wymyślnymi przekleństwami, jakie znał.

Alex usiadł zrezygnowany na najbliższym kamieniu i patrzył na szamoczących się braci. Może z działającymi robotami nieźle sobie radzi, ale przeciwko zepsutym jest beznadziejny pomyślał na widok Igora. Igor Właśnie uwolnił się z uścisku młodszego brata i z całej siły kopnął w robota, po czym zaczął komicznie skakać na lewej nodze, masując prawą stopę i przeklinając coraz głośniej.

Dopiero teraz Alex zobaczył Borysa, który przedtem zaśmiewał się z starszego brata, siedząc na kamieniu obok niego, równocześnie pracując nad jakąś częścią, teraz wyminął obydwu szamoczących się i podszedł do chłopca.

– Jak się masz, Alex? – zapytał, nie zwracając uwagi na braci, którzy właśnie przetoczyli się między nim a chłopcem.

– Dobrze, panie Gorki. Chciałem zapytać ile wart jest taki robot? – zapytał zadowolony, że wreszcie ktoś się nim zainteresował.

– Różnie. Za tego spodziewam się, że dostaniemy około 1200 gambli, nie mniej. A teraz zmykaj. – powiedział Borys na widok Cliffa i poklepał Alexa po głowie.

Kiedy chłopiec pobiegł w stronę ruin, Cliff podszedł do Borysa i zagadnął:

– Udany połów, co?

– Tak. jak tylko go rozkręcimy, zabieramy się stąd – odparł Borys, zapalając papierosa. – Chcesz, jednego? Przedwojenne – zaproponował, wyciągając paczkę w stronę majora. – Prawdziwy rarytas.

– Chętnie – odpowiedział Cliff, wyciągając rękę i biorąc papierosy.

Przez chwilę palili w ciszy, przyglądając się, jak Igor i Jurij otrzepują się z kurzu, i jakby nic się nie stało, wracają do pracy.

Wreszcie odezwał się Cliff.

– Ile zabawicie w Vegas?

Borys wyrwał się z zadumy.

– Ze dwa miesiące. Potem spodziewaj się nas znowu.

Za dwa miesiące może mnie już tu nie być. pomyślał major, spoglądając na leżące niedaleko zwłoki swoich podwładnych.

– Dobra. Idę do swoich ludzi. Jakby coś się działo, wiesz gdzie mnie szukać – chciał oddać paczkę, ale Borys jej nie przyjął.

– Zatrzymaj je. W Vegas będę miał tego potąd – przejechał ręką ponad swoją głowę.- Jak tylko go rozkręcimy, pojedziemy.

– Ta… to na razie – uścisnęli sobie dłonie, po czym Cliff ruszył w stronę ruin, a Borys wrócił do pracy.

Blondas w niebieskim kombinezonie mechanika siedział od dłuższej chwili przy barze, popijał piwo i próbował poderwać laskę siedzącą obok. Był nadziany. Dał barmanowi duży napiwek. Czujne oko Ralpha zauważyło to bez trudu. Obserwował tego kolesia od pół godziny i zastanawiał się, jakby go oskubać. Rozejrzał się. W zajeździe było mało ludzi. Blondas, laska którą podrywał, paru wsioków popijających piwo i rżnących w karty, pijak przy butelce denaturatu i barman. Jakiś wąsacz w szarym płaszczu i dzieciak w granatowej bluzie siedzieli przy odległym stoliku. Idealna okazja. Nikt by mu nie przeszkodził. Ralph powoli wstał od stolika i podszedł do celu. Przysiadł się do blondasa, dyskretnie przystawił mu do boku swoją 38-kę i szepnął:

– Dawaj kasę, jeśli chcesz żyć.

Ten spokojnie obrócił głowę w stronę Ralpha i szepnął z groźbą w głosie:

– Błagaj o litość to jeszcze pożyjesz.

Ralph wybuchnął śmiechem. Nagle śmiech uwiązł mu w gardle gdy poczuł dwie lufy na karku. Z tyłu usłyszał zachrypnięty głos:

– Wsjo haraszo, Borys?

Blondas w kombinezonie odparł:

– Da, Igor – po czym zwrócił się do Ralpha. – Oddaj grzecznie tą pukawkę i spadaj, albo ci dwaj mili panowie za tobą rozmienią cię na drobne.

Ralph dopiero teraz zrozumiał ogrom swojej pomyłki. Słyszał, że bracia Gorki przyjechali do Vegas, ale nie miał pojęcia że blondas to jeden z nich! Dwóch pozostałych znajdowało się pewnie za nim, po tych lepszych stronach luf, które dotykały jego głowy. Posłusznie położył na ladzie 38’kę, i powoli wstał, nadal czując zimny metal na karku. Widział, jak blondas wysypuje z nich pociski i chowa do kieszeni, równocześnie mówiąc do niego:

– Widzisz, kolego, mam dziś dobry humor więc cię nie zabijemy. Powiem więcej: oddam ci tę pukawkę, którą teraz i tak nie zrobisz nikomu krzywdy. A zwłaszcza sobie – to mówiąc, oddał Ralphowi pistolet i gdy ten odwrócił się by wyjść, dał mu kopa na dowidzenia.

Ralph zatoczył się od kopniaka i pobiegł w stronę wyjścia. Kurde! Ale pech! Skądś znał tego wąsacza, ale dopiero teraz wpadł na to, skąd. W lecie na Big Arena widział go w loży honorowej, obok samego von Diesla, sławnego organizatora walk gladiatorów. Wtedy po raz pierwszy wystąpił „Kursk”.

Przy drzwiach zatrzymał się i ukradkiem popatrzył w stronę baru. Zobaczył jak trzej mężczyźni siedzą przy barze i spokojne popijają piwo. Usłyszał ich rozmowę:

– Skąd wiedziałeś, że ten dzieciak to zrobi? – zapytał blondas wielkiego wąsacza siedzącego obok i ze złością płacił za piwo dla siedzącego obok chłopaka.

– A ty się tak nie ciesz! Gdyby nie ten głupi zakład nigdy bym ci nie dał się napić! – mruknął do niego, patrząc jak zatacza się ze śmiechu.

– Od pierwszyj chwilji ja wiedział. Źlje mu ze ślepi patrzało – odparł wąsaty. – Tacyj kak on to ja znam. Alje co? jeścio tu jesteś! – huknął na widok Ralpha. – Won! do budy! – i już wyciągał broń.

Ale Ralpha już tam nie było. Wypadł z baru i pobiegł w stronę swojego BMW. Wsiadł do wozu i walnął głową w kierownicę. Cholera! Pomyślał. Ale wstyd! A do tego oni robili sobie zakłady! Pewnie teraz leją ze śmiechu, że zrobili mnie w balona jak jakiegoś debila! Zobaczył Gorkich, kiedy wychodzili z baru. Nie chcąc się z nimi znowu spotkać, zapalił szybko silnik i odjechał.

Statystyki

Igor Gorki

Zabójca maszyn

Bud: 15, Zr: 17, Sp: 9, Per: 11, Char: 15.

Umiejętności: Kondycja 4, Bijatyka 2, Broń maszynowa 3, Wyrzutnie 5, Karabiny 3, Zastraszanie 2, Odporność na ból 4, Niezłomność 3, Przygotowywanie pułapki 3, Łowiectwo 4.

Ekwipunek: Dragunow, karabin maszynowy, nóż, noktowizor, bezprzewodowa słuchawka, maska przeciwgazowa, płaszcz, strój maskujący, ciężki pancerz, granat EMP, krótkofalówka, piersiówka.

Borys Gorki

Monter

Bud: 11, Zr: 14, Sp: 16, Per: 8, Char: 10.

Umiejętności: Prowadzenie ciężarówek 4, Pistolety 2, Leczenie ran 2, Mechanika 5, Elektronika 4, Matematyka 2, Fizyka 2, Komputery 2, Morale 2.

Ekwipunek: Pistolet, lekki pancerz, narzędzia, części zapasowe – mechanika, krótkofalówka, ciężarówka, okulary, noktowizor.

Jurij Gorki

Haker

Bud: 8, Zr: 13, Sp: 17, Per: 10, Char: 12.

Umiejętności: Komputery 6, Elektronika 4, Pistolety 3, Perswazja 3, Otwieranie zamków 3, Morale 3, kradzież kieszonkowa 3.

Ekwipunek: Minibus naładowany komputerami, wojskowy komputer przenośny, krótkofalówka, pistolet(TT-ka), radio, elektroniczny wytrych, części zapasowe – elektronika.

PS: Statystyki można oczywiście zmienić dla potrzeb sesji.

Autor: Gisher
tekst pierwotnie opublikowany w ezinie Tawerna RPG (nr 77)

Dodaj komentarz