Do Europy jeden krok

Właśnie tak, byłam w Europie. Dokładnie dwa dni temu.

Siedziałam w samolocie, na pasie startowym. Spojrzałam w okrągłe okienko i obserwowałam, jak z każdą sekundą ziemia oddalała się coraz bardziej. Tak… Już dawno nie zaznałam tego wspaniałego uczucia bezpiecznego latania. W Nowym Jorku niby też jest lotnisko, ale czy na ziemi, czy w powietrzu, do najbezpieczniejszych raczej nie należy.

Obok mnie siedział całkiem przystojny mężczyzna, jakiś biznesman, ubrany w czarny garnitur. Na kolanach trzymał przenośny komputer i wpatrywał się w niego intensywnie.

– Przepraszam… – zapytałam nieśmiało. – Dokąd leci ten samolot? Zastanawiam się, czy nie wsiadłam do złego…

Podziałało. Oderwał wzrok od ekranu i spojrzał w moim kierunku. Na jego twarzy ujrzałam mocno zaskoczoną minę, ale nie tylko samym pytaniem, ale i jakby wcześniej w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że ktoś obok niego siedzi. Pewnie uznał mnie za mocno roztrzepaną osobę.

– Ostatnim razem jak sprawdzałem, to leciał do Paryża – odpowiedział z uśmiechem. – Ale dla pewności może lepiej kogoś zapytam? – kontynuował żart. Już nawet zaczął podnosić rękę i otwierać usta, żeby zawołać stewardesę, kiedy mu przerwałam.

– Nie, nie, nie trzeba. Wierzę na słowo! – zaśmiałam się, a on powrócił wzrokiem do swojego komputera.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, że prawdopodobnie z jego punktu widzenia wcale nie brzmiało to jak pytanie roztrzepanej kobiety, ale zwyczajna próba nawiązania rozmowy lub nawet flirt. Tylko dlaczego nie podziałało? Spojrzałam na jego dłonie – nie było widać żadnej obrączki. W takim razie albo już kogoś miał, albo po prostu wina leżała po mojej stronie. Fryzura mi się zburzyła, czy co? Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam podręczne lusterko. Może to będzie brzmieć jak odrobina narcyzmu, ale naprawdę wyglądałam świetnie. Odpowiedni tusz, odpowiedni puder, całość ładnie ze sobą współgrała. No i miałam co pokazać pod obcisłą bluzką. Choć wcale nie zależało mi tak bardzo na tym nieznajomym, nie mogłam zrozumieć jego obojętności. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Wyciągnęłam się, wypinając klatkę piersiową do przodu.

– Wreszcie kilka dni odpoczynku. Pan chyba w sprawie jakichś interesów, bo strój raczej niezbyt wakacyjny?

– Ta… – jęknął. – Jakieś zebranie mam jutro, szef mi kazał lecieć.

– No ale to dopiero jutro. Dzisiaj coś w planach?

– Raczej nie, prawdopodobnie położę się od razu spać. Ta zmiana czasu zawsze mnie dobija – nawet zapomniałam, że coś takiego istnieje. Niech no policzę… Jest poranek, do tego kilka godzin lotu. Ten czas to mam dodać czy odjąć? Cholera, nie pamiętam. Facet chyba dostrzegł niepewny wyraz na mojej twarzy. – Coś się stało?

– A nie, nie – podarowałam sobie liczenie godzin. Szybko musiałam wymyślić jakiś temat rozmowy. – A propos, Victoria jestem.

– Andrew – uścisnął moją wyciągniętą dłoń.

– No, Andy, jak już się poznaliśmy, to może po drinku? – zapytałam odważnie.

– Nie, dziękuję, nie powinienem pić…

– Do jutra wytrzeźwiejesz! – przerwałam mu w połowie zdania i zawołałam na stewardesę. – Możemy prosić dwa drinki?

– A co tam, raz się żyje – powiedział sam do siebie i odłożył komputer. Nawet nie wiedział, że w ciągu dnia sens tych słów całkowicie się zmieni. Nie chciałam mu o tym mówić, i tak by nie uwierzył. Nikt nie wierzy. Dlatego nie mówię.

Plan z drinkiem był doskonały. Już po pierwszym rozwiązał mu się trochę język, a po drugim i trzecim był wprost wspaniały do rozmowy. Zawsze podziwiałam to u ludzi, że potrafią z pasją mówić o swoim codziennym życiu, nawet jeżeli nie jest ono usłane różami. Andy mówił trochę o swojej firmie komputerowej, ale zbytnio nie pociągał mnie ten temat. Po kilku przytaknięciach sprawnie zmieniłam temat rozmowy na życie prywatne. Okazało się, że jednak nie ma żadnej dziewczyny czy narzeczonej, głównie dlatego, że brak mu czasu.

Postanowiłam się zabawić, przecież nic mi nie szkodziło. Już nie raz tak robiłam i nie miałam potem żadnych wyrzutów sumienia. Rozpoczęłam prawdziwy flirt i z każdą chwilą Andy coraz bardziej wpadał w moje sidła. Wyraźnie było widać, jak z każdą minutą rozpala się od środka i dociera do niego, że to wcale nie jest zabawa. Kurcze, chłopak naprawdę się napalił, wcale mu się nie dziwię. Po chwili jego ręka zaczęła powoli przesuwać się w moją stronę…

Nagle wstałam. Andy zdębiał, nie wiedział co się dzieję.

– Przepraszam. Muszę coś zrobić – chwilę pojechał za mną wzrokiem, a potem złapał się rękami za głowę. W tym momencie musiał się naprawdę dziwnie czuć.

Tak, to był tylko pretekst. Mój dzisiejszy plan jeszcze nie dobiegł końca. Poczekałam krótką chwilę, wróciłam do siedzenia i, pochyliwszy się, szepnęłam Andy’emu na ucho:

– Czekam w toalecie…

***

Wspólnie czas minął nam szybko… i przyjemnie. Choć podróż trwała kilka godzin, zdawało się, że już po chwili byliśmy na miejscu.

W Paryżu byłam pierwszy raz w życiu i muszę przyznać, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie wiem, jak to określić – zapach Europy był po prostu inny, lepszy. Nie tylko sama atmosfera tak na mnie podziałała. Zabudowa miasta także była ciekawa, jakby z innego świata. Szklane domy, tak mogłabym to określić. Wszystko mieniło się blaskiem, ale bez niepotrzebnego przesytu. Europa – wielu z nas nawet nie wie, gdzie ona leży. Ja tu byłam, jestem, może nie po raz ostatni…

Był już późny wieczór, a my ciągle czuliśmy w sobie alkohol. Nie przeszkodziło nam to wcale w wieczornym spacerze brzegiem rzeki. Nie pamiętam już jej nazwy, zresztą nie było to wtedy dla mnie ważne. Andrew okazał się wspaniałym facetem, szkoda tylko, że nie spotkałam go w prawdziwym świecie. Nawet gdyby przeżył wojnę, zostałby w Europie, na drugim końcu świata. Szkoda…

Wędrowaliśmy rozświetlonymi uliczkami wtuleni w siebie i roześmiani, jak w prawdziwej bajce.

***

Andy poszedł do kuchni zrobić coś do jedzenia. Leżałam w łóżku przykryta tylko lekkim prześcieradłem i zastanawiałam się, kiedy to nastąpi. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na piękny widok za oknem – rozświetlona wieża Eiffla, nad nią wielki księżyc, a dookoła miasto zapadające w ostatni błogi sen. Owinęłam się i wyszłam na balkon. Przeszedł mnie zimny dreszcz, gdy wiatr mocniej zadmuchał. Nic się nie stanie, pomyślałam, przecież się nie rozchoruję.

Czułam, że to już za chwilę. Jeszcze kilka sekund…

Rozległ się nagle okropnie głośny dźwięk syreny alarmowej i po chwili zgasło wszędzie światło. Dziś duża część ludzkości połączy się z teraz dobrze widocznym milionem gwiazd.

Usiadłam na ziemi i łza popłynęła mi po policzku.

Kopciuszek musi odejść…

Victoria Evans

[ramka 1]
Lotnisko to idealny sposób, aby dostać się w niemal każde miejsce na świecie. Trzeba jednak uważać na czas podróży, żeby całej wizji Tornado nie poświęcić na lot samolotem.

[ramka 2]
Paryż przed wojną był znany głównie z dużej i metalowej Wieży Eiffela. Nie mam pojęcia, po co ktoś ją budował, ale wygląda naprawdę fajnie. Ciekawe, czy stoi tam jeszcze i dzisiaj?

[komentarz: C.K.]
Hm… Chyba najwyższy czas, by w podobny sposób odwiedzić kilka miejsc, które zawsze chciałem zobaczyć. Myślę, że zacznę od Sycylii…

2 komentarze

  • 18 września 2014 - 15:55 | Permalink

    Jestem nieczuła, nie wzruszyło mnie. Może dlatego, że od początku było oczywiste, że bohaterka jest naćpana tornadem. Ogólnie jak na postapokaliptyczną narkomankę wydawała się być trochę zbyt zorientowana w dość, hm, szczegółowych zwyczajach. „Zburzyła mi się fryzura”, o, na takie pierdoły zwraca uwagę tylko dość konkretny typ kobiet. Nie oceniam ich, po prostu nie podejrzewam, żeby należała do nich bohaterka tego rodzaju.
    „Usiadłam na ziemi i łza popłynęła mi po policzku.”
    Mój licznik kiczgeigera tyka jak porypany. Poza tym – na pewno na ziemi, nie na podłodze?
    Ale mimo tych wad czyta się całkiem fajnie.

    • Mar_cus
      18 września 2014 - 18:09 | Permalink

      Opowiadanie popełniłem ja i przyznam szczerze, że ciężko pisało się w roli kobiety. W zasadzie uwaga o zburzonej fryzurze jest trafna. No i tak – na podłodze, nie na ziemi :)

  • Dodaj komentarz