Historia przemyśleń teraźniejszych

Dla wielu miast,
Które są dla mnie
Ucieleśnieniem Molocha,
Jego mechanicznym tchem.

Nie wiem, ile osób tak ma, ale ja mam. Chodzi o to, że lubię sobie gdybać, co by było, gdyby coś tam… No a co wy na to, że nagle w waszych miastach buntują się wszelkie komputery? Nie, nie zaczynają wariować, ale współpracować ze sobą jak jakieś wrogie HQ. Skutki tego mogą być totalnie nieprzewidywalne, bo nie wiadomo jaki mogą mieć do nas stosunek. Gdyby były przyjazne, pewno nasze życie stałoby się lepsze, ale nie chce sobie wyobrażać gdyby miały stanąć po drugiej stronie barykady. Męczyłyby się z nami, ale w końcu odpadlibyśmy zapewne, bo jak tu zniszczyć coś, co praktycznie jest niezniszczalne – nie wiesz gdzie to cholerstwo ma słaby punkt, gdzie jest dowódca lub jakiś ważny punkt. Ale skoncentrujmy się na innym scenariuszu Apokalipsy – wybuchu atomówki.

Idziesz sobie ulicą swojego miasta/miasteczka/wsi, podśpiewujesz sobie ulubioną piosenkę, może idziesz na spotkanie z kimś ważnym? A nagle widzisz w oddali błysk. Przerażający błysk. Zakładając, że jesteś zarąbiście daleko, to jakieś szansę przeżycia masz. No, ale znowu załóżmy, że miasto już jest kilka dni po wybuchu. Są zniszczenia, ale nie ma promieniowania. Możesz sobie pochodzić po ruinach. Co widzisz?

Oprócz ruin to chyba nic ciekawego. Ani żywej duszy – czy inny człowiek miałby być dla mnie tylko odległym wspomnieniem? Czy może jest jakiś ruch ludzi, którzy próbują się pozbierać? Zorganizować jakiś rząd czy szkoły, szpital, jakieś wojsko, które pomoże pacyfikować za bardzo rozbestwionych. A jak zginęli twoi najbliżsi? Ja chyba zacząłbym szukać kolegów, z którymi mógłbym coś zdziałać. Razem żyłoby się łatwiej i w ogóle już prehistoryczni odkryli, że w grupie raźniej.

Wiecie, trudno jest pisać… Musiałoby się usiąść i pomyśleć, co by zrobić… Dobra, to jakbym już znalazł tych kumpli, to szukalibyśmy reszty, aż zebrałoby się z dwadzieścia osób, może więcej. I co potem? Może jakiś punkt zborny, nie wiem sam. Pewnie musielibyśmy troszkę pogadać, porozmyślać co teraz robić. Ja i tak bym się cieszył, z tych co żyją, i opłakiwałbym tych, co zginęli. I ciekawe za co? Skąd mógłby nadejść ten atak i przez kogo byłby wykonany? Kiedyś słyszałem, że mamy tyle głowic atomowych, żeby wysadzić cały świat dwanaście razy. To o jedenaście za dużo, żeby wyplenić naszą Matkę Ziemię z ludków, zwanych homo sapiens sapiens. Bomba atomowa to broń naprawdę ostateczna, która nigdy nie powinna zostać użyta do takich celów jak wyżej opisane.

Krótkie to, wiem, ale męczące nieźle… Zresztą dziś nerwów nie mam na takie przemyślenia. Może kiedyś spiszę je w dłuższej formie. Na szczęście apokalipsa nam nie grozi…

Chicago, 5 września 2020

Autor: Zioman

Dodaj komentarz