Pocztówka dla Molocha

Z fenomenem The Rocket spotkałem się, zanim właściwie dotarłem do samego miasta i poznałem jego tajemnice. Rzecz w tym, że byłem wówczas blisko wschodniego wybrzeża, a Rocket leży kilkaset kilometrów na wschód od Phoenix. Pewien facet dowiedział się, że mam części do podnośników hydraulicznych, układ scalony i dysk z danymi do systemu namierzania, chociaż założę się o własne futro, że nigdy przenigdy nie powiedziałem o tym nikomu. To miał być mój as z rękawa na czarną godzinę, karta przetargowa, w grze „Życie wiszące na włosku”. Wziął wszystko od ręki, bez żadnego pytania, czy mrugnięcia okiem.

Przebyłem dla ciebie prawie cały kontynent, tak mi powiedział. Podróżował prawie rok dla kilku śrubek i płytki wielkości mojego paznokcia. Dla mnie to niepojęte. Są sytuacje i ludzie, które przerażają człowieka bardziej od mutantów, nocnych podróży i promieniowania. Determinacja i fanatyzm, malujące się na twarzy Moja z The Rocket to doskonały przykład rzeczy, które po wojnie wciąż napawają mnie lękiem.

Mojo po transakcji zamaszystym ruchem wykreślił flamastrem coś na kartce papieru, poskakał w miejscu z radości i prawie przytulił mijającego nas na targu ochroniarza. Do Phoenix chciał wracać tego samego wieczora. W mieście kupił też paliwo, cały worek układów scalonych, kable i inne przedmioty, które miał na liście. Gadał i chodził jak najęty zwracając niepotrzebną uwagę. Kopnąłem go więc z laczka, usadziłem na dupie i zaprowadziłem do mojej siedziby. Tam kazałem mu spokojnie mówić. Odpowiedział na wszystkie nurtujące mnie pytania na temat miasta i naszej dziwnej transakcji. Łowca nawijał przez prawie pół nocy, a ja siedziałem i słuchałem.

Do Rocket wyruszyliśmy zaraz po wschodzie słońca.

The Rocket

Już ze szczytu wzgórza widać, że TR jest pozostałością jakiegoś wojskowego kompleksu W półkolistym, skalnym zagłębieniu błyszczą oczy betonowej budowli, wkomponowanej w ciemny kamień. Do wnętrza góry prowadzą gigantyczne wrota, przez które zmieściłby się samolot. Pomiędzy skalnymi ramionami leży przed wejściem, znajduje się pas startowy i kilka naziemnych, ceglanych budynków, przerobionych na osadę. Jest też krater. Nie sposób o nim nie wspomnieć, bo robi wrażenie. Kilka budynków zostało zamienionych w kilkunastometrowy lej po bombie. Wielka dziura w ziemi przecina w połowie pas startowy. Przyglądając się bliżej, można łatwo się domyślić, że spadające z nieba bomby miały zniszczyć trzy silosy rakietowe Wielki, betonowy właz jednego z nich wystaje z ziemi. Pozostałe dwa, wybuch zamienił w głęboki szyb,jak w kopalni odkrywkowej. Na zboczach widać nawet resztki jakiegoś podziemnego kompleksu. Jednej z kopuł nie trafiła żadna bomba.

Ten właśnie ocalały silos i znajdująca się tam rakieta utrzymuje wszystkich przy życiu.

Pomiędzy skalnymi przed ramionami przed fortecą toczy się normalne życie, jak zwykle budynki zmieniono w sklepy, magazyny i gamblownie. Pomiędzy nimi krąży mrowie ludzi. Sam do bram dotarłem razem z grupą pielgrzymów. Dwudziestu ludzi szło ponad dwieście kilometrów, żeby odwiedzić miasto. Zdziwiło mnie to bardzo, ale później się dowiedziałem o celu ich wizyty. Wjechali do Rocket w obstawie kilku strażników i rozlokowali się w „Hotelu”, zmontowanym z kilku piętrowych autobusów. Zostawili dobytek pod ochroną i poszli zobaczyć rakietę do podziemnego hangaru w skalnej jaskini. Cały czas pod czujnymi spojrzeniami strażników z betonowej twierdzy wkomponowanej we wzgórze. Ta górująca nad miastem konstrukcja na prawdę robi wrażenie.

Dwieście kilometrów opanowanego przez mutanty i gangi terytorium, tylko po to żeby zobaczyć Rakietę, dasz wiarę? Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jaki mają w tym cel.

Doom

Szeryfa spotkałem dwa dni temu, ale już od tygodnia słuchałem krążących o nim opowieści. Czarnoskóry dziadek, który podobno przed wojną pracował w ministerstwie obrony. Był ponoć jednym z decydentów, którzy zaczęli całą zagładę. Według jednych to on wówczas rozdawał karty, decydował gdzie mają uderzyć rakiety balistyczne. Inni mówią, że przewiduje ruchy Molocha lepiej niż spece z Posterunku. Ze Moloch się go boi i dzięki temu Rocket omija szerokim łukiem. W barakach słyszałem, że Doom przybył tutaj zaraz po wojnie i założył miasto w poszukiwaniu zemsty. Jej narzędziem jest jedna z ocalałych w silosie rakiet. Wartownik zdradził, że ponoć zachowała się głowica nuklearna, ale w tą bajkę już nie uwierzę. Nie ma mowy.

Problem polega na tym, że wybuchy i tak nieźle ją uszkodziły. Od kilkunastu lat Doom szuka części, żeby ją naprawić, uruchomić i skierować głowicę prosto w trzewia Maszyny. Albo w inne dowolne miejsce.

Doom ma pod sobą posłusznych ludzi, speców, elektroników, skoperów i żołnierzy, którymi bardzo sprawnie zarządza. Lokalny sklepikarz opowiadał mi, że jego nienawiść do Posterunku graniczy z obsesją. Doom obwinia tamtych ludzi za obecny stan świata. Za śmierć swojej rodziny, za wojnę, za przeterminowane puszki, za brak gazet i papieru toaletowego. Twierdzi, że obecni dowódcy Posterunku mogli w 2020 roku nie dopuścić do wojny. Sam znalazł sposób na Molocha i chce w niego odpalić jedyną, mierzącą ponad 10 metrów rakietę. Boi się, że inni mogą zniweczyć jego plany i przejąć cały plac budowy. Opowiadał mi o tym wszystkim przy kolacji, a historie z pierwszej ręki od człowieka, który wszystko przeżył i widział na własne oczy są tym bardziej prawdziwe i przerażające. Siedziałem jak wryty, słuchałem i nie zadałem ani jednego pytania. Bałem się zapytać o tą głowicę. Doom ma w sobie coś z szaleńca.

Podziękował mi za system namierzania, dostałem na noc fajną babkę i świetne książki. Powiedział, że przyczyniłem się do wspólnego dobra, że dzięki gamblom, które dorwał ode mnie Mojo, stan ukończenia rakiety wzrósł do 80%. Z tego powodu urządzono przyjęcie. Na moją cześć, dacie wiarę?

Doom i mieszkańcy Rocket to klasyczny przykład powojennej społeczności, skupionej wokół jednej idei. Na pozbawionej nadziei pustyni człowiek z jakimkolwiek pomysłem na życie i charakterem skupia wokół siebie wielu ludzi. Tamci wolą robić cokolwiek, niż siedzieć bezczynnie, zszokowani powojennym chaosem. Gdy grupa rozrośnie się i osiądzie, mieszkańcy zawdzięczają wszystko ojcu-założycielowi. Ten może skierować ich gniew, radość czy inne uczucia w dowolnym kierunku. Jeśli okaże się szaleńcem, skoczą za nim w ogień na jedno skinięcie palca. Kiedy zginie, rozsypią się jak domki z kart. W związku z tym Doom jest wciąż potrzebny. Boję się Dooma. Boję się tej durnej rakiety. Wczoraj uroczyście nazwali ją Nemezis.

Szeryf jest silnie związany ze swoimi mieszkańcami, zna tu prawie każdego. Rzadko wychodzi ze skalnego kompleksu, ale jeśli przechadza się po Rocket, widać graniczący z nabożnością szacunek. Co tydzień ogłasza się Listę, którą wypisują na tablicy przed wrotami do hangaru. Na indeksie jest dokładny opis części potrzebnych do ukończenia Rakiety, łącznie z fabrycznym numerem tranzystorów, zasilaczy, uszczelek, metalowych części, siłowników i innych bzdetów. Po wywieszeniu Listy, łowcy wyruszają w teren a każdy powrót zbieracza to wielkie święto. Szczególnie, gdy wróci z którymś z gambli znajdujących się w indeksie.

Rakieta

Sama rakieta balistyczna to jest najlepsza część programu. Byłem na dole i widziałem Nemezis. Bo może zobaczyć ją każdy. Mało tego, każdy kto ma odpowiednią ilość gambli, może napisać „Pozdrowienia dla Molocha”. Do TR urządza się pielgrzymki, aby każdy mógł napisać cierpkie słowa dla Maszyny. Ludzie przyjeżdżają przez pół kraju i pła-cą grube gamble, żeby swoją złość i niemoc wyładować właśnie tu. Za 200 gambli w paliwie i elektronice możesz napisać na rakiecie, co chcesz, pozdrowić albo przekląć Maszynę.

Te wszystkie fundusze Doom poświęca się na poszukiwanie części, wynajmowanie speców i najemników. Stary gość, ale ma łeb na karku, wymyślił złoty interes.

Do silosu zjeżdża się po pięć osób, dokładnie co tydzień. Nemezis stoi wycelowana w niebo, otoczona wianuszkiem rusztowań i ludzi. Wysoka jaskinia wypełniona jest światłem reflektorów i szperaczy, po galeriach chodzą uzbrojeni po zęby strażnicy, echo się niesie po samą kopułę. Kopuła silosu jest podobno uszkodzona i nie do otwarcia, wielu speców cały czas kombinuje jak usprawnić cały mechanizm. Sama Rakieta wzbudza strach i respekt, jest uosobieniem wojny. Ludzie wypisują na niej różne rzeczy, prawie połowa jej powierzchni pokryta jest napisami, prywatnymi wendettami, grafitti, kolorowym sprejem. Napisy są różne, od „Zabiłeś mi syna złoczyńco. To za niego”, „Wiem, że tam siedzicie komuchy! To dla was!”, „Atomowe pozdro od chłopaków z Detroit”, „U mnie wporzo, daj znać co u ciebie. Twój brat – Toster”. Często są to wulgaryzmy, ale na napisach się nie kończy. Na rakiecie ludzie przyklejają też również zdjęcia, przedmioty osobiste swoich bliskich, które odebrały im maszyny Molocha. Za każdy wyraz płaci się dodatkowe 40 gambli, cena wzrasta też w zależności od odległości o szczytu – im wyżej tym drożej.

Ja napisałem tylko „Za tatę.”. Na jakiegoś porządne-go bluzga nie starczyło mi gambli.

Rzeczywiście mi ulżyło, przez dwa dni siedziałem zadowolony, wyobrażając sobie, jak Rakieta leci i trafia w sam środek Molocha. Dwa dni spałem, piłem i zachowywałem się jakby wojny nigdy nie było. Wcale się nie dziwię tym pielgrzymkom. To jest chore, ale działa. Ukierunkować całą złość za zło tego świata i przelać ją na ponad dziesięć metrów stali, która kiedyś ponoć rozniesie Maszynę na strzępy.

Nie zniszczy. Nawet nie wystartuje. W momencie pouczenia obwodów wybuchnie umieszczony w dysku danych ładunek wybuchowy. Nie o to chodzi, że nie popieram idei, żeby jebnąć Molochowi raz a dobrze. Pomysł mi podszedł, a jakże. Po prostu ludzie z Posterunku zapłacili mi więcej, żebym to cholerstwo zatrzymać. To nic osobistego.

Pomysły na wykorzystanie The Rocket w przygodach

Koń trojański – gracze zostają wynajęci przez Posterunek, aby dostać się do środka, zdobyć zdjęcia Rakiety i dowiedzieć się jak najwięcej o niej samej, o postępie prac, ludziach u władzy. Płatne z góry, w momencie schwytania Posterunek całkowicie się wyprze najemników. Maszyny – w okolicy pojawia się coraz więcej maszyn Molocha, czujek, pająków. Ktoś powiedział, że Moloch szykuje ofensywę na TR. Doom przeprowadza rekrutację, chce uderzyć pierwszy. Bierze tylko zaufanych ludzi. Konkurencja – gracze stają się posiadaczami bardzo ważnej, dużej i trudnej w transporcie części z Listy. Szkopuł w tym, że o elemencie dowiedziały się również dwa gangi i jeden z Łowców. Każdy chce uzyskać wynikające z tego tytułu laury. Bez względu na cenę.

Alternatywa – w knajpie poszła plotka, że ktoś próbuje się dokopać innym tunelem do Rakiety. Zejście znaleziono w jednym z na wpół zawalonych silosów, podobno ciągną się kilometrami pod górą i nikt nie zna ich dokładnego rozkładu. Problem w tym, że poprzednia ekipa nie wróciła przez tydzień, a w mieście grasują po nocach dziwnie zmutowane stwory. Zabiły już dwie osoby i podobno wydostały się właśnie stamtąd.

Załom – podczas jednej z podróży w wyniku małego trzęsienia ziemi w skale pojawia się wejście do labiryntu korytarzy, prowadzące do TR od całkiem innej strony. Plotka mówi, że Doom nie zna nawet połowy korytarzy rozsianych pod górą. A mogą się tam znaleźć bazy danych, biura, projekty. Cała tajemnica stoi otworem, wystarczy hak i lina. No i jakieś dwie taśmy naboi, nikt nie powiedział że tu jest bezpiecznie.

Opis

Nazwa: The Rocket, TR
Liczba mieszkańców: Około 150 osób, 40 osób ścisłego personelu i podwładnych Dooma
Zajęcia: Złomiarze, łowcy, skoperzy, mechanicy, elektronicy i wszelkiej maści spece od zabezpieczeń, handlarze
Przywódcy: Niepisanym przywódcą jest Doom, który ma pod sobą także pięcioosobową Radę Techniczną i szefa ochrony Buca. Buc jest klasycznym przykładem donosiciela. Jest też klasycznym przykładem matołka.
Stosunek do obcych: Obcy są traktowani dość nieufnie, chyba że idą zorganizowaną grupą, lub przynoszą ze sobą gamble z Listy. Pielgrzymki są jak najbardziej mile widziane, bo oznacza to nakręcenie lokalnej koniunktury. Nieufnością darzy się ubranych w wojskowe mundury i Zabójców Maszyn, gdyż policja kojarzy ich z Posterunkiem. Posterunek ma zakaz wstępu na terytorium The Rocket. Policja ma szerokie uprawnienia co do obcych, może ich przeszukiwać, rekwirować broń itp.
Sprzęt: Rakieta balistyczna, 3 gniazda CKM, 4 jeepy, 2 ciężarówki. Miasto posiada też wielkie maszyny budowlane, mają nawet dźwig. Strażnicy uzbrojeni są w broń krótką i włącznie, pałki. Najbardziej newralgicznych miejsc,jak targu, wejścia do kompleksu, lotniska i lejów pilnują dobrze wyposażeni najemnicy.
Żywność: Przy pustyni ludzie uprawiają poletka, poza tym ostatnio udało się otworzyć jeden z podziemnych schronów, z którego racjonuje się mieszkańcom przedwojenne żarcie.
Zapotrzebowanie: Przede wszystkim sprzęt elektroniczny, część zamienne do dużych maszyn, podnośników. W szczególności wystawiane co tydzień na Liście przedmioty. Potrzeba też lekarstw i wszelkiej maści speców. Mile widziana jest też rozrywka. Doom z każdym procentem ukończenia maszyny wyprawia festyn, przyjęcia odbywają się również po powrocie któregoś łowcy z wyprawy. Potrzebne są też usługi Zabójcy Mutantów, w okolicach pojawiło się jakieś dziwne stado, które nęka podróżnych.

Autor: Mateusz Zaród

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.