Pucz w Roswell (dodatek do storylinii)

Na kolejnych stronach możecie przeczytać oficerski raport z wyprawy żołnierzy Posterunku do Roswell i jednocześnie przykład trudnej współpracy z Hegemonistami. Dość powiedzieć, że w końcu obie nacje skoczyły sobie do gardeł, a Hegemoniści woleli nawet dogadywać się z obmierzłymi mutantami, niż podać rękę mundurowym. I to jest właśnie największa słabość ludzi w wojnie z maszynami – podziały Choć kto wie, może zawiniły niejasno sprecyzowane rozkazy albo zbyt szybka utrata dowódców?

Pucz w Roswell to zapis przebiegu gry terenowej z konwentu Tornado 2005. Gracze mieli tam okazję wziąć udział na żywo we współtworzeniu kawałka historii świata NS, choć jak widać, wiele nie stworzyli, za to trup ścielił się gęsto.

Jednak to właśnie dzięki grze rozegranej podczas Tornado okazało się, że Hegemoniści za nic w świecie nie zechcą współpracować z sojusznikami z północy, a gdy tylko nadarzy się okazja, od razu wbiją im nóż w plecy i spróbują ograbić z najcenniejszego sprzętu i broni. Sami Posterunkowcy także nie zawahają się ani chwili w razie konieczności spacyfikowania nieposłusznych kolegów z południa, a ich broń i amunicja równie dobrze radzi sobie z maszynami, co z ludźmi.

Kolejny raz nasza szara rzeczywistość roztrzaskuje w drobny mak wielkie plany, a ludzka małostkowość i chciwość depcze ideały I pomyśleć, że w drodze do Phoenix jest już kilka oddziałów Nowojorczyków! To dopiero będzie się działo! Choć krążą pogłoski, że w rzeczywistości wcale nie nadciągają pełni nowojorskich ideałów żołnierze, ale zakamuflowane grupy Prawdziwych Patriotów z jedną tylko misją – Vegas, gniazdo zepsucia…

Dzień pierwszy

Kompania przybyła do obozu w strugach ulewnego deszczu. Po opuszczeniu pojazdów transportowych grupa zabezpieczająca teren zdała raport i cały odział udał się do pobliskich ruin browaru w celu uzupełnienia płynów ustrojowych. Zwiad donosił o pojawieniu się szpiegów Molocha, infiltrujących teren Roswell, dostrzeżono również ślady obecności mutantów. Wstępne rozpoznanie zapowiadało ciężki bój o przedwojenne pozostałości i dowództwo zdecydowało się na wydanie podwójnej dawki płynów regenerujących.

Wczesnym popołudniem rozpoczął się apel. Deszcz ustał, zza chmur wyszło słońce, kąpiąc w żołnierzy w aureoli chwały Światło odbijało się w wypolerowanych borsuczym smalcem butach. Gdyby w pobliżu były młode dziewczęta, płakałyby widząc tak wielu młodych chłopców, idących na pewną śmierć.

Tego popołudnia kompania została wysłana na zwiad. Żołnierzom rozkazano odnaleźć, zneutralizować i dostarczyć do obozu jak największą ilość szpiegów Molocha. Podczas rekonesansu kompania zapoznawała się z terenem Roswell, co miało niebagatelne znaczenie podczas późniejszych nocnych misji. Już pierwszego dnia wyróżniła się drużyna 2.2 – w ciągu następnych dni przeszła do legendy jako „Technicy”. Przydzieleni do niej rekruci odnaleźli aż pięciu elektronicznych szpicli. Taką samą ilość szpiegów odnalazł kapitan Grem, ale uznał znalezisko za zbyt groźne i po zneutralizowaniu ukrył je w terenie. Plon tego dnia był obfity – odkryto jeszcze dwa plugawe automaty, nawiązano również kontakt z wrogiem. W tym czasie dowództwo również nie próżnowało, w trudzie i znoju snując plany strategiczne i odbierając relacje od powracających grup.

Niestety, nie wszyscy rekruci wytrzymali presję kontaktu z wrogiem. Już pierwszego dnia do uszu dowództwa doszły pogłoski o niepokojach wśród żołnierzy i spiskach wymierzonych w dowódców niektórych drużyn. Podczas działań w terenie zdarzały się również przypadki niesubordynacji. Niewykonanie rozkazów doprowadziło jednego z szeregowych pod sąd. Po przesłuchaniu świadków szeregowy został oczyszczony z zarzutów.

Podczas wieczornego posiedzenia w ruinach pobliskiego browaru uznało konieczność zreorganizowania oddziałów. W drużynach 1.2 i 2.1 wyznaczono nowych dowódców, kilku żołnierzy przeniesiono z drużyny do drużyny. Niedługo po wieczornym apelu nastąpił atak mutantów. Walki w ciemnościach trwały niemal godzinę, ale skończyły się zwycięstwem wojsk Posterunku. Tej nocy nikt nie spał spokojnie. Nad obozem unosiło się widmo nieuchronnej i krwawej konfrontacji w obronie Roswell.

Dzień drugi

Na porannym apelu ogłoszono awanse i zmiany w składzie osobowym. Już wówczas okazało się, jak daleko Moloch zapuścił macki w umysły żołnierzy. Porucznik Wys z obłędem w oczach wydobył broń osobistą i mamrocąc coś o nieuchronnej porażce palnął sobie w łeb. Jego ciało zostało pochowane z honorami. Aby podtrzymać morale w kompanii dowództwo niezwłocznie wydało rozkazy. Drużyny rozesłano w teren, w celu odnalezienia szybów prowadzących w głąb podziemnego kompleksu Roswell. Odchodzący do lasu żołnierze z wdzięcznością i szacunkiem spoglądali na dowódców, udających się na naradę do ruin pobliskiego browaru.

Drugiego dnia drużyny napotkały na twardy opór ze strony wroga. Zimna krew dowódców drużyn i karność żołnierzy pozwoliły uniknąć strat w ludziach, ale kilku rekrutów zostało rannych. Postawiony pierwszego dnia przed sądem medyk oszalał ostatecznie. Ignorując jęki poranionych, głuchy na rozkazy swojego przełożonego, zaczął wolno odchodzić za zewem Neodżungli. Szybki sąd polowy, przeprowadzony przez kapitana Jędrzeja i następujący po nim wyrok, na zawsze uwolniły rekruta od brzemienia szaleństwa.

Jedna z drużyn napotkała ogromną maszynę, uzbrojoną w broń palną i kule na łańcuchu. Po wyczerpującej walce automat został unieruchomiony.

Drużyna Techników działała na szczególnie niebezpiecznym terenie. W drodze do wyznaczonego rozkazem punktu starła się z maszynami Molocha. Na skutek nieszczęśliwego wypadku porucznik Baldi nadepnął na minę typu Claymore i stracił nogi. W tym czasie Technicy podłączyli swoją aparaturę do jednej z maszyn Molocha i rozpoczęli pozyskiwanie danych. Z wyprawy powrócili nie tylko z informacjami, ale i z podwoziem, które zastąpiło oderwane kończyny porucznika Baldiego.

Drugiego dnia zginęła połowa drużyny 2.1, a z terenu powróciło wielu rannych. Żołnierzom udało się opróżnić kilka starych magazynów, ale dramatyczne braki w sprzęcie były aż nadto widoczne. Brakowało szczególnie medykamentów i strojów ochronnych. Kompania odnalazła zejścia do bazy Roswell, a w ruinach pobliskiego browaru dowództwo przystąpiło do opracowywania planu na następny dzień. Ze zgromadzonego sprzętu technicy zdołali zmontować podgrzewacze do wody i mały, ale wydajny alembik, dzięki czemu morale znacznie wzrosło.

Dzień trzeci

Późnym rankiem dowództwo dokonało sprawiedliwego podziału sprzętu i posłało drużyny 1.1 i 1.2 w teren. Zwiad donosił o zrzucie ekwipunku, który należało odebrać. Drużyna 2.1 stanęła na warcie, a 2.2 uzbrajała swojego Samobieżnego Porucznika w nailguna (poprzedniego dnia znaleziono w lesie spory zapas gwoździ). Późnym popołudniem rozpętała się gwałtowna burza. Zagrożone w sztabie dowództwo przeniosło się do pobliskich ruin browaru.

Połączone drużyny zlokalizowały miejsce zrzutu, ale okazało się, że ekwipunek został już przez kogoś zabrany Idąc za wskazaniami urządzenia lokalizującego żołnierze dotarli do wioski dzikusów rządzonych przez wodza-szamana. W celu uniknięcia strat w ludności cywilnej dowódcy drużyn podjęli negocjacje z wodzem. Niestety, zdradziecki szaman sprzymierzył się z mutantami. W trakcie pertraktacji handlowych część żołnierzy odłożyła broń, a wszyscy nie zachowali należytej czujności. Z wykopanych w ziemi dołów wyskoczyli wrogowie, którzy czekali na kompanię od długiego czasu. Doszło do walki w deszczu – stwory, ogarnięte narkotykowym szałem, uderzyły w stojącą przy szamanie kadrę oficerską i osierociły dwie drużyny Posterunek wycofał się przy ogromnych stratach.

Jedna z drużyn spotkała w lesie samotnego chłopca z misiem. Dokonano taktycznego rozmieszczenia sił i podjęto rozmowę z chłopcem. Malec prosił o pomoc tak płaczliwie, że wzruszył żołnierskie serca. Po przeskanowaniu chłopca na okoliczność istnienia elektroniki i pozbawieniu go podejrzanie wyglądającego plecaczka, drużyna zabrała znajdę do obozu.

Na popołudniowym przeglądzie sił major Mark Finger udzielił podwładnym ostrej nagany. Dwóch żołnierzy z drużyny 1.1 nie pogodziło się z surowymi, żołnierskimi słowami i wybrało dezercję. Oddane w ich stronę strzały nie dosięgły celu. Resztki 1.1 zostały połączone z niedobitkami 1.2. Po wyznaczeniu nowych dowódców wraz z ekipą 2.1 wyruszyły w pościg, który trwał aż do późnych godzin nocnych i nie dał rezultatu.

O godzinie 22.00 drużyna Techników wyruszyła na objętą ścisłą tajemnicą misję zejścia do podziemnych korytarzy Roswell.

Dzień czwarty

Kolejny dzień przyniósł sporo zmian w obozie. Rano okazało się, że major Mark Finger został wysadzony w powietrze za pomocą bomby ukrytej w pluszowym misiu. Dowodzenie nad jednostką objął kpt. John Freek. Poranny apel był dość spokojny w porów-nianiu z wydarzeniami, które miały niedługo nastąpić.

Podczas gdy oddziały uformowane z ocalałych żołnierzy ruszyły do przeznaczonych im zadań, niedobitki żołnierzy z oddziału 1.1, zainspirowane działaniami swoich poprzednich kompanów, także zdezerterowały.

Oddział Hegemończyków z byłej 1.1 spotkał się poza obozem i pod przywództwem Mr X, który to zebrał wszystkich do kupy, przeorganizował się i rozpoczął własne działania militarne. Podejmując rozmowy z mieszkającą w okolicy ludnością negatywnie nastawioną do ich wroga – Posterunku, zebrał potrzebny sprzęt i rozpoczął działania zaczepne. Krok pierwszy – zdobycie obozu Posterunku.

Tymczasem gdy drużyna Techników znajdowała się w jednym z podziemnych szybów i prowadziła badania nad tamtejszą technologią, na powierzchni ziemi dokonał się pucz. Jednak zanim do niego doszło, aktualny dowódca 6-tej Kompani Zmechanizowanej John Freek otrzymał informację o nadciągającym mozolnie w kierunku obozu Żółwiu. Podczas gdy układano plany obrony, namiot oficerów został otoczony przez oddział zbuntowanych Hegemończyków. Po krótkich i nieudanych negocjacjach bezwzględni południowcy zabili wszystkich wewnątrz. W tym samym czasie, Mark Colloney dowodzący wartą w obozie dopuścił się zdrady i rzucił pod nogi swoich podwładnych granat. Tym samym obóz został przejęty

Jednak zabawa miała się dopiero zacząć. Do nowopodbitego obozowiska przybyli przedstawiciele zdradzieckich mutantów. Dowódca Hegemonistów Mr X zdawał sobie sprawę, że tej bitwy może nie wygrać. Po długich pertraktacjach doszło do chwilowego porozumienia. Mutanci nie zaatakują obozu, ale dostaną trochę sprzętu, którym wyeliminują grupę żołnierzy znajdującą się w tej chwili w Neodżungli oraz zcyborgizowanego por. Enrica Kovackiego.

Niestety, jak można było się spodziewać, mutanci, zgadzając się na warunki rozejmu, kłamali. Hegemoniści zaczęli przygotowywać zasadzkę na pozostałe, niczego nie świadome oddziały Posterunku, jednak zwiad tamtych okazał się nad wyraz bystry i zamiary zostały odpowiednio wcześniej rozszyfrowane. Przed południem doszło do jeszcze jednego starcia. Maruderzy dzielnie bronili obozu, ale dzięki kłamliwym, za to wysoce skutecznym argumentom Mr X-a doszło do połączenia obu grup, tak więc broniący zasiedli razem z atakującymi i od-korkowali manierki. Wtedy właśnie znienacka obóz został zaatakowany przez mutantów. Na szczęście nie doszło do poważniejszych strat, ponieważ mutki szybko się wycofały pod naporem większej i lepiej zorganizowanej grupy.

Straty po obu stronach uniemożliwiły dalszą obronę obozu przed nadciągającym Żółwiem. Zebrano sprzęt i dokonano ewakuacji. Oddziały Posterunku wycofały się do bazy, Hegemoniści natomiast rozpierzchli się po pustyni.

Były także i dobre strony wydarzeń ostatnich dni – schronieni w szybie przez Żółwiem Technicy zebrali dla Posterunku wiele cennych informacji dotyczących Molocha na południu, po czym wrócili do bazy owiani sławą i chwałą. Niektórzy mówią, że nad Roswell cały czas unosi się gorące powietrze wojennej pożogi, mające być wieczna przestrogą. Podobno gdy ludzkość się zjednoczy i pokona maszyny, w miejscu dawnego obozu wyrośnie ogromna i wysoka Sekwoja mająca być nową statuą wolności. Wiecie, ja w to nie wierzę, ale legenda i tak jest miła dla ucha.

Autorzy: Marcin Blacha i Mormir

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.