Storylinia Neuroshimy (marzec i kwiecień 2056)

Marzec 2056

Coś się dzieje w Neodżungli

Mieszkańcy wioski Yellow Dog leżącej na terenie Hegemonii około 50 kilometrów od granic Neodżungli, dostrzegają na niebie dziwne obiekty. Czy to UFO? Czy w końcu ujawnili się kosmici z Roswell, by uratować ludzi od Molocha i wyzwolić Stany Zjednoczone z jarzma maszyn? Niestety nie. To, o zgrozo, kolejne maszyny, nowy rodzaj diabelskiej broni wymierzonej w ludzkość… Po raz pierwszy w historii molochowe roboty odrywają się od ziemi i przemierzają niebo. Jaki czynnik mógł spowodować taką zmianę algorytmów i paradygmatów? Nigdy dotąd Moloch nie używał latających robotów, charakterystyczna dla niego była ostra paranoja względem wszelkich latających pojazdów.

Długo nie trzeba było czekać na kolejny sygnał świadczący o tym, że w Neodżungli dzieje się coś bardzo dziwnego, złowieszczego i mającego związek z Molochem. Walczący ze zmutowaną dżunglą o każdą piędź ziemi Liściarze z Teksasu podczas jednej wypraw w głąb zielonego piekła napotykają dziwną budowlę wzniesioną przez maszyny, przypominającą gigantyczny kopiec termitów, w połowie naturalny twór z ziemi i roślinności, poprzetykany jednak metalicznie połyskującymi przewodami i skrywający niezliczone drobne urządzenia, a w swoim wnętrzu – stalowy silos i szyb w głąb ziemi. Liściarze ledwo uchodzą z życiem, i to nie wszyscy, gdy z wnętrza budowli wychyla się i atakuje ich przedziwna maszyna przypominająca ośmiornicę stworzoną z metalu i tworzyw sztucznych, w dodatku kreatura unosi się w powietrzu! Gdy opisy tego spotkania docierają do specjalistów z Posterunku stacjonujących na terenie Hegemonii, ci początkowo jedynie wyśmiewają opowieści nieobytych z tematem osadników i podkreślają, że takich maszyn po prostu nie ma. Cóż, do tego dnia mieliby z pewnością rację.

Jeszcze tego samego miesiąca znika bez śladu ludność teksańskiej osady Sunshine III, a kilku różnych wędrowców zapuszczających się w pobliże Neodżungli opisuje niezależnie od siebie podobne fenomeny – z unoszącymi się w powietrzu maszynami na czele. Również tajemniczych zaginięć w pobliżu Neodżungli jest w ostatnich tygodniach zagadkowo wiele. Pewne obszary zostają uznane za szczególnie niebezpieczne i nikt z wyjątkiem pozbawionych instynktu samozachowawczego chojraków nie zapuszcza się tam bez potrzeby. Jednych to odstrasza, innych za to przyciąga. W osadach leżących niedaleko Neodżungli zjawiają się uzbrojeni po zęby włóczędzy, spece z Posterunku, skoperzy i zabójcy maszyn, szykując się na wyprawy, by zbadać, co się tam, w głębi zmutowanej dżungli, naprawdę dzieje. Inni po to, by zdobyć jakieś ciekawe gamble. Czy ktokolwiek z nich wróci, by opowiedzieć i pochwalić się zdobyczami, czas pokaże.

Dopełnieniem zagadkowego obrazu obecności Molocha w Neodżungli okażą się dwa wydarzenia w kolejnym miesiącu.

Phoenix

Maszyny stacjonujące w twierdzy Frog’s Tongue pod Phoenix rozpoczynają budowę prawdziwie wielkiej enklawy; choć sądząc z postępów prac, potrwać to może wiele miesięcy, zakładając, że w tym czasie ludzie nie będą im przeszkadzać. Pomniejsze potyczki i akcje zarówno ze strony maszyn, jak i ludzi, mają miejsce prawie codziennie, podobnie jak artyleryjski ostrzał miasta, do którego mieszkańcy Phoenix zaczynają się już powoli przyzwyczajać. O taktykach walki, sabotażu i wywiadu każdej ze stron można by już pisać grube tomy Gdyby w mieście zabrakło El Generale oraz Del Campo (ten drugi zaczyna w ostatnich dniach znowu zyskiwać na popularności), a także zawodowców z Posterunku, maszyny dawno już przystąpiłyby do oblężenia lub wykonałyby jakąś inną diabelską sztuczkę i miasto byłoby już kolejną cząstką Molocha.

Okazało się, że, jak zwykle, druzgoczący cios dla ludzkiej sprawy miał nadejść ze strony ludzi właśnie. Na szczęście El Generale jest przygotowany na wszystko, nawet na to, że jego własna kobieta i jednocześnie zaufany oficer, okaże się nasłanym na niego zabójcą. Jak wydarzenie podsumowali najbliżsi współpracownicy Abrahama – zamach się udał, ale wódz przeżył i ma się dobrze, zaś zabójca został schwytany żywcem i niedługo wyjdzie na jaw, kto stoi za zleceniem.

Nowa gazeta – Prawda

W większych miastach pojawia się pierwszy numer nowej gazety zatytułowanej Prawda. Nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za jej wydawanie i rozprowadzanie, a kupić lub dostać można ją zarówno u wędrujących w karawanach kupców, jak i handlujących wszelkim dobrem drobnych miejscowych handlarzy i sklepikarzy, a nawet barmanów.

„Dowiedz się, w jakim świecie żyjesz naprawdę, co chcą ukryć przed tobą inni, kim są Politycy i Inżynierowie, co naprawdę dzieje się w Europie, czego rzeczywiście chce Nowy Jork i Posterunek, kto jest odpowiedzialny za produkcję Tornado, kto nadaje audycje Orbitala, kto sponsoruje Borgo i jego działania? Piszemy o wszystkim, nie boimy się prawdy” – oto motto pisma, wydrukowane zaraz pod nagłówkiem. W pierwszym numerze możemy przeczytać m.in. o tym, jak Abraham Bano, zwany El Generale, w rzeczywistości nowojorski szpieg, próbuje odciągnąć uwagę Molocha od kolei NJ- FA ku południowemu zachodowi. Także o tym, jakoby Orbitalowe audycje pochodziły wprost z ziemi i służyły jedynie propagandzie i zachęcaniu do brania Tornado, kusząc obrazami dawnego świata i wprowadzając w nastrój melancholii.

Poza olbrzymią dawką teorii spisku, łatwo można wyczuć w Prawdzie nastroje antyposterunkowe, a nawet bezpośrednie obelgi dotyczące posterunkowego pisma Wieści z Frontu. O poważniejszych czytelników Prawda walczy za pomocą artykułów dotyczących survivalu, ale jak można się spodziewać, daleko jej do opracowań fachowców z WzF.

Kwiecień 2056

Niesnaski pomiędzy Posterunkiem a Hegemonistami

Mimo szczytnych ideałów i wielkich zamiarów, współpraca gangerów z Hegemonii i karnych żołnierzy z północy pozostawia wiele do życzenia. Może dogadują się między sobą oficerowie i najwyżsi dowódcy, ale na niższych szczeblach bywa już bardzo różnie i tylko rzadko dobrze. Wyszkoleni i doświadczeni w walce z maszynami żołnierze na każdym kroku dają do zrozumienia, że pogardzają hołotą z południa, zaś tamci nie pozostają im dłużni, wyśmiewając podporządkowanie regulaminowi i karność Posterunkowców. Co rusz dochodzi do wymiany obelg i bijatyki, nierzadko z ofiarami śmiertelnymi. Cóż, ofiary wojny, czy też może różnic kulturowych. Przykładem zupełnej klęski strategicznych planów „współpracujących” oddziałów niech będzie historia misji w Roswell, gdzie choć udało się zrealizować kilka z wytyczonych przez dowództwo celów (m.in. dostać się do podziemnych baz przedwojennych i wydobyć plany pancerza wspomaganego), to jednak akcja przebiegłaby o wiele sprawniej, gdyby nie próbowano łączyć grup z Posterunku ze zbieraniną Hege-monistów z różnych gangów.

Coś się dzieje w Neodżungli -c.d.

Profesjonalnie przygotowana wyprawa „najlepszych z najlepszych wśród najlepszych” żołnierzy Posterunku wyrusza do tajemniczego „kopca termitów” w Neodżungli, podążając za jednym z Liściarzy, któremu udało się już raz stamtąd powrócić w jednym kawałku. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że opisywanej lewitującej maszyny nigdzie nie widać. Odziani w opancerzone i szczelne kombinezony żołnierze schodzą w głąb szybu. Po całej dobie akcji pod ziemią na powierzchnię udaje się powrócić tylko połowie, a z otworów kopca wydobywają się za nimi strugi dymu i wypełzają niewielkie, choć śmiertelnie groźne roboty-pasożyty Raporty mówią o sali odkrytej głęboko pod ziemią, w labiryncie korytarzy molochowej bazy, gdzie przetrzymywani byli jacyś ludzie -prawdopodobnie to część porwanych w ostatnich dniach mieszkańców okolicznych wiosek. Jako że nie istniała najmniejsza szansa na ich uratowanie, pomieszczenie zostało „zdezynfekowane”. Nie pozostawiono przy życiu żadnego z obiektów molochowych badań. Kilka pomieszczeń wysadzono, a baza została wpisana w rejestr obiektów z wysokim priorytetem do całkowitego zniszczenia, i to zanim Moloch wzmocni jej ochronę.

W tym samym czasie niedaleko Roswell zaobserwowana zostaje walka maszyn pomiędzy sobą -molochowy Żuk strąca kilka z przecinających niebo tajemniczych robotów. Stąpające po ziemi roboty zabierają ze sobą szczątki pokonanych maszyn i wracają na północ. Co prawda, nie pierwszy raz zdarza się, by maszyny o różnych rozkazach walczyły pomiędzy sobą, jednak w świetle ostatnich, dziwnych wydarzeń w Neodżungli i tamtejszej „ewolucji” maszyn, tu i ówdzie pojawiają się plotki o zupełnie oderwanej części Molocha, ukrywającej się w Neodżungli. Pierwszy raz pada określenie Smart, które w przyszłości na stałe już przylgnie do mniejszego, lecz mądrzejszego, a może raczej – mniej ograniczonego, południowego bliźniaka Molocha.

Autor: Michał Oracz

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.