Topielec

Mark: Znałeś Steava Browna? Zapewne nie, bo żył tak krótko…

Byłem z nim w okolicach Miami. I jak to zwykle w tych okolicach – wszędzie woda. Dodatkowo zieleń i mutki. Dużo mutantów. Nie byliśmy masochistami, więc wybraliśmy, naszym zdaniem, drogę bezpieczniejszą i bardziej suchą. Z daleka omijaliśmy wielkie bagna i jeziora. Nasza „bezpieczniejsza” droga prowadziła przez (sic!) terytorium plemienia mutantów. Takie młokosy jak my uważały, że starcie z mutkami jest bezpieczniejsze, niż kąpiel w toksycznej, niebezpiecznej i co najważniejsze, nieznanej wodzie. No cóż prawie mieliśmy rację… Ale było nas tylko dwóch i w starciu z pieprzonymi mutantami nie mieliśmy żadnych szans…

Na początku szło tak gładziutko, jak pocisk w lufie mojego Glocka. „Sucha” droga miała nam do zaoferowania wody tylko po kostki, a my mieliśmy dobre obuwie. Nic nie stawało nam na drodze. Przez trzy dni wędrowaliśmy spokojnie i nie wiedzieliśmy, że przez cały czas jesteśmy pod ścisłą obserwacją. W końcu trafiliśmy na górkę bez wody i tam rozłożyliśmy się na noc. I (*****!) nie wystawiliśmy warty! Nie wiem co nam odbiło, chyba jedynym wytłumaczeniem jest to, że byliśmy młodzi, niedoświadczeni i jebnięci.

W nocy ponieśliśmy konsekwencję swoich czynów. No nie tylko my coś ponieśliśmy – Mutasy też – nas… Nawet się nie wysiliły by budzić nasze ciała. Związały nas i tyle. A my smacznie spaliśmy śniąc o dziewczynach z Detroit… Mutki, chyba po tym jak nas przeniosły, zdecydowały się nas obudzić. Nagle z cudownego snu, wyrwał mnie kopniak w twarz. Dlatego teraz mam taki krzywy, malowniczy, nos. Steave oberwał po zębach… Mutanty, wcześniej nas rozbrajając, wrzuciły nas do klatek. W głowie zapanowała mi ciemna pustka. A myślałem, że jesteśmy tacy cwani i dostaniemy się do Miami bez żadnych większych kłopotów. Załamałem się. Spodziewałem się najgorszego – że stanę się karmą, albo kolejnym ziomkiem w plemieniu. (A mówiąc pokątnie, widziałeś kiedyś samice mutków? Jak tylko zobaczysz to świństwo to strzelaj, szkoda sobie obrzydzać…). Jednak moje najgorsze myśli nie spełniły się. Stało się coś dziwnego. Wieczorem wypuszczono nas z klatek, zagoniono nas na brzeg jeziora. Okrążyło nas całe plemię. Jeden z tych odrażających skurwieli przemówił łamaną angielszczyzną:

Wy zaraz wejść w jezioro i płynąć. Na druga strona wy dostać wolność. Tylko nic nie gadać i wchodzić do woda.

Pomyślałem, że te mutanty muszą być szalone. Na nieszczęście miałem rację… Mutki czciły potwora w jeziorze, a ja ze Steavem mieliśmy być nieświadomymi ofiarami dla niego.

Jezioro nie było zarośnięte, woda była ciemna. Ale nie pozostało nam nic innego, jak wskakiwać i płynąć, bo nasi kibice już się niecierpliwili. Wojownicy stanęli po prawej i lewej stronie jeziora, (a miało koło 50 metrów długości), aby uniemożliwić nam szybsze wypłynięcie na lewy lub prawy brzeg.

Po skoku do wody poczułem się niepewnie. Niezbyt dobrze pływam, więc to chyba uzasadniona przyczyna. Po kilku metrach nie było widać już dna.

Steave trzymał się tuż za mną.

Kiedy byliśmy w połowie drogi mój kumpel zaczął się bardzo męczyć. Był słabowity i pływanie sprawiało mu wielką trudność. Zawróciłem, by mu pomóc, i pod wodą zauważyłem to COŚ. Była to wielka ryba, miała około 2 metrów średnicy, a nad oczami coś jakby odwłok skorpiona, ale z prostym kolcem na zakończeniu. Krzyknąłem i zacząłem płynąć jak najszybciej potrafiłem. Steave, nie wiedząc nic o niebezpieczeństwie spojrzał za siebie pod wodę. Mutki zaczęły wyć na brzegu. Steave ryknął z bólu i zaraz po tym zawołał, że ryba tylko go ukłuła i nic mu nie jest. I mówił prawdę, bo płynął dalej nie okazując nic więcej niż tylko zmęczenia.

Kiedy zostało nam 20 metrów do brzegu, Steave nagle zanurzył się pod wodę. Zobaczyłem cień pieprzonej ryby z kolcem i olałem Steava…

Gdyby nie to, zapewne nie byłoby mnie dziś w tej spelunie…

Reguły

Agresja: głodny = 14, najedzony = 8.
Spryt: 6.
Zręczność: 14.
Ruch: 1 segment = 3 metry.
Akcje: atak żądłem – 2 segmenty, obrażenia lekkie + jad.
Limit obrażeń: 2 lekkie.

Jad: ofiara co 3 tury zdaje trudny test budowy. Nieudany oznacza paraliż na 10 tur.

Autor: Children of Blooms

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.