Paszczowiec

CoB: Nasza, ludzka, percepcja jest wadliwa. Mamy zakodowane, by patrzeć pod nogi przed siebie, na boki, a czasem wstecz. Nie spodziewamy się ataku z góry, na głowę. A to jedno z najbardziej czułych miejsc naszego organizmu. Dostaniesz z góry głazem – giniesz. Ktoś strzeli ci z góry w łeb – pewna śmierć. Spadnie na ciebie z góry paszczowiec…

Paszczowce to dziwne formy zwierzęce. Pieprzone bestie. Mają kształt ludzkiego torsu (męskiego), tam gdzie powinien być brzuch – jest wielka paszcza pełna haczykowatych ząbków i przyssawek. Tam, gdzie powinny być plecy, znajduje się dziwne ramię zakończone przyssawką, które służy do zakotwiczania się na sufitach, konarach drzew, itp. Bestie są cwane i zachowują się jak kameleony. Przybierają barwę otoczenia, na którym się znajdują. Ramię może rozciągnąć się nawet do 7 m, choć kiedy przytrzymuje paszczę jest zwinięte.

Paszczowiec czatuje na ofiarę tak jak kleszcz. Czuje nasze ciepło i kiedy przejdzie się tuż pod nim, natychmiast atakuje. I łatwo mu przychodzi zaskoczyć swój obiad, bo zwykle atakuje spomiędzy gęstego listowia, lub przebija cienki strop i nagle spada na niczego niespodziewającą się ofiarę.

Trzy tygodnie temu wędrowałem z dwoma łowcami, którzy polowali na bestie, za lekkie gamble. Nie byli doskonali, ale swoje potrafili.

Pewnego dnia dostali zlecenie: zabić włochacza, którego legowisko znajdowało się w opuszczonej fabryce. Po krótkiej wędrówce trafiliśmy na miejsce (ja poszedłem tylko z czystej ciekawości, co to za „włochacz”, na którego polują, bo nigdy o tym nie słyszałem). Po przeszukaniu parteru i hali produkcyjnej zeszliśmy do piwnic.

Przed nami znajdował się długi, ciemny korytarz. Zrobiliśmy użytek ze swoich latarek, by zobaczyć co nas czeka. Mniej więcej w połowie korytarza leżały zmasakrowane ciała, z kikutami zamiast głów. „Cholera, ten włochacz to chyba rzyga kwasem” – pomyślałem, widząc wyraźniej te kikuty, i czując wszędzie swąd. Ruszyłem za łowcami w głąb korytarza, do ciał. Jeden, drugi, trzeci, czwarty krok i… nagle coś spadło na głowy moim towarzyszom. Stanąłem zaskoczony, i starałem się dostrzec, co się dzieje poprzez dym z kurzu, który spadł z sufitu. Po dłuższej chwili, kiedy powietrze się rozrzedziło, wyciągnąłem broń. Moim oczom, przyzwyczajonym do wielu rzeczy ukazał się straszny widok. Głowy łowców znajdowały się w gębach paszczowców, a silne ramiona wciągały te gęby i moich kumpli do góry. Choć zabójcy bestii wierzgali się na wszystkie strony, nie potrafili się uwolnić. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Wycelowałem w potwora, kiedy dotarła do mnie myśl, że jeżeli strzelę w ten ryj, zabiję od razu kumpla strzałem w głowę… Mój problem rozwiązało kolejne zdarzenie, gdyż tuż za mną zawarczał… włochacz! Teraz musiałem walczyć o własne życie, dlatego łowców pozostawiłem własnemu losowi…

Teraz po tych kilku tygodniach żyje tylko jeden z nich. Jest ślepy i ma zaburzenia mowy. Płyny trawienne paszczowca uszkodziły mu oczy i mózg. Razem doszliśmy do wniosku, że trzeba było strzelić w ramię i tym sposobem można ocalić kogoś od śmierci. Ale od kalectwa naprawdę ciężko… chyba tylko ludzi z Vegas…

Reguły

Agresja: 6
Spryt: 12
Zręczność: 4
Ruch: obciążona macka porusza się z szybkością 0,5 metra na segment.
Atak paszczą: 2 segmenty, obrażenia ciężkie + unieruchomienie.
Limit obrażeń: 1 ciężka – szczęka, 1 ciężka i 1 lekka – macka.
Pancerz: szczęka – lekki, macka – brak.

Unieruchomienie: Ofiara zdaje trudny test zręczności inaczej jest unieruchomiona. Po dwóch turach unieruchomienia, zaczynają działać soki trawienne, które zadają 1 lekką ranę co turę. Jeśli ktoś strzela w paszczę, w której jest unieruchomiona głowa jakiegoś nieszczęśnika, paszczę traktuje się jak pancerz (lekki) i każde pociski przebijające go, trafiają w głowę człowieka. Uścisk słabnie kiedy zostanie zniszczone ramię, albo paszcza.

Autor: Children of Blooms

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.