Blok 47

Blok 47 to kolejny już obiekt, nad którym łamią sobie głowy najzacieklejsi wrogowie Molocha. Wydaje się, że maszyny – każda z osobna, jak i całe konglomeraty – mają jakiś cel. To wydaje się oczywiste. Każdy złapany lub zniszczony robot wydaje się być wyspecjalizowaną jednostką. Jedne służą zabijaniu lub obserwowaniu, kolejne to maszyny transportujące, inne zaś to typowe konstrukcje zabudowujące podbite tereny Nic jednak nie jest takie proste, jeśli dotyczy Molocha. Blok 47 to przykład niekonwencjonalnego działania wroga. Jest to teren położony na zachód od miasta Salem w Oregonie. Składają się na niego olbrzymie konstrukcje stalowe, niby szkielety wielkich, niedokończonych fabryk budowanych na planie krzyża. Wyrugowana z wszelkiego życia ziemia to tylko kurz i pył, konstrukcje pokrywają się rdzą i korozją, a miniaturowe kaniony żelastwa i stali ciągną się przez wiele kilometrów. Czyżby jeden z porzuconych i zapomnianych projektów Molocha? Pewnie tak by można pomyśleć, gdyby nie fakt, że w tym zrujnowanym mieście działają maszyny.

Żadna z maszyn zamieszkujących ten teren nie posiada specjalizacji. Na świat posypało się dziesiątki teorii spiskowych. Naukowcy walą głowami w mur starając się wyjaśnić sytuację. Zamieszkujące Blok roboty wydają się naśladować prymitywne zwierzęta. Ich cykl życiowy; zachowanie i środowisko są bardzo podobne do zwyczajów żywych stworzeń. Pozostawione samopas chodzą po konstrukcjach, zaznaczają własne granice i terytoria, walczą ze sobą, zbierają się w stada i patrolują okolice. Jedne spotykając człowieka uciekają w panice, inne atakują, ale nie ma w tym większego sensu. Żaden robot nie prowadzi obserwacji, nie pobiera próbek, nie naprawia i nie poluje na ludzi. Wszystko stoi w miejscu. Na konstrukcjach walają się rdzewiejące wraki i resztki zniszczonych modeli, w uliczkach rozsypują się dogorywające jeszcze maszyny które z trudem próbują wczołgać się do pierwszej lepszej nory. Naukowcy zaobserwowali dziwaczne procesy dostosowawcze: gdy na przykład maszyna zmuszona jest żyć na wyższych poziomach konstrukcji (w ucieczce przed atakami ze strony ludzi lub maszyn), z czasem wykształca sobie części pozwalające na szybką wspinaczkę po pionowych słupach i pochyłych belkach. Słabsze modele specjalizują się w podkradaniu części mocniejszym robotom, które wolą je zdobywać w bezpośrednich konfrontacjach. O dziwo, maszyny podkradają i wydzierają części nawet z ludzkich plecaków!

No właśnie, części. W Bloku 47 nic nie ma prawa się zmarnować, narzędzia i elementy techniczne służą robotom do doskonalenia się (procesy dostosowawcze) lub do montowania nowych modeli – co imituje cały proces rozrodczy W małych społecznościach zarejestrowano nawet procesy symbiozy (jeden model robota wspomaga drugi – np. oczyszcza silniejszego z rdzy, naprawia uszkodzenia i jednocześnie „pożycza” dla siebie upolowane przez silniejszego części). Niektóre populacje budują nawet specjalistyczne schronienia (chroniące od deszczu lub umieszczone tam, gdzie naturalny wróg nie dotrze – np. na sufitach), wykształcają kamuflaże lub wykorzystują pogodę (tak jak odkryty R17, który zwabia pioruny i korzysta z magazynowanej energii na wiele sposobów, lub R24, który „poluje” tylko w deszczu, bo nie rdzewieje).

Ten mały rezerwat stał się rajem dla wszelkich łowców maszyn i domorosłych zbieraczy złomu. Na „upolowanej” zwierzynie można zarobić niezłą kasę, dlatego wielu decyduje się zapuszczać tak daleko na północne tereny Stanów. Dla naukowców to kopalnia wiedzy, choć maszyny z Bloku 47 nie są podobne do standardowych robotów Molocha. Wielu z amatorów polowań na roboty nie wraca już do domu, inni zaś bogacą się na nowych częściach. Kilku najlepszych spośród najlepszych łowców wyspecjalizowało się w polowaniu na konkretne gatunki, wiedzą jak je unieszkodliwić, gdzie mają gniazda i jak się zachowują. Blok 47 stał się wielkim poligonem, gdzie ściera się wiele sił. Chodzą słuchy, że powstał nawet specjalny konkurs z nagrodami organizowany przez możnych na terenie Bloku. Wszystko to brzmi bardzo beztrosko, „idziemy polować na maszynki”, ale dla naukowców sprawa jest co najmniej podejrzana. Wielu, w tym też i ja, twierdzi, że Blok nie jest pozostawiony samemu sobie. Wróg czuwa, o czym świadczy fakt, że co jakiś czas robotów przybywa, to znaczy, że są dostarczane z zewnątrz. Molochowi zależy zatem, by ten park ciągle się rozwijał. Mój przyjaciel Abraham Stone uważa, że Moloch obserwuje potyczki ludzi z robotami i uczy się zapobiegać atakom wroga. Osobiście nie popieram tej hipotezy, podejrzewam, że Moloch zbudował Blok jako centrum badań odruchów środowiskowych, które zaszczepi w modelach bojowych. Pewnie zgromadził już całkiem pokaźne archiwum instynktownych zachowań, które można zastosować na polu walki. Dla usprawnionych modeli oprócz celu misji liczyć się też będzie ich własne dobro (zaczną symulować instynkt samozachowawczy, który zwiększy szanse zwycięstwa). Będą to modele, które potrafią o siebie zadbać, nawet gdyby po przegranej walce musiały przetrwać kilka lat na terytorium wroga.

Jest to jedna z wielu teorii, które wypłynęły na światło dzienne. Jedno jest pewne – w tym temacie można jeszcze wiele ciekawego powiedzieć. Tymczasem wycieczki grup westernowych twardzieli ciągną w kierunku Oregonu, śliniąc się jak wygłodniałe wilki. Gdy tak patrzę na tych chciwych debili, nabuzowanych naukowców i bogatych, zblazowanych szaleńców, a potem, gdy spojrzę na żyjące tam populacje maszyn – zastanawiam się wtedy: „kto tak naprawdę skorzysta na tym najbardziej?”.

Autor: Dagon

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.