Dzieci Apokalipsy (część druga)

Widzę, że wciąż żyjesz, chłopcze. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego, ale cóż, przyjemnie jest się w taki sposób pomylić. Nie doceniałem cię. Mam nadzieję, że wiedza, którą ci przekazałem, przydała się nie raz. Cieszę się z naszego spotkania, nawet nie wiesz, jak bardzo. Już niedługo przyjdzie mi się pożegnać z tym światem i może wreszcie trafię do lepszego, gdzie na jedzenie nie trzeba polować i woda nadaje się do picia bez odkażania. Ale tymczasem siadaj, mam dla ciebie kilka nowych i ciekawych informacji o mutantach.

Od naszego ostatniego spotkania minęło już trochę czasu i zdążyłem odwiedzić wiele miejsc wspaniałych Zasranych Stanów. Przyznaję, że tym razem było jeszcze trudniej niż za pierwszym razem, kiedy miałem więcej siły i choroba nie postępowała w takim tempie, jak teraz. Nie musisz mi mówić, że wyglądam dobrze. Nic na to nie poradzisz. Przygotuj kawę, a ja zacznę, bo widzę, że już nie możesz się doczekać.

Kult Księżyca

Spotkałem ich tylko jeden raz i na podstawie tego mogę ci co najwyżej opowiedzieć o ich wyglądzie i podejściu do kontaktów z obcymi, a raczej o tym jak bardzo starają się ich unikać. Otóż od czasu, kiedy pojawili się po raz pierwszy, wraz z pierwszą falą mutantów, zmienili się w znacznym stopniu. Choć nadal przypominają istoty humanoidalne, którymi kiedyś byli, niewiele zostało z ich wyprostowanej postawy i zapewne za kilka lat nie spotkasz już osobnika, który będzie się poruszał bez podpierania się rękami. Jednak najbardziej zmieniły się ich twarze. Mają wysokie, mocno wysunięte do przodu czoła i obwisłe, blade policzki. Ich oczy są zupełnie białe, pozbawione zarówno tęczówek, jak i źrenic. Ale to nie oddaje tego, co czułem, kiedy w nie spoglądałem. To tak, jakby zaglądać w głębinę studni, której dna nie widać. Pomimo tego, że oczy tych mutantów są zupełnie białe, masz wrażenie, że spoglądasz w zupełną pustkę, pozbawioną dna otchłań. Myślę, że to były pierwsze prototypy Molocha, które miały posiadać zdolności hipnotyczne, jak ci pieprzeni Mesmeryci. Coś jednak nie wyszło i tatuś o nich zapomniał. A oni zapomnieli o nim.

Co do ich zachowania w stosunku do obcych, którzy znaleźli się na ich terytorium zupełnie przypadkowo, jak to było w moim przypadku, to mogę powiedzieć tylko tyle, że trzymają się raczej na dystans i unikają jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Nie są agresywni i naprawdę ciężko jest przekonać ich do siebie. Ale kto chciałby wchodzić w bliższe stosunki z mutantami? Tak, wiem, goście z St. Louis są otwarci na wszelkiego typu aberracje, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę.

Znajomy kaznodzieja z południa, jakoś znalazł z nimi wspólny język i to właśnie od niego mam większość informacji na temat tego plemienia. Wiem, że to nie to samo, co informacje z pierwszej ręki, ale lepsze to niż nic. Ci mutanci żyją sobie spokojnie gdzieś w okolicach Sioux City, w resztkach lasów wschodniej Nebraski. Okolica nie należy do najzdrowszych, ale na pewno lepiej tam niż nad Missisipi i może właśnie dlatego to plemię jeszcze nie wymarło, tak jak inne plemiona pierwszej generacji. Zajmują się zbieractwem i grzebaniem w opuszczonych ruinach, czasami polują na jakiegoś większego zwierza, zwłaszcza przed nadejściem zimy, aby uzupełnić zapasy Wybierają się wtedy większą grupą, budują jakąś prymitywną pułapkę, a później urządzają nagonkę. Zdarza się, że to oni padają ofiarą rozzłoszczonej bestii, ale nie zniechęcają się i jakoś się to ciągnie.

Aktywni są głównie nocą i może właśnie dlatego tak rzadko ludzie ich spotykają. Nie potrzebują żadnego oświetlenia, gdyż znakomicie widzą nawet w zupełnych ciemnościach. Poruszają się bezszelestnie, kiedy się skradają i nie chcą zostać zauważeni, a gdy polują, hałasują bardziej niż stado bydła pędzone po pastwiskach Teksasu.

Jednak najdziwniejszą rzeczą są ich wierzenia. Oddają cześć księżycowi i w jakiś sposób ich bytowanie związane jest z jego fazami. Kiedy księżyc rośnie, wzrasta również aktywność mutantów, natomiast gdy księżyca zaczyna ubywać, stają się spokojni, żeby nie powiedzieć osowiali. Dlatego też, przed każdym nowiem starają się znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzie mogliby przeczekać te kilka dni, aż do czasu kiedy ich aktywność znowu zacznie wzrastać.

Kaznodzieja, który mi o nich opowiadał, żył z nimi przez dwa miesiące i był świadkiem jeszcze jednej dziwnej rzeczy Twierdził, że to rodzaj jakiegoś rytuału, a ja nie mam podstaw, żeby temu zaprzeczyć. Otóż podczas pełni, kiedy przychodzi apogeum ich aktywności, grupę ogarnia jakby zbiorowe szaleństwo. Miejsce, w którym się wówczas znajdują (zwykle jakaś opuszczona mieścina, albo położona w głębi lasów osada), zamienia się w widownię szalonych tańców, agresywnych zachowań, brutalnych zdarzeń. Jednak mutanci potrafią w pewnym stopniu nad sobą zapanować i nie wyrządzają krzywdy sobie nawzajem, ani tym, którzy od jakiegoś czasu z nimi przebywają i których traktują jako członków plemienia.

Dlatego, jeśli kiedykolwiek zawędrowałbyś w okolice Sioux City spojrzyj łaskawie w niebo i upewnij się, czy księżyc nie jest przypadkiem w pełni. Chyba nie chciałbyś skończyć jako jedna z ofiar Kultu Księżyca?

Łowcy Snów

My mamy swoich Dark Visions, a mutki mają Łowców Snów. I wcale nie powinno cię to dziwić. Wiadomo, że rafinowane Tornado nie jest łatwo dostępne, zwłaszcza teraz, kiedy Nowojorczycy rozpoczęli swoją kampanię przeciwko temu narkotykowi i coraz więcej miast i całych terytoriów przystępuje do ich programu. Jednak, choćby nie wiem jak się starali, patrioci z Nowego Jorku nie powstrzymają pojawiających się często chmur czystego, naturalnego Tornado. Korzystają z tego nie tylko przedsiębiorczy ludzie, znający się na chemii i mający smykałkę do interesów, ale również mutanci. Nie wiem ile ich grup traktuje Tornado jako coś więcej niż zwykły narkotyk, ale o Łowcach słyszałem, a raz nawet miałem szczęście ich widzieć, tak jak teraz ciebie.

Było to na południu, w okolicach Nowego Orleanu, ale poza Pasem Śmierci. Nie zapomnę tamtego dnia do końca życia. To był pierwszy i jedyny raz, kiedy doświadczyłem działania Tornado na własnej skórze. Wiem, że dobrze robiłem unikając tego narkotyku. To nie jest narkotyk, po którym masz kolorowe, przyjemne wizje, który sprawia, że czujesz się jak ptak. Tornado to przekleństwo i pułapka, niebezpieczna pułapka, która nie pozwala ludziom zapomnieć o przeszłości i dręczy nas, kusi. Sprawia, że świat w którym żyjemy wydaje nam się piekłem na ziemi.

Są jednak tacy, którym to się podoba, którzy chcą wracać do przeszłości, do czegoś, czego już nie ma i co na pewno nie wróci. Tamtego dnia spotkałem taką grupę i nie byli to ludzie. Łowcy Snów przypominają ludzi tylko na pierwszy (i to pobieżny rzut oka) – wysocy i szczupli, o nienaturalnie długich, wąskich i szarych twarzach. Kiedy na nich patrzysz, wydaje ci się, że stoją przed tobą duchy przeszłości i dopiero po chwili uświadamiasz sobie, gdzie jesteś i kim są te istoty. Innym szczegółem, który rzuca się w oczy, jest brak małżowin usznych. Mają za to ogromne, przypominające podkładki pod piwo, oczy. Łowcy twierdzą, że zostali tak stworzeni, żeby pełniej doświadczać wizji przeszłości. Ale to ich prywatna opinia.

Dla tych mutantów Tornado jest sposobem, żeby stać się – przynajmniej na jakiś czas – ludźmi. I nie jest istotne to, że są nimi tylko w narkotycznych wizjach. I nawet wtedy nie są takimi ludźmi, jak ty czy ja. Jest w nich coś nienaturalnego, obcego i to się czuje. Pewnie nie raz słyszałeś, że jeśli kilka osób zażywa Tornado w tym samym czasie i miejscu, to znajdą się w jednej wizji, w jednym miejscu, chociaż każda będzie inną osobą. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Byłem tam ja, było też kilku ludzi z karawany, w której podróżowałem oraz Łowcy Snów, którzy przybyli do naszego obozu tuż przed nadejściem Czarnej Chmury i to właśnie oni zwracali na siebie uwagę nas wszystkich, tam, w odległej przeszłości, w dniu, kiedy umierał świat. Wyglądali jak ludzie, zachowywali się jak ludzie, a jednak czuło się ich odmienność.

Łowcy potrzebują Tornada do swoich poszukiwań. Kiedy zapytałem ich, czego szukają w tamtym świecie, żaden z nich nie potrafił mi odpowiedzieć. Powtarzali tylko, że kiedy wreszcie to odnajdą, będą wiedzieli, co to jest, poczują to i nie będą mieli wątpliwości. Wierzą, że Tornado ze swoimi wizjami pozwoli im osiągnąć zbawienie, że wyzwoli ich na zawsze z tego świata. Mam nadzieję, że ten dzień przyjdzie jak najszybciej i uwolnimy się od ich obecności.

Autor: Piotr Orliński

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.