Last Christmas I gave you my brain…

Część 1

Tony – drobny mafioso z Vegas. Szybko jednak w mieście neonów i kasyn zrobiło mu się za gorąco. Jednym słowem, spieprzał aż się kurzyło. Wraz ze swoją córką Tamiką i kilkoma zaufanymi ludźmi osiedlił się w małej mieścinie zwanej H-Block. Kilkanaście improwizowanych domostw, przycupniętych obok wynurzających się z pyłu i piachu ruin wieżowca. Wykorzystując wrodzony talent do zastraszania ludzi, Tony awansował na Szefa Wschodniej Elewacji. Dysponował działkami dla ludzi chcących dokopać się do niższych pięter, przez niego przechodził dzienny łup gambli. Istna sielanka… Przeszłość odezwała się zupełnie jak niechciany telefon. Dawni kumple z Vegas zburzyli spokój Tony’ego niczym zamek z piasku. Pertraktacje trwały długo – w końcu doszli do porozumienia. Jako że przysłany przez wyższych narwany dwudziestolatek pałał gorącym uczuciem do Tamiki – to ona miała być ceną za życie i spokój Tony’ego. Wszystko byłoby pięknie… ale jak zwykle coś musiało się spieprzyć.

Tymczasem Tamikę porwali gangersi, a on na gwałt potrzebuje bohaterów, którzy go mogą wydostać z tarapatów. Za 6 dni przybywają ludzie aby dobić targu.

Tony robi wokół siebie aurę mafiosa z prawdziwego zdarzenia. Częstuje cygarami i dobrym drinkiem. Ma dwóch ochroniarzy tępych jak zbójecki nóż. Waligóra i Wyrwidąb wykonują rozkazy bez szemrania. Kiedy Tony rozmawia z interesantami, zapuszczają z głośnika nutę z filmu Ojciec Chrzestny, a on sam przemawia zmęczonym głosem, przeciągając sylaby.

W każdym razie proponuje po 300 gambli w paliwie, lekarstwach i amunicji na łeb, albo działkę tuż przy ścianie bloku ze sprzętem na cały miesiąc kopania. Tyle za odzyskanie Tamiki w ciągu 6 dni i przyniesienie głowy Docenta na tacy.

Tamikę porwał gang Docenta, który bawił się w H-Block niedawno. 2 dni temu była rozróba w knajpie, Docent ze swoim sześciorgiem ludzi przepadł, a wraz z nimi Tamika.

Jeśli nasi gracze przyjmą zlecenie, zapewne wezmą wszystkich na spytki. Oto, czego mogą się dowiedzieć:

– Docent to ganger, który był kiedyś profesorem na Harwardzie. Jak się zaczęło wsiadł na motor i zaczął napadać na biblioteki i inne bazy danych. Zebrał kilkoro „bibliofili”, jak również zwykłych poszukiwaczy adrenaliny i ruszył na podbój świata;

– cały czas czyta, handluje informacją. W bagażach ma same książki. Nosi się na harleyowca, z okularami jak denka od butelek;

– przyjechało z nim 7 gangersów;

– popili się, zrobili rozróbę, podobno przez to, że ktoś uderzył kobietę. Świadków rozrób ciężko znaleźć. Albo są pokiereszowani, albo pojechali go szukać;

– wraz z 7 innymi osobami pojechali 1 dżipem i na 3 motocyklach na wschód.

Część 2 – Pościg

Gracze pewnie wzięli część wypłaty, przygotowali się na akcję jak Arnold podczas filmu Komando, zakupili potrzebny sprzęt i wyruszyli. Tutaj zostawiam ci wolną rękę z przerywnikami podczas drogi na zdobycie informacji, w którą stronę ruszył Docent ze swoim gangiem. W każdym razie gracze mają się dowiedzieć, że porwana dziewczyna oddala się na południowy wschód w stronę grupy skał, które widać na horyzoncie.

Zbliża się wieczorek, teren robi się płaski, jak pieprznięty patelnią, czerwony żwir pustyni przecina ładna asfaltówka, czasem slalomuje pomiędzy jakimiś wzgórzami pokrytymi lasem. Znaki drogowe pokazują, że niedługo trafimy na jakiś pomnik przyrody. Słońce zachodzi rzucając na wszystko rdzawe cienie, robi się zimno. A do podnóża grupy skalistych wzgórz, porośniętych drzewami zostało niewiele drogi. Tu graczy dopada niesamowite znużenie. Nie warto jechać w nocy, teren staje się zdradziecki, na drodze wyrwane kawałki asfaltu czyhają tylko na nieuważne opony. Do tego Geiger niebezpiecznie trzeszczy. Można się zaszyć w starym Tartaku niedaleko drogi i tam przeczekać na nowy dzień. Gdy tylko gracze przygotują się do odpoczynku, oczka zaczynają się kleić i nawet największy twardziel musi uciąć komara. W tartaku bowiem zaczyna ulatniać się niewidzialna substancja, mająca uśpić graczy (CT test Niezłomności).

Część 3 – Pod kopułą śniegu

Któregoś z bohaterów budzi w środku nocy przeraźliwe zimno. Otwiera oczy i rzeczywiście wszystko zasypane białym puchem, który sięga ponad kolana. Samochody zamarznięte na amen, piździ okrutnie. Wszędzie dookoła biała zamieć, wiatr wygrywa złowrogie dźwięki. Pogodzie po wybuchu widocznie też się popieprzyło. Śnieg jest sypki i przypomina w dotyku mydło.

Kiedy gracze odejdą trochę od zabudowań, zauważą pomiędzy zaspami (T test Zauważania) wrak rozpieprzonego na drzewie dżipa. Widocznie wybuchł bak. Na swój transport nie mają co liczyć.

Po wędrówce na oślep w śnieżnej zamieci, BG trafiają na ścieżkę, później drzewa rozstępują się trochę i wchodzą pomiędzy dwie strome ściany skalne. Po udanym teście Spostrzegawczości można wykryć wystającą spod śniegu manetkę motocykla crossowego, jednak z rozwalonym silnikiem. Rama jest trochę pogięta jakby coś na niego spadło. Wtedy się zacznie.

Gracze słyszą przeciągłe warknięcie. Akurat wtedy, gdy są w połowie wąwozu, wiatr cichnie jak na rozkaz. Warknięcie, przyspieszony oddech, jak u zziajanego psa. Z jednej z półek skalnych 15 m nad głowami graczy wychyla się zniekształcona twarz mutka. Warczy i ukazuje błyszczące kły. Kamienie obsuwają się spod jego rąk. A on mlaszcze jakby mu ktoś obiad przyniósł. I znów znika. Po drugiej krawędzi pojawia się drugi, trzeci. Na pewno nie jest pozytywnie nastawiona do graczy i daj im to do zrozumienia. Kolejne mutki wychylają się zza skały nad głowami. Prędzej czy później któryś z graczy nie wytrzyma napięcia i strzeli. I wtedy się zacznie.

Wszystko zaczyna się trząść, z góry spadają coraz większe czapy śniegu i kamieni. Nad głowami pojawia się cień, jakby ktoś zrzucił wielkie prześcieradło. A później jest już tylko ciemność… Żadnych rzutów i ratunku. Za głupotę się płaci…

Teraz wstań od stołu, wyłącz muzę, zapal światło i zacznij się zbierać. Powiedz „Okej, to by było na tyle. Przykro mi, wasze postacie nie żyją”. Kiedy nasycisz się ich głupawymi minami, siadaj z powrotem i prowadź dalej, koniec żartów. No. MG też musi mieć chwile radochy.

Przebudzenie

Obrazy powracają jak na urwanym filmie. Dźwięki zastąpiło pulsowanie w czaszce. Drewniany sufit. Duże okno, za którym pada śnieg. Ciepło. Miękkie łóżko. Drzwi i ściany z drewnianych belek. Ciemność. Przytłumione odgłosy rozmowy zza ściany. Podłoga skrzypi. Słychać wycie zamieci.

BG budzą się w dużym pomieszczeniu. Na suficie pali się pod kloszem żarówka, rzucając przytłumione, żółtawe światło. Za oknem biało, płatki śniegu zasypują wszystko. Na oknach wykwity mrozu układają się w fajne wzorki. BG leżą na łóżkach, opatrzeni i zabandażowani. Są nieźle pokiereszowani. I nie bój się złamać któremuś z nich nogi czy ręki (przyda się w dalszej części przygody). Do wesela się zagoi. W pomieszczeniu jest ciepło i przytulnie. Swojego sprzętu przy sobie nie mają. Zostawiono przy nich tylko lekarstwa (teraz trzeba nadrobić straty, pojawiają się pierwsze symptomy chorób, przypomnij im o tym w najważniejszym momencie przygody). Reszty przedmiotów nie ma. O spluwach nawet nie ma co marzyć.

Gracze na pewno będą się gorączkowo pytać, co się z nimi dzieje. No to Ci wytłumaczę.

BG leżą tutaj od trzech dni. Uratował ich Docent. On też ma wśród swoich ludzi jednego ciężko rannego (ofiarę wypadku dżipem). Kiedy uciekał z H-Block, pogoda momentalnie pogorszyła się, niebo zaszło chmurami, zrobiło się ciemno jak oko wykol i rozwalili się dżipem na drzewie. Paliwo wybuchło z większością sprzętu. Kierowca niestety nie przeżył, resztę mocno pokiereszowało. Ukryli się między wzgórzami i wylizywali się z ran. Geiger w tym miejscu zamyka się na dobre, (mimo że wokoło wzgórz szaleje), co mogło odstraszyć stąd ewentualny pościg (jak widać drużyna naszych cwaniaków trzaskania Geigera się nie ulęknie) Kierując się tymi argumentami Docent zarządził postój. Rozrzucili więc po leśniczówce swój sprzęt i czekali. Aż trzy dni temu zaczął padać śnieg. Zrobiło się zimno, transport zamarzł, nie dał się odpalić. Trzy dni temu Docent usłyszał też strzały i wszystkim aż zatrzęsło. Postanowił wysłać zwiad, żeby zobaczyć, co się dzieje. I jego ludzie (zaraz ich przedstawię) znaleźli zasypanych pod lawiną graczy. Przytargali ich tutaj, opatrzyli i czekali.

Aha, nie zapomnij przypomnieć, że po okolicy grasują mutki. Na razie nie zaatakowały, ale wyglądają i zachowują się groźnie. Na zwiady rzadko ktoś wychodzi (amunicji nie ma, wybuchła wraz z jeepem).

Informacje te zapodawaj graczom stopniowo i na tyle subtelnie, żeby nie zwęszyli tutaj czegoś nadzwyczajnego. Teraz nie potrzebujemy podejrzeń. Zresztą Docent nie jest taki głupi (miał, do cholery, doktorat na Harwardzie).

Klimacik

Kiedy BG będą się czuli na siłach, żeby wstać, nastanie koniec opieprzania, czas będzie ruszyć dupska i zobaczyć, co tu się wyprawia. W każdym razie drzwi prowadzą do wielkiej sali, w której jest gorąco i duszno jak w małpiarni. Pod ścianami w workach i jukach leżą różne sprzęty, które zostały Docentowi, a także sprzęty graczy (hola hola, nie oddawaj im tego jeszcze). Przy wielkim dębowym stole siedzi kilka osób. W rogu, na drewnianym łóżku, leży wielki i brodaty koleś z zabandażowaną głową. Śpi. Przy kominku stoi szafka z kilkoma książkami i półka z odbiornikiem radiowym, przy którym majstruje łysy jak kolano facet. Wszystko to oświetla żółtawe światło z wielkiego kominka na ścianie, w którym huczy potężny ogień. Na ścianach poroża i skóry jeleni.

Teraz uspokój graczy i powiedz im, że wśród tych sześciu osób jest Tamika. Siedzi właśnie na kolanie u chłopaka wyglądającego jak Elvis, opowiada mu coś na ucho, a później wybuchają śmiechem. Na stole rozrzucone są jakieś książki, gazety, dwie spluwy. Ogólnie klimacik przytulny i rodzinny. Ale nie do końca. Docent nie odda sprzętu graczom. Gdy wejdą do pomieszczenia, atmosfera zagęści się na chwilę, muzyka cichnie, rozmowy cichną i następuje intensywna, obustronna lustracja wzrokiem. Ktoś rzuca jakiś tekst na ucho. Dłonie bezwiednie wędrują w stronę pasków; kabur i tym podobnych rzeczy, w których umieszcza się spluwy. No i wszystko wraca do normy. Prawie.

Docent oczywiście domyśli się, że gracze mogą być potencjalnym pościgiem i działać na zlecenie Tony’go. Dlatego nie odda graczom gambli, aż nie odkryją swych zamiarów. A nawet jeśli to zrobi, wciąż ma ich w szachu. A gracze na pewno nie są zdolni do akcji w stylu Rambo. Jednym słowem: są w kropce. Tu też należy Ci się trochę wyjaśnienia. Tamika została porwana na własne życzenie. Miała dość życia z ojcem; który cały czas trzymał ją przy sobie; zastraszał jej chłopaków i nie pozwalał jej się porządnie zabawić. Postanowiła uciec. I tak się stało, ze w gangu Docenta był jej ex – Elvis. I kiedy Docent przyjechał do H-Block, miłość odżyła. Tamika wiedziała, że tatuś się nie zgodzi, żeby „chodziła” z Elvisem. Mimo że kocha strasznie tatę-mafioza, postanowiła uciec. Nie wiedziała, że zdesperowany Tony zaślubił ją w międzyczasie innemu – Rommelowi, i zrobił z niej kartę przetargową.

Jak zareagują gracze, co zrobią, jak się dogadają? Wyłożą karty na stół, czy będą kluczyć? W każdym razie proponuję mocno zasugerować im, że słowa jak „pokój”, „miłość” i „pojednanie” muszą wrócić do ich słowników. Przynajmniej dopóki nie wyzdrowieją. Wszyscy w końcu jadą na tym samym wózku.

Przedstawienie

Docent, jak już mówiłem, to pan mądraliński. Nie dość, że jest doktorem historii, to ma swój własny gang. Ma około sześćdziesięciu lat, wygląda na czterdzieści, zachowuje się na dwadzieścia. Taki starszy pan na niebieskich pigułkach. Do członków swojego gangu mówi per „synku” albo „córciu”. Jednak potrafi być twardy. Jak się wkurza, wszystko wokół niego cichnie jak przed burzą. I potrafi dyktować warunki. Niebezpieczne połączenie. Po wojnie postanowił odbić sobie życie spędzone w książkach i założył własny gang. Jeździł, rozbijał się po tym, co zostało, rozrabiał, ale też kolekcjonował książki oraz uczył dzieci i dorosłych. Ma ze sobą naprawdę dużo mądrych książek. Można czasem spostrzec, że szef gangu to maska narzucona na zmęczonego życiem staruszka.

Joachim

Joachim jest drugim najstarszym po Docencie. I też doktor, tylko że nauk ścisłych. Ten ma brodę prawie do pasa, wygląda jak z ZZ Top. Szczerbaty, cały czas kłócący się z Docentem o durnoty: spory w doktrynie, historię i poglądy nauki na dane kwestie. Ale to on jest mózgiem. Zawsze obmyśla wszystkie plany i awaryjne wyjścia. Ma we łbie kalkulator, potrafi w sekundę pomnożyć dwie siedmiocyfrowe liczby (często się o to zakłada). Ma łacińską sentencję na każdą sytuację. Ale też nie daje sobie w kaszę dmuchać. Uważa; że Moloch to tajny projekt komuchów, a za tym wszystkim stoją pieprzeni wietnamcy.

Papaye

To ten koleś, co robił przy radiu. Jest rudy, łysy (tu się zawiesiłam, to jest tak złe, że zostawiam to ku waszej uciesze – przyp.red.) i mordę ma non stop w podkówkę. Spec od elektroniki. Zaproponowali mu udział, gdy sprzedał im podręcznik do fizyki kwantowej. I przystał do gangu. Jest mega pozytywny. Radio próbuje naprawić od dwóch dni, jednak dotychczas brakowało mu części. Nie omieszkał jednak poszperać w rzeczach graczy i znalazł to, czego szukał – wymyśl jakąś fajową, bardzo technicznie brzmiącą nazwę. Teraz siedzi cały czas i próbuje to coś zamontować. Odmroził sobie palce i trochę wolno mu idzie. Mimo to niedługo mu się uda, ale o tym za momencik. Złota rączka.

Elvis

Elvis to przyjaciel Papaye’a. Obecny chłopak Tamiki. Za nic jej nie odda. Nie chce puścić jej do tatuńcia. Dobry strzelec. Wygląda jak Elvis.

Teddy

Teddy był woźnym na uczelni i tak się zgadali z Docentem. Jest czarnuchem wielkim jak Yeti i tak samo zarośniętym. Podczas wypadku ucierpiał najbardziej. Od kilku dni leży traci co chwilę przytomność. I jak na Yetiego przystało, choruje na Matołka. Nie wszyscy są geniuszami. Umysł ma 10-latka. Z masą mięśniową jak goryl.

Tamika

Fajna laska, która wdała się w tatusia. Twarda jak stal, językiem może ciąć metal. Babka, z którą się nie zadziera. Swojego tatę kocha i chce koniec końców wrócić – jak tatuś się stęskni – i postawić ultimatum. Ucieczka była chęcią zagrania mu na nosie.

Rhino

Jest handlarzem, którzy szlaja się razem z Docentem. Obecnie go nie ma, wyszedł rano na zwiad i jeszcze nie wrócił. Tak na prawdę to złamał nogę w drodze powrotnej z bardzo pilną wiadomością. Jest w trakcie doczołgiwania się do chatki. Wiadomość brzmi – nie jesteśmy tu sami.

Teraz czas na to, żeby gracze dogadali się, rozgościli i usiedli. Zrozumieli, że jadą na jednym wózku i że najwyższy czas odłożyć dumę na bok.

Pierwszy kontakt

Rozmowy przerywa Papaye. Klnie głośno i trzyma się za rękę. Coś załapało i radio oznajmia serią trzasków i buczeń, że działa (jest to odbiornik radiowy; połączony z CB). Za trzeszczącą zasłoną fal UKF słychać przytłumiony głos. W grobowej ciszy, która zaraz potem następuje, brzmi złowieszczo.

Ziemia, odbiór. Ziemia, odbiór. Tu Orbital. Odbiór. Nadaje John Hawking. Słyszycie nas? Jesteście tam na dole? Nawet jeśli nie, my wciąż nadajemy…

Wszyscy stają jak wryci. Audycja z Orbitala, to jest to… Jeszcze od samego początku. W każdym razie Docent zarządza ciszę. Joachim przykłada palec do ust, w drugiej ręce trzymając nóż, pokazuje go pozostałym.

– Ja walę, znałem tego gościa! -mówi. – Papaye, daj na maksa.

No to zaczynamy dzisiejszą audycję. Za chwilę za mikrofonem zasiądzie Pierre Fournier, nasz mechanik z Europy. Tak kombinujemy tu na górze, o czym Wam dzisiaj poopowiadać. Jako że zbliża się grudzień, to poopowiadamy sobie o świętach. Ale na razie, żeby wam przypomnieć ten klimacik, zarzucimy wam muzyczkę odpowiednią do takiego nastroju.

Radio trzeszczy i zaczyna grać muzyczka. Leci George Michael „Last Christmas”. Docent zaczyna złorzeczyć na homoseksualistów i przerzucać się z Joachimem argumentami za i przeciw. Reszta ekipy podryguje w rytm muzyczki. Elvis mówi, że w życiu nie przeżył świąt, bo rodzinę stracił zaraz po urodzeniu. I każdy może się zwierzyć trochę, powymyślać historii, nakręcaj do tego swoją partię, niech popuszczą wodze fantazji. Tamika się giba, Elvis puszcza się z nią w tany, Papaye stawia jakiegoś swojaka w plastikowej butelce na stole i bierze w obroty jakąś graczkę. Zaraz potem zaczyna lecieć Louis Armstrong i „White Christmas”.

Daj poczuć graczom tą magię. Opisz jak gdzieś na drugim końcu kontynentu rodzinka zbiera się w ruinach budynku przy radiu i słuchają. W Detroit ludzie przestają się ścigać i gromadzą się wokół bryki, która ma najmocniejsze audio. Albo dwa gangi podają sobie ręce, mimo że przed chwilą się strzelały. To jest Orbital.

Ziemia, ziemia, bonjour, na naszym małym rounde-vouz przy odbiornikach – mówi w głośniku głos z francuskim akcentem, słychać, że Francuz jest trochę wcięty. – O ile tam jesteście, hehe. Z naszej perspektywy widać tylko żółte, zielone i dużo czarnego na północy, hehe. Ale o czym my to mieliśmy mówić? Właśnie o świętach. W Boże Narodzenie wszyscy siadali przy jednym stole i jedli. Zawsze zostawiało się przy tym stole miejsce dla nieproszonych gości (tutaj wszyscy patrzą znacząco na drużynę), czekało się na pierwszą gwiazdkę i rozdawało prezenty… Więc jeśli siedzicie gdzieś w okopie, hehe, to idźcie do drugiego okopu i zaproście ich do stołu. Jeśli jest was mało tam na dole, to czas najwyższy żeby zakopać topór wojenny i siąść razem, pogadać, poopowiadać i złożyć sobie życzenia.

I tak dalej, Francuz z Orbitala nadaje o świętach, za oknem pada śnieg, Francuz przerywa swoje wypowiedzi muzyczką (mają tam na górze dwa, może trzy kawałki, które puszczają w kółko).

W końcu pada zarządzenie Docenta. No to pięknie, mówi Docent, urządzamy sobie święta.

I teraz daj graczom pole do popisu. Niech się dogadają i urządzą stół. Elvis znalazł w piwnicy kilka dobrych puszek. Papaye ma jeszcze ze trzy butelki swojaka, za oknem pada śnieg, ogień huczy w kominku, w radiu lecą hiciory. Żyć, nie umierać. Każdy wykłada, co ma w torbach, na stół. Ktoś wie, jak oporządzić królika, i zaczynają się wielkie świąteczne przygotowania. Nie ma tylko grudnia, ale co to ja mówiłem o kalendarzu?

Teraz najlepsza część programu. Czas ubrać choinkę. I tutaj liczę na pomysłowość graczy. Moi ubrali ją w łańcuch od M52, zamiast bombek granaty, zamiast światełek: latarki; diody i wszystkie elektryczne i święcące bajery. Drzew jest w bród, bo to w końcu las i każdy geniusz wpadnie, skąd wziąć dużą choinkę.

Gdy w końcu gracze zasiądą przy stole, Joachim mówi, że u niego był taki zwyczaj, że każdy przy stole musiał opowiedzieć najciekawszą historię, jaka go spotkała w roku, najbardziej chwalebny czyn lub największą wpadkę, żeby dać przykład innym na następny rok. I zaczyna się opowiadanie historii. Ubarw to, drogi MG: wymyśl dla każdego jakąś historyjkę i anegdotę, spróbuj pomyśleć, co każdy myśli o Molochu, świecie, tornado. Np. opowiedz ustami Elvisa, że kiedy Docent spotkał na swej drodze Juggernauta, to popatrzył mu w oczy i tak go zagiął z fizyki i z matmy, że mu się procesor przepalił z obliczeń. Pozwól swoim bohaterom się przechwalać, to jest ich chwila. A że Docent jest sławnym gangerem, jest się komu pochwalić. To ma być scena, kiedy wszyscy przy świątecznym klimacie opowiadają fajne historie, gadają o życiu, świeci choinka, w kółko gra muzyczka z Orbitala i można powiedzieć, że topór wojenny został zakopany. Nikt jednak nie wie, że to wszystko dzięki wujkowi Molochowi.

O co chodzi?

Moloch zauważył kiedyś, że jest jeden dzień w roku, kiedy wszyscy ludzie, wrogowie czy nie, gromadzą się razem i zapominają o czujności, Molochu, tornado i apokalipsie. Postanowił więc to wykorzystać. Bo wiadomo, im więcej ludzi w kupie, tym łatwiej się do nich dobrać. Dlatego też zbudował sobie w miejscu osady traperskiej bazę, gdzie prowadził badania nad fenomenem świąt. Oszukał Geigery wokoło wzgórz, żeby osłonić się od ciekawskich ludzi. Zebrał dane z reklam, telewizji i zwiadowców i zaczął prowadzić badania. Dwóm rodzinom traperów wyzerował pamięć i zaczął ich karmić nagraniami o świętach (jedno z nich leci właśnie z kasety przez radio w chacie BG). Rozmieścił też specjalne „prezenty” (ale o tym zaraz). Jednak traperzy pozostawali wciąż ludźmi i po tym co zrobił pierwszej rodzinie pozostałe zbuntowały się i uciekły zanim miał okazję wykorzystać na nich wszystkie patenty. Mutki podświadomie zdały sobie sprawę, że Moloch chce im zrobić krzywdę i rozwalić święta. A Molochowi nie chciało się z tym użerać i zapomniał o projekcie. Ale po jakimś czasie jego czujniki zaalarmowała grupa ludzi, która zrobiła sobie z chatki legowisko. Później dołączyła do nich druga grupa (nasi BG). Ludzie ci nie mieli pojęcia, że właśnie w tym momencie uruchomili całą maszynerię. Moloch skierował w stronę wzgórz działka pogodowe (taki bajer, co potrafi zmieniać pogodę na danym obszarze) i spadł śnieg. W reszcie pomogli mu sami ludzie, idący za zakorzenionym ciągiem skojarzeń; dopięli jego plan na ostatni guzik. Moloch teraz tylko czeka aż otworzą prezenty. Wtedy się zacznie. Maszynki tylko czekają na porcję świeżych mózgownic.

Teraz drogi MG może rozegrać tą przygodę na dwa sposoby. Albo dać graczom dokończyć świętowanie, albo przerwać je w bardzo drastyczny sposób. Daję dwa alternatywne zakończenia, które możesz poprowadzić przed prawdziwymi świętami (przecież nikomu nie chodzi, żeby je zepsuć, zniechęcić graczy czy obrazić ich uczucia), lub po (wtedy będą czuli najlepiej magię świąt i cały ich klimat).

Zakończenie 1 (przed świętami)

Kiedy gracze z resztą ubiorą choinkę; do okien zaczynają dobijać się mutki. Daj ostro popalić graczom, rozwal im tą sielankę. przyspiesz tempo. Niech w każdym oknie pojawi się wykrzywiona twarz mutka. Nie bój się krzyknąć „I nagle!”, pieprznąć w stół pięścią, zmienić momentalnie nastrój (zobaczysz jak podskoczą, hehe). Co bardziej spostrzegawczy zobaczą, że mutki nie są agresywne. Przyklejają się do szyb, ślinią i patrzą przez okna na choinkę, kominek, zastawiony stół. Można poznać że jest to cała rodzinka z trójką dzieci. Są trochę zmutowani (moloch ostro ich szprycował swoimi specyfikami), ale przypominają ludzi. Jeden z mutków puka w drzwi. Uświadom graczom, że nie są agresywne, nie mają broni. Wyobraź sobie, że BG wpuszczają jednego do środka (to jest chyba ojciec, ma na sobie zniszczony strój trapera), a ten jak jakiś zombie szura w stronę choinki, po czym zaczyna płakać. Głosem, jakby dopiero co przypominał sobie słowa i język pyta: „mogę?”; po czym siada do stołu. Nie zwraca uwagi na skierowane w jego stronę spluwy. Za nim wchodzi reszta rodziny Po prostu „mutkom” powróciła świadomość: obudzili się w nich ludzie i chcą spędzić normalnie święta. Uśmiechają się głupawo. Czasem zachowują się jak zaprogramowani (rzucają wyuczonymi tekstami, jak z filmów familijnych i reklam, jak roboty), czasem górę bierze człowiek i w miarę jak gracze ich zagadają, przypominają sobie kim kiedyś byli, mowę, ludzkie odruchy. Z mutantów zmieniają się na oczach w nienaturalnie wyglądających ludzi, przypominają sobie swoją historię (oprócz ostatniego roku) itd. Tymczasem pora na prezenty.

Prezenty

Moloch w chatce, podobnie jak w osadzie traperów kilometr dalej, przygotował prezenty. Można tu znaleźć bombonierkę z czekoladkami nadziewanymi żrącym kwasem, jakąś pozytywkę, którą udaje techmorwa, pod choinkę dotacza się druga techmorwa w postaci granatu. Konik na biegunach stojący na strychu ma w sobie ładunek paraliżującego gazu itp. Prezenty możesz wymyślać sam. Pomyśl przed sesją, co postacie graczy mogłyby chcieć dostać na święta. Teraz czas spełnić ich marzenia. Podczas ceremonii rozdawania prezentów kaseta zacina się i cała gadka z Orbitala zaczyna się od nowa. Wówczas do domu wpada Rhino i mierząc do wszystkich z AK-47 widzi taką niecodzienną scenkę. Na pewno zelży czyjąś matkę, na pewno będzie krzyczał że wszyscy poszaleli. W każdym razie mnie też by zabiła gwoździa taka scenka: ludzie, mutki, choinka i prezenty W każdym razie tak go zatka, że zapomni powiedzieć, że widział po drodze idące w stronę chaty maszyny.

No ale wracając. Kiedy ktoś dostaje obwiązane brezentem i drutem kolczastym w kokardkę czekoladki i zaczyna częstować resztę rodzina traperów zaczyna kojarzyć fakty. Z dzikim wrzaskiem tata rzuca się na jednego z graczy i wytrąca mu czekoladki wykrzykując jakieś brednie i pojedyncze wyrazy „krzywda; śmierć; złe; nie można” i tym podobne. Jedna z czekoladek ląduje na ziemi i zaczyna wypalać podłogę jak kwas obcego. Balerina z pozytywki dostaje pajęczych nóżek i piłując głośno skacze do twarzy najbliższej stojącego gościa, konik wypuszcza gaz. Wszystko dzieje się szybko i jednocześnie. Nie daj graczom chwili do namysłu. Szybko nie otrząsną się z leniwego klimatu. Przyspiesz tempo, krzycz, wymagaj szybkich decyzji. Traperzy uciekają na zewnątrz, jedno z dzieci krzyczy „Mamo, patrz, jaki transformers!”.

Któryś z graczy dostrzega że dzieci wyłapują dwie maszyny służące do wycinania mózgu, które czekały już na zewnątrz. Daj graczom popalić. Ale też nie przesadzaj. Opisz im jak ogarnia ich wnerwienie, że ktoś śmiał im zepsuć święta. I niech wyrzezają wszystko do ostatniego kabelka.

Kiedy ucichną ostatnie strzały Docent dysząc ciężko mówi „Dobra, nie pozwolę; żeby jakiś kawał metalu popsuł mi święta, wracamy do stołu. Świętego Mikołaja, mu się kurwa zachciało”. I wtedy spomiędzy drzew słychać głośne HO!HO!HO! Moloch nie zapomniał o Świętym Mikołaju. Wygląda co prawda jak T1000 z Terminatora; w czerwonej czapce i z białą brodą. I ma worek z prezentami. Aha, i jeszcze miotacz ognia.

Czy gracze dadzą sobie popsuć święta? Na pewno nie. Daj im więc to. Niech cała akcja dzieje się z Georgem Michaelem w tle, niech rzezają, a później wszystko wróci do normy. Daj im się wyżyć. Kiedy się upewnią, że nic im nie grozi, wróćcie do stołu i wyczekujcie pierwszej gwiazdki. Pośród sterty zniszczonych maszyn, z dymiącymi jeszcze gnatami. Nic nie pokona świąt. Nic.

Zakończenie 2 (po Świętach)

Mutki wcale nie przyszły, gracze siedzą i gaworzą jakby nigdy nic. Nagle drzwi do domku otwierają się i wczołguje się Rhino. „Tam ktoś, kurwa, mieszka” jęczy od progu i mdleje. Docent zarządza spokój i od lecącego przez ręce Rhino dowiadują się, że z kilometr stąd widział dym z chaty.

Teraz wykorzystaj połamane kończyny graczy, bo to czas by rozdzielić drużynę (niektórzy nie mogą się ruszyć z miejsca). Docent wyśle jednego ze swoich (Elvisa) i jedno lub dwoje graczy, reszcie każe siedzieć na dupie (wciąż trochę nie ufa graczom, myśli że to jakaś zasadzka).

Wyprawa

Wysłani docierają w końcu do małej dolinki, w której jest kilka chatek; znad jednej unosi się dym. To jest baza wypadowa Molocha. Wszędzie pusto, tylko okno jednej chatki rzuca na śnieg szare blaski. Gdy podejdą bliżej, w środku bedą mogli zobaczyć włączony na wojnie mrówek telewizor i fotel ustawiony tyłem do graczy.

Kiedy wejdą do pomieszczenia, zobaczą że w fotelu siedzi ludzka postać pozbawiona głowy. Z szyi wystaje jej antena, mrugając na końcu czerwoną diodą. W rogu stoi odtwarzacz kasetowy podłączony siecią kabli z nadajnikiem radiowym; na ścianach biegną zwoje kabli. Gdy podejdą bliżej włącza się magnetowid. A oto co widać na ekranie:

Św. Mikołaj dający dzieciom prezenty [REV]
Św. Mikołaj dający dzieciom prezenty [FF]
Zmasakrowany człowiek [FF]
Reklama coca-coli „coraz bliżej święta” [REV]
Płonący ludzie [REV]
Mikołaj dający dzieciom prezenty [FF]
Zbiorowa egzekucja [REV]
Człowiek z obciętymi kończynami [REV]
Mikołaj rozdający prezenty

Kiedy geniusze skojarzą co się dzieje teraz w chatce i zaczną spieprzać, na zewnątrz usłyszą tylko z megafonu metaliczne HO!HO!HO!. Przywita ich Św. Mikołaj. Czas brać dupę w troki.

Tymczasem…

Tymczasem Docent nie wytrzymał i pod namowami Joachima powiedział: „dobra, dostaną później ja się nie mogę doczekać, rozdajemy prezenty”.

Teddy dostał pozytywkę na wielkim naszyjniku, nawet przebudził się i się głupawo uśmiecha, mrucząc coś pod nosem przygląda się zabawce. Papaye dostał bombonierkę z kokardką z drutu kolczastego. Ktoś dostał konika bujanego. W tle leci „Last Christmas”. Kiedy Papaye próbuje z namaszczeniem pierwszą czekoladkę i zaczyna łkać „Ja nie mogę dostałem pierwszy w życiu prezent, ja nie mogę!”. Zakrywa twarz rękami z radości. Nagle płacz radości przechodzi w ryk „NIE! ZABIERZCIE TO Z MOJEJ TWARZY! Co się dzieje z moją twarzą! Mój twarz! Ja nie mogę ,jak boli!!!” Krzyk przechodzi w zwierzęcy ryk, później w bulgot, spomiędzy rąk zaczyna wylatywać sycząca para, która pali skórę (nie bój się tego odegrać, efekt murowany).

Teddy głupawo się uśmiecha. Słychać odgłos jakby ktoś włączył wiertarkę i balerina znika z jego piersi. Po chwili brzuch zaczyna mu się ruszać; coś czerwonego zaczyna wypływać mu nosem i uszami.

A on patrzy z niedowierzaniem na resztę. Granat zmienia się w piłę i wyskakuje w powietrze. Scenariusz dalszy jak wyżej. Dużo akcji, nie daj czasu na zastanowienie. Wszystko zaczyna się ruszać, strzelać: zaczyna się walka o życie.

Właśnie w tym momencie dociera do chatki druga część ekipy i zaczyna się rozróba. Nie wiadomo kto, gdzie, jak, kiedy, wszyscy strzelają w rytm maszyn, w powietrzu unosi się jakiś syf, na zewnątrz słychać łoskot maszyn do wyciągania mózgu. Do tego jeszcze nadchodzi Święty Mikołaj, zaznaczając swą obecność czerwonawą łuną. Z worka z prezentami wyskakują mu maszynki pomocnicze. Wtedy przyjdą mutki. Uciekając, Gracze będą świadkami jak przyjdzie im z pomocą Traper wraz z rodzinką, którzy rzucą się na Mikołaja, pomagając graczom lub oddając za nich życie. W każdym razie gdy szaleńcza ucieczka i walka dobiegnie końca, czas na małe podsumowanie.

W końcu zbiorą się do kupy, znajdą swoje graty i odjadą. Ze śnieżnej zamieci wyjadą prosto na rozgrzaną pustynię. Kończy się śnieg, słońce grzeje niemiłosiernie. Za sobą mogą zobaczyć wielki całun śniegu, który pada tylko w obrębie wzgórz, jak jakaś kurtyna stworzona z bieli.

Co dalej? Jak się ułożą z Docentem; który de facto uratował im życie? Co z Tamiką? To już chyba temat na następną opowieść. Na razie pieprzyć to, mamy święta.

Pamiętaj, że chodzi o dobrą zabawę. Nie psuj graczom świątecznego klimatu i poprowadź to, na co mają ochotę. Prowadziłem tą przygodę kilka razy i zarówno pierwszy, jak i drugi scenariusz podobały się i wychodziły super. Skup się na uśpieniu czujności graczy (zobacz ich miny, kiedy akcja przyspiesza, oni wciąż myślą, że jesteś dobry) oddaniu świątecznego klimatu, bohaterach niezależnych, których gracze mają polubić. No i oczywiście muzyce, która tutaj odgrywa znaczną rolę. Nie wiedzieć czemu moi gracze po tej przygodzie mają uczulenie na Georga Michaela. Powiem szczerze, że też mnie ciarki przechodzą; gdy ten kawałek teraz słyszę. Charakterystyk nie piszę. Za każdym razem walkę z Cybermikołajem rozegrałem opisowo. Gracze wiedzieli, że mają nikłe raczej szanse. Resztę znajdziesz w podręczniku.

Miłej zabawy. Wesołych Świąt.

Autor: Mateusz Zaród
Korekta:
Sylwia „Nefariel” Bogdańska

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.