Więcej niż dno, mniej niż New York

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – jak to pięknie brzmiało. Światowe supermocarstwo ekonomiczno-militarne. Wszystko legło w gruzach. Jednak Nowy Jork się otrząsnął. Powstała Federacja Appalachów, naprawiono także światła w Vegas, a samochody znowu jeżdżą po Detroit. Tam, na południu, bandziory próbują stworzyć swoje państwo, na północy z Bestią walczy Posterunek. Chyba każde dziecko zna te miejsca. A co z mniejszymi miasteczkami, zadupiami? Każdy wie, jakie zadupie znajduje się niedaleko jego domu. Jeżeli jest handlarzem, to zna więcej miast i miejsc, nawet oddalonych paręset mil od jego domu. Mamy metropolię, mamy zadupia, nie sądzisz, że nam coś umknęło? Właśnie, co ze średnimi miasteczkami? No co? Są.

Na tyle specyficzne, że dobrze jest je szerzej opisać.

Pokrótce

Bo widzisz, ludzie tak średnio lubią zadupia. Wielu z nich tam żyje, bo nie ma innego wyjścia, ale gdy tylko nadarza się okazja, spieprzają ku lepszemu światu. A co z ludźmi w takich „średniawych” miastach? Raczej im tam dobrze. Czasem ktoś pojedzie do Detroit, kto inny do Nowego Jorku. Generalnie jednak nie ma dużej potrzeby, żeby emigrować. W końcu często tak bywa, że słynne miasto nie ma do zaoferowania więcej od takiego średniaka. W ogóle pojawia się problem przy definiowaniu takiego osiedla. Bo to nie jest tak, że jak w jednym miejscu żyje około 60 ludzi to wioska, przy 200 – 300 to miasteczko i tak dalej. Nie, jest zupełnie inaczej. Chodzi tak naprawdę o wpływ, jaki to miasteczko wywiera na okolicę i o jego siłę. Weźmy na przykład Frenton, kilkadziesiąt mil na południe od NJ. Niby mała mieścina pod przywództwem Nowego Jorku. Ba! Przed wojną też było małe. Ale jednak coś w nim jest. Tutejsi ludzie najpierw zaczęli remontować ośmiokołowe trucki. Dobry biznes, ale właściciel fabryki, John Edwards, bardzo rozkręcił ten interes, a przy tym wyrobił sobie markę. Skupuje stare złomy i przerabia je na takie cudeńka, że przedwojenni by się zawstydzili. Do tego produkuje się tu konserwy. Uruchomiono po prostu jedną z fabryk. Żeby tego było mało, ważniacy z NJ postawili tu swoją mennicę, w której wybija się nowojorskie dolary! Trucki z Frenton kupuje się w Detroit i Federacji Appalachów, a spotkać je można w całej Ameryce. Konserwy też idą wszędzie. Eksport jak cholera. Niby tylko kilka tysięcy mieszkańców, a jakie to miasteczko ma znaczenie, prawda?

No dobra, ale weźmy inny przykład: Buffalo. Ot, miasto. Przed wojną dość spore, teraz też. Nie bardzo ma się czym pochwalić. Ale mimo wszystko słynie w swojej okolicy Dlaczego? Bo jest tu totalny burdel. Jakieś wsiury za miastem założyły wielką wioskę i nazwali je Nowe Buffalo. Wewnątrz gryzą się ze sobą dwa gangi i sekta (choć słyszałem ostatnio, że ktoś tych sekciarzy w końcu ubił). W mieście żyje cała komuna ćpunów, ludzie tu mieszkają, by grzebać w ruinach i zarobione gamble wymieniać na Tornado. Jednak Buffalo, mimo iż nie ma jakiejś sensownej władzy, opiera się Nowemu Jorkowi. Nie sięga tu dolar, a jego orędownicy są szczuci psami i obrzynami. Nikogo tu nie obchodzi nowojorska kampania antynarkotykowa. Tu się żyje, żeby ćpać, a ćpa, żeby żyć. To błędne narkotykowe koło, z którego stu pięćdziesięciu mieszkańców nie chce wyjść.

Właśnie to są średniaki. Są w jakimś stopniu silne, niezależne, jednak nie wszędzie o nich usłyszysz. Kto w Miami będzie wiedział, gdzie leży Buffalo? Może od kogoś, kto miał kumpla, który mu powiedział, że jego kumpel był tam dziesięć lat temu. Nic poza tym. A średniaki wywierają przecież duży wpływ na dzisiejszy świat. Salt Lake City jest znane wszędzie, a Kansas City? Nie do końca. A jednak to w Kansas utworzono małe państewko. Nic wielkiego, oprócz stolicy kilka, może trochę więcej miasteczek i ileś tam wsi. Jeżeli tu kiedyś zawitasz, to licz się z tym, że zapłacisz cło. Ale wiedz też, że tutejsze drogi są o wiele bezpieczniejsze niż te, które leżą z dala od wszystkiego, co cywilizowane. W razie kłopotów działa w miarę dobrze zorganizowana policja. Maja też prawo i ponoć szkoły. Powiedz mi więc: dlaczego każdy, zerwany z łóżka w środku nocy, zaznaczy ci, gdzie leży Sal Lake City, a o Kansas nie będzie prawdopodobnie nic wiedział? Bo to właśnie nasz średniaczek.

No i co jest cechą wspólną tych wszystkich średniaków? Są często potęgami i mają duży wpływ, ale tylko lokalnie. Jeżeli kiedyś przejedziesz obok i je zobaczysz, to zapamiętasz. Jeżeli nie, to pewnie nigdy się o nich nie dowiesz. No, może kiedyś w pubie od kogoś.

Okiem przybysza

Każdy średniak, czy to miasto, czy związek kilku innych, ma swój, że tak powiem, klimacik. Wygląd miasta czy całej okolicy, jego główne cechy i to, jak całość prezentuje się na tle natury. W okolicach mogą być np. bagna. Mieszkańcy mogą mieć wszystko w dupie i nie przejmować się brzydotą okolicy, ale mogą też dbać o całość, budować mosty. Może być biednie, może też być bogato. Weźmy takie już wspomniane Frenton. Miasteczko zadbane jak cholera. Tak jak u Schultzów w Detroit. Odnowione budynki, asfalt na ulicach jest przetapiany i kładziony od nowa, nie ma gruzów ani śmieci. Aż nie do pomyślenia, że to tak niedaleko Nowego Jorku. Normalnie, chłopie, żyć, nie umierać. Gorzej mają np. w Indianapolis. Przed wojną opowiadano sobie dowcipy, w których ludzie ze stanu Indiana wychodzili na totalnych idiotów. Słyszałem nawet, że tamtejszy samorząd uznał, że wewnątrz ich stanu liczba Pi będzie wynosić równe 3. W każdym razie w Indianie jest brud, chlew i syf. Ludzie na środku miasta uprawiają swoje ogródki, miejscowy mechanik ma problemy ze zreperowaniem roweru, a władza… Cóż, tam nie ma władzy. Toż to anarchia. To ja już wolę Buffalo. Kiedy zobaczysz Indianapolis, stwierdzisz, że żadna bieda cię już nie załamie, a wspomniane ogródki na ulicach to tylko czubek góry lodowej.

Ludzie

Ludzie to przecież podstawa każdego osiedla. To oni je tworzą. Zazwyczaj istnieje jakaś hierarchia i władza. W jednych miastach jest demokracja, gdzie indziej rządzą gangi. W Indianapolis nie rządzi nikt. No i jak ci ludzie podchodzą do życia? Jak wojna się na nich odbiła i jaki mają stosunek do innych kast, czy obcych ludzi. Każda osada jest pod tym względem specyficzna, a średniaki tym bardziej. W końcu żyją tu ludzie często niejako wywyższeni. Tak się czują. A jak może się czuć ćpun, w Buffalo? Wiesz, słyszałem, że jak pojawiło się parę tych łebków, co wbili nóż w plecy sekciarzom, to następnego dnia spieprzali przed całą zgrają Szczurów, którym nie podobało się to, że ktoś zabił ich guru. Gdzie indziej, np. w Indianapolis, wszyscy by to mieli w dupie.

Jednak nasz średniak to coś więcej niż zwykła tam wioska, a w końcu każda wioska ma swoją mentalność. Czym się różnią? Ludzie żyjący w średniaku czują się z tym miejscem związani. Ludzie w takim średniaku są do siebie podobni pod jakimś względem. Tak jak w Detroit lubią samochody, tak w Indianie ludzie są głupi, a w Kansas znajdziesz największych miłośników mocnych alkoholi. Każde takie miasto czy państewko posiada swoje coś, co je wyróżnia, co wiąże mieszkańców w społeczność lub małe społeczeństwo.

Fakty

Każde dzisiejsze miasto kiedyś, już po wojnie, powstało na nowo, a raczej odrodziło się. Jakieś fakty miały duży wpływ na formowanie się społeczności. Co teraz jest symbolem miasta? Wiesz, w takim na przykład Indianapolis to chyba te pieprzone ogródki na ulicach. I żeby nie było niedomówień, bo nie chce tworzyć plotek, byłem tam i widziałem. One nie są na ulicach, ale wszędzie tam, gdzie wystaje gleba i jest niedaleko meliny, bo inaczej ktoś może ukraść komuś zbiory Ale przyznam, że było parę ćwoków, którzy zrywali asfalt i robili ogródki na ulicy. A w Toronto? Każdy gada jakimś głupawym językiem, rzadko kiedy po angielsku czy hiszpańsku, jak normalny człowiek. Do tego mieszkańcy na poważnie wzięli się za przemysł rolniczy i mimo niesprzyjających warunków, radzą sobie o wiele lepiej niż inni. Możesz tam zobaczyć traktory, a nieraz nawet nawozy sztuczne. Też mają duży eksport, w końcu ludzie potrzebują jedzenia, a oni mają nadwyżki.

Sławni ludzie i organizacje

Właśni to cechuje każde miasto i nie wciskaj mi, że tak nie jest. Nawet w Indianie mają swojego idola. Takiego, powiedziałbym, Zorro. Gościu biega w masce i walczy ze złem. He, he… Ale weźmy na przykład porządne miasto. W Kansas, rządzi William Edmunt Brown. Są to rządy samozwańcze ale nikt nie narzeka. Czasem jednak nie ma rządów jednostki. Czasem kilka gangów napieprza się i walczy o wpływy. Tak jest Buffalo. Są też organizacje, które mimo, że nie mają takiej siły; wywierają duży wpływ na miasto. W Detroit mają swoją Gildię Archeologów, a z kolei w Buffalo jest jej odpowiednik, tzw. Związek Zbieraczy, który walczy o dobre ceny za znaleziony złom. Bo widzisz, tak to już jest, że zawsze się znajdzie ktoś charyzmatyczny, z wizją i chęcią zmieniania świata.

Otoczenie

Buffalo to miasto ćpunów, ale ktoś na tym zarabia, co nie? Sprowadza się tu dużo Tornado a eksportuje góry znalezionych w ruinach gambli. Ale po prawdzie, gdyby Buffalo nie było w miarę blisko NJ i Detroit, to już dawno by zginęło.

Inny przykład: Frenton. To dobrze zorganizowane miasto, ale gdyby nie miało dostępu do tych wszystkich technologii, które oferuje NJ, to by co najwyżej mogli trucki naprawiać, a nie doprowadzać do takiego stanu, o jakim przed wojną się nikomu nie śniło.

A Indianapolis? Jest daleko od wszystkiego, a samo nie jest na tyle silne, żeby coś znaczyć. Nikt tu nie przyjeżdża, nie ma handlu, jest za to bieda. Czemu? Bo nikt nie ma powodów, żeby tu zawitać.

Kansas mimo wszystko sobie radzi. Założyli mini państewko, które jest samowystarczalne, choć karawany czasem tu zaglądają. I nie tylko dlatego, że czasem jest im po drodze.

Widzisz, każdy średniak wywiera wpływ na otoczenie, a otoczenie na niego. I na pewno posiada jakieś układy handlowe, profity z bycia większym miastem.

The end

Takich średniaków, jak te, które stawiałem za przykład, jest sporo. Niektóre są większe, inne mniejsze. Niektóre mają realny wpływ na otoczenie, niektóre po prostu są i już. Jednak każde z nich to przeogromna szansa na rozegranie kilku ciekawych przygód. Te średniaki, można powiedzieć, są przydatnymi atutami dla MG podczas sesji, kiedy gracze zapuszczają się w nieznane.

Cóż, średniaki są ciekawe i trudno je jest pominąć podczas gry.

Autor: Mormir
Korekta:
Sylwia „Nefariel” Bogdańska

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.