Niebianie

„Niebianie” to sekta. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Odkąd przestały istnieć Stany, nikt nie sprawuje kontroli nad rozwojem tego typu organizacji. Jeśli będziesz miał kiedykolwiek okazję odwiedzić Salt Lake City, to zobaczysz, o co mi chodzi. Tam jest tego na pęczki. Gdzie nie rzucisz kamieniem, trafisz sekciarza. Ale choćbyś nie wiem jak bardzo się starał, nie uda ci się w tym mieście nabić guza jednemu z „Niebian”.

Sekta ma swoja siedzibę w Kansas City i tylko dlatego warto odwiedzić to miasto i tę wspólnotę. Tego spotkania nie zapomnisz do końca życia, gwarantuję.

Bliżej Nieba

W obecnych czasach ludzie żyją w różnych, często naprawdę dziwnych miejscach, ale to co wymyślili „Niebianie” bije wszelkie rekordy Przez Missouri przerzuconych jest w mieście kilkanaście mostów, z których większość wciąż nadaje się do użytku; jedne mniejsze, łączące wysepki na rzece, inne zaś potężne, wielopasmowe, łączące bezpośrednio oba brzegi. Jest też most imienia Thomasa Jeffersona, chociaż użycie słowa most w tym przypadku to lekka przesada.

Po pierwsze, to już nie jest most, po którym można przejechać ze wschodu na zachód i z powrotem. Niemal cała konstrukcja zarwała się i zapadła w nurt rzeki, z której sterczą teraz poskręcane stalowe elementy i omywane wodą betonowe płyty Na wschodnim brzegu pozostały zaledwie trzy filary z rozpiętą pomiędzy nimi autostradą stanową, a po zachodniej stronie tylko jeden samotny filar, na dodatek mocno uszkodzony.

Po drugie, chyba żaden na świecie most nigdy nie służył za mieszkanie niemal setki osób. Za pomocą przemyślnych konstrukcji, systemu kołowrotów, przekładni, stalowych szyn i innych mechanicznych „cudeniek”, mieszkańcy tego miejsca urządzili sobie najbezpieczniejsze schronienie, na jakie tylko było ich stać.

Kierowani naukami i wskazówkami swojego guru, jaśnie oświeconego Titusa Barnaby’ego, stworzyli z kontenerów, wraków samochodów oraz drewnianych i plastikowych elementów wiszące kilkanaście metrów nad ziemią miasteczko, gdzie wstęp mają tylko nieliczni, wybrani, którzy są godni poznania słów natchnionego.

Wszystko trzyma się na stalowych linach, śrubach i nitach, i wymaga nieustannej konserwacji. Nikt nie ma zamiaru gwałtownie spotkać się z ziemią, przed którą wyznawcy Titusa uciekają. Dzięki temu, że zbudowali swoje schronienie na moście (a w większej części pod nim), wydaje im się, że są bliżej Nieba i Stwórcy, który wybrał ich jako godnych by przyjąć Jego jedyne i prawdziwe nauki.

Siedziba przywódcy sekty, czyli Titusa Barnaby’ego, w odróżnieniu od całej reszty wspólnoty jest umieszczona na samym szczycie środkowego filaru. W końcu to jemu ukazał się Pan i jego wybrał na Swojego proroka i jedynego godnego, by poprowadzić ludzkość (a przynajmniej jej część) do zbawienia.

Dostać się na most Jeffersona, i tym samym do siedziby sekty, można na dwa sposoby. Pierwszą drogą jest wąski, mocno spękany odcinek asfaltu, na którym zmieszczą się obok siebie zaledwie dwie osoby. To część dawnej drogi stanowej, zaczynającej się we wschodniej części Kansas City i tutaj mającej swój koniec. Zarówno na początku wąskiej ścieżki, jak i po jej drugiej stronie, już na terenie siedziby „Niebian”, stoją umocnione konstrukcje, w których pełni straż kilku sekciarzy z różnym, ale wystarczającym do przepędzenia intruzów uzbrojeniem.

Drugim sposobem dostania się do siedziby „Niebian” jest wyciąg w postaci kilku opuszczanych za pomocą kołowrotów platform. Tą drogą, między innymi, sekciarze zaopatrują się we wszelkie potrzebne im od życia rzeczy.

Trzeciej drogi na most Jeffersona nie ma, chyba że masz helikopter i potrafisz go pilotować. Ale jeśli sekciarze cię nie zaprosili, nawet nie próbuj dostać się do środka.

Niebianin, to brzmi dumnie

Tam naprawdę nie ma co szukać, oczywiście jeśli uważasz się za normalnego. Jeszcze nie spotkałem kogoś, kto należałby do sekty i jednocześnie był zupełnie normalny. I w tym przypadku jest podobnie.

„Niebianie” uważają się za wybrańców, za kogoś zupełnie wyjątkowego i specjalnego. Dlatego właśnie odcinają się od pozostałej części społeczności Kansas City poprzez to dziwne miejsce, w którym mieszkają, choć nie przeszkadza im to w coraz częstszym gamblingu, przede wszystkim w zamian za żywność.

Sekta powstała nieco ponad cztery lata temu. Początkowo był to tylko Barnaby i jego kilku niezbyt normalnych kumpli – ale żadnych mutacji, co to, to nie. „Niebianie” są uczuleni na wszelkiego typu, nawet najdrobniejsze aberracje fizyczne, ale nie mentalne. Jeśli posiadasz jakąś, nawet niewielką i ledwie widoczną mutację, nie masz szans, aby dostąpić zaszczytu wstąpienia w szeregi sekty. Podobnie, jeśli jesteś członkiem „Niebian” i któregoś dnia zauważysz u siebie jakąkolwiek zmianę, lepiej sam odejdź, chyba że rajcują cię skoki z mostu bez zabezpieczenia. Tutaj mutantom mówi się stanowcze „NIE”, a częściej, zamiast strzępić sobie język, posyła się kulkę.

Jak już wspomniałem, „Niebianie” uważają się za wybrańców i dostać się w ich szeregi jest niezwykle trudno. Najłatwiej jest kobietom, gdyż stanowią w sekcie “towar deficytowy”, a wielebny Titus lubi, no wiesz… Jeśli jednak zostałeś pokarany przez los i urodziłeś się brzydkim, zarośniętym na twarzy samcem, musisz po prostu się postarać i zrobić jak najlepsze wrażenie na guru sekty, bo to właśnie on decyduje kto ma prawo dostąpić zaszczytu zostania „Niebianinem”. W pierwszej kolejności szansę mają wojownicy i ludzie zajmujący się tropieniem i wyszukiwaniem cennych gambli w ruinach. Dobrym pomysłem jest pojawienie się na „rozmowie kwalifikacyjnej” z czymś naprawdę wyjątkowym (może pamiętający jeszcze czasy wojny secesyjnej rewolwer lub coś w tym stylu, mające wartość kolekcjonerską, a nie tylko czysto użytkową).

Według słów Barnaby’ego, tylko nieliczni doczekają dnia Sądu Ostatecznego i dostąpią zaszczytu dostania się do Raju. W tym dniu anioły zstąpią z Nieba i zabiorą tych, którzy będą stali ponad innymi i którzy będą nieskalani. Stąd właśnie mieszkanie ponad ziemią, na której są choroby, brud i wszelkie nieczystości zniszczonego świata. Dzięki temu aniołowie nie będą musieli dotykać swoimi świętymi stopami przeklętej ziemi. I dlatego nie toleruje się tutaj osób chorych lub z mutacjami.

Niebianie na ziemi

Zanim jednak przyjdzie dzień zbawienia, trzeba jakoś egzystować, a to wymaga kontaktów z innymi ludźmi, tymi stojącymi niżej (dosłownie i w przenośni). Jako że „Niebianie” nie zajmują się wytwarzaniem żywności (choć czasem zdarza im się łowić w wodach Missouri jakieś nędzne rybki), muszą ją zdobywać na drodze wymiany. To z kolei zmusza ich do zdobywania gambli na handel. A w tym zajęciu nie mają sobie równych nie tylko w Kansas City, ale chyba w całym stanie Missouri.

„Niebianie” to najlepsi łowcy i poszukiwacze gambli, jakich można spotkać w okolicy. Goście z Miami są od nich pewnie lepsi, ale na Florydę kawał drogi, a sekciarze są na miejscu i nieustannie myszkują po ruinach, wynajdując takie rzeczy, że nic tylko pozazdrościć. Co więcej, śmiertelność, tak wysoka w tym zawodzie, wśród „Niebian” jest równa praktycznie zeru. Nie wiem, może są naprawdę świetni w łażeniu po gruzach Ameryki i diablo ostrożni, a może to prawda, co mówią o sobie, że są wybrańcami i Pan nad nimi czuwa. Ale jak by nie było, są rewelacyjni w tym co robią i jeśli potrzebujesz jakiegoś gambla, którego nigdzie nie możesz znaleźć, zgłoś się do nich, a oni już postarają się, żebyś go miał. Pamiętaj tylko, żeby przygotować zawczasu żywność na wymianę – najlepiej czystą i zdrową. I nie próbuj oszukiwać – może i są bandą nieobliczalnych świrów, ale nie dadzą się robić w balona.

Sekciarze nigdy nie pojawiają się pojedynczo i zawsze, nawet jeśli tego nie widać, są uzbrojeni. To paranoicy nieufający nikomu, kogo nie znają i trzeba uważać, kiedy się z nimi rozmawia. A już rozmowa z samym guru „Niebian”, czyli Titusem, graniczy z prawdziwa dyskusja teologiczną, w której za wszelka cenę próbuje on obalić wszelkie twoje argumenty i jednocześnie przeciągnąć na swoją stronę. Ale dostać się przed jego oblicze nie jest łatwo, więc na razie możesz być spokojny. Titus Barnaby to zapatrzony w siebie psychol, który nigdy nie opuszcza swojej „podniebnej” siedziby. Rozmawiając z nim naprawdę trzeba uważać na to co się mówi, bo gość łatwo wpada w gniew, a wtedy lepiej być w zupełnie innym miejscu.

Inni „Niebianie” są trochę bardziej zrównoważeni, a niektórzy nawet normalni, ale i z nimi można pogadać tylko o interesach albo o wierze.

Jeśli więc kiedykolwiek znajdziesz się w Kansas City, odwiedź resztki mostu Jeffersona i pamiętaj, żeby spojrzeć w niebo. Tam dostrzeżesz niezwykłe miejsce, którego nie znajdziesz nigdzie indziej. Nie hałasuj tylko za bardzo, bo niektóre elementy „mieszkania” „Niebian” nie są przytwierdzone na stałe, a ich celem jest głównie spadanie na głowy niechcianych gości.

Autor: Piotr Orliński
Korekta:
Sylwia „Nefariel” Bogdańska

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Gwiezdny Pirat,
wydawanym przez Wydawnictwo Portal (czyli autorów Neuroshimy).
Dziękujemy za zgodę na publikację i zapraszamy na stronę PortalGames.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.